Koszmar się zmieniał. Czasem chodziło o wyjście z domu, w którym było się samemu, a grasował w nim jakiś upiór. W innej mutacji biegło się w stronę skraju lasu, a dziwadła zawsze w końcu chwytały za kołnierz. Inna wariacja była ucieczką przez industrialny krajobraz wielkich, opuszczonych miast, w którym ktoś nas gonił i zawsze dościgał. Wtedy człowiek budził się w środku nocy z szybkim oddechem i z ulgą uświadamiał sobie, że to tylko głowa zafundowała mu te rozrywki. Grecja jest dla mnie taką właśnie marą senną. Tyle, że mam spory problem - tutaj nie umiem odróżnić jawy od snu.
REKLAMA
No, bo z jednej strony - ileż można jechać na micie „Rehaklesa“? Dwa lata, cztery, no, góra sześć, ale żeby osiem? Grecy są teraz zupełnie inną drużyną - gorszą - niż w 2004 roku, mają innego trenera, innych piłkarzy, ale strach przed nimi zostanie mi już chyba do końca. Nie widziałem nigdy bardziej przerażająco konsekwentnej drużyny, toteż prędko mi z głowy nie wyleci.
Mało to może logiczne, ale bardziej wierzę w rozjechanie Rosjan trzema bramkami, niż w... jakiekolwiek zwycięstwo z Grecją. Jako że jest ewidentnie słabsza niż w Portugalii, nie wróżę jej triumfu, ba nie wróżę jej nawet wyjścia z grupy, ale... nie ścinajcie mi głowy, jak się sprawdzi mój lęk. Nie wierzę w wygraną Polski w meczu otwarcia. Nawet jeśli najlepszy obecnie sportowiec grecki to... Wayne Gretzki :-)
Jedenastu wielkich, zaprogramowanych na wykopanie piłki choćby i razem z nogą rywala, ślepo wierzących trenerowi facetów. Świadomych, że braki nadrabia się taktyką. Wiedzących, że ich naród potrzebuje teraz dzikiej radości, jak chyba żaden inny. O, albo dwóch naprawdę mocnych stoperów z Bundesligi - Papadopoulos i Papastathopoulos. Już widzę we śnie, jak obijają Lewandowskiego, jak uprzykrzają życie Błaszczykowskiemu, jak Rybus lata w te i we w te, odbijając się pomiędzy barkami Torosidisa i Tzavellasa. Widzę jak Wasilewskiego, ostatniego, który jeszcze chce walczyć, kopią po łydkach, rzepkach, łokciach, policzkach. Widzę jak wykonują jedyny w ciągu meczu rzut rożny. Jak ciągną w pole karne te wszystkie wieże... Lepiej nie kończyć, co jeszcze widzę.
To na pewno jest zupełnie bezpodstawne, ja wyjdę na strachajłę i fałszywego proroka. Grecja okaże się wygodnym i przyjemnym przeciwnikiem na otwarcie. No, dalej, powiedzcie z pełnym przekonaniem, że w to wierzycie...