- Słyszę głos z góry, który mówi mi "Teraz, to jest ten moment! I robię zmianę" - tak kulisy swojego warsztatu trenerskiego ujawniał Franciszek Smuda, w emitowanym w czwartek w Orange Sport, dokumencie "Eurowzięci". No, teraz głosu nie usłyszał, więc zmian nie dokonał. Było zasuwać dach, który zagłuszył selekcjonerowi wołanie z niebios?

REKLAMA
Ten wynik nie jest dobry. Mógł być oczywiście dużo gorszy, ale mógł, a nawet powinien był, być lepszy. Inauguracja z Grecją potwierdziła - lub być może potwierdziła - kilka obaw...
- Trzymanie Sebastiana Boenischa na boisku w obecnej formie to proszenie się o tragedię. Na początku wywoływał we mnie dobre wrażenie, bo mobilizował, pokrzykiwał, wyglądało na to, że coś w tej drużynie znaczy. Tyle, że jego zagrania były niepewne, cały czas prowokował problemy. Największą jego zbrodnią było jednak ustawianie się. Grał wysoko, jakby był niezwykle szybki. Taki Łukasz Piszczek może sobie na to pozwolić, bo każdego rywala i tak dogoni, nawet gdy piłka zostanie zagrana za jego plecy. Boenisch jest za wolny, by na takie coś sobie pozwolić. Szkoda, że nie miał pod ręką trenera, który mógłby mu zwrócić na to uwagę. Po jednej z wielu akcji spowodowanych błędem w ustawieniu, padła bramka dla Greków. Mam nadzieję, że w meczu z Rosją na jego pozycji zobaczę Wawrzyniaka albo Dudkę.
- Jak wygląda przygotowanie kondycyjne naszych reprezentantów? Zagrali porywające 30 minut, jak nie oni, a potem jakby ktoś im odłączył prąd. Żadnego zrywu, jednostajne tempo, przyspieszeń brak. Zamiast pressingu, gra w chodzonego. Co najbardziej martwi, tyczyło się to też np. Błaszczykowskiego czy Piszczka, a to mogłoby oznaczać, że Smuda maczał w tym palce. Ale na potwierdzenie tej obawy trzeba poczekać do kolejnych meczów.
- "Jeśli coś osiągniemy na Euro to nie dzięki Smudzie, ale raczej mimo niego". Tak napisałem przed turniejem, ale nie spodziewałem się, że te słowa będą aż tak prawdziwe. Jeśli rzeczywiście było tak duszno, że nie dało się biegać, cóż lepszego można było zrobić, niż wpuścić świeżego rezerwowego? Smuda nie pomógł drużynie. Tym razem ją osierocił. Można się drzeć i szaleć przy linii, ale po co, skoro zespół potrzebuje po prostu świeżej krwi. Trener Greków wpuścił Salpingidisa i z jego strony spotkało nas wszystko, co najgorsze. Szkoleniowiec Rosjan, mimo że szło im sto razy lepiej niż nam, wpuścił Pawliuczenkę, a ten strzelił gola. To tylko przykłady z dzisiaj. Ta drużyna człapała przez godzinę, prosiła się o zmianę... Grosicki, Mierzejewski, Wolski, Sobiech, Dudka. Obojętne kto. Chociaż i tak trzeba się cieszyć, że Smuda złamał swoją zasadę i jednej roszady dokonał. Gorzej by było, gdyby zamiast wpuścić Tytonia, kazał bronić karnego Rybusowi.
- Słówko o Tytoniu. Z jego udziałem może się dziać niesamowita historia. Miał nie grać w ogóle, bo przecież mamy niezłomnego bramkarza światowej klasy, który wystąpił we wszystkich ligowych meczach Arsenalu w tym sezonie. Ten popełnia błąd przy bramce (do spółki z Wasilewskim), potem nie ma wyjścia i wylatuje z boiska... Tytonia broniącego karnego obejrzał dziś cały świat. Jeśli zatrzyma Rosję, może się w naszej bramce dokonać nagły i sensacyjny przewrót. Turnieje kreują bohaterów właśnie w taki sposób...
- Dopóki Polacy grali, a nie szwendali się po boisku, Grecy nie istnieli. Pokazywali, jak bardzo są toporni, jak bezradni, gdy rywal atakuje ich pressingiem. Nie wierzę, by ta drużyna była w stanie urwać punkty w tej grupie komukolwiek innemu. Zagrali jednak o tyle mądrze, że unikali zrywów. Jak jednostajni byli w 15. minucie, tak samo w 85. Nie zmienili się w przeciągu meczu tak drastycznie, jak Polacy.
- Brawo Eugen Polański. Był dziś jednym z najlepszych zawodników meczu. Gdyby Rafał Murawski dostosował się do niego, bylibyśmy teraz w trochę lepszych humorach.
- Co po drugim meczu? Najpierw wydawało mi się, że ci Czesi zdecydowanie lepsi. Ale szybko okazało się, że Rosjanie kontrolowali absolutnie wszystko, co działo się na boisku. Świetny Szirokow, świetny Arszawin i Dzagojew. Wszyscy świetni. Rosja momentalnie urosła do faworyta grupy. Za to pozostałe trzy drużyny spisały się tak przeciętnie, że stoczą zajadłą walkę o awans między sobą. Czesi, niestety, przez cały mecz umieli stworzyć ledwie dwie bramkowe sytuacje. Mecz z nimi szybko urasta do miana najważniejszego w tej fazie grupowej.
Z perspektywy kibica zaangażowanego - "Jest dobrze, ale nie najgorzej jest". Z perspektywy fana obiektywnego - wyjątkowo dobry pierwszy dzień turnieju. Inauguracja pełna emocji, drugi mecz na naprawdę wysokim poziomie. Jeśli całe mistrzostwa będą takie, jak pierwszy dzień, to czeka nas wspaniały turniej. A pamiętajmy, że grała dopiero teoretycznie najmniej ciekawa grupa...