Z „Futbolowej gorączki“ Nicka Hornby’ego pamiętam wiele. Pamiętam, bo to najlepsze studium choroby, jaka mnie dotknęła. Dziś przypominał mi się opis idealnego meczu. Twoja drużyna miała w nim przegrywać 0-2, grać w dziesiątkę, jej bramkarz powinien obronić karnego, by ostatecznie wyciągnąć wynik na 3-2. Wszystko to, powinno się toczyć w strugach deszczu. To rzeczywiście scenariusz idealny, ale jeśli chodzi o mecze, w które jest się zaangażowanym emocjonalnie. Do czystego cieszenie się pięknem gry, bez wielkich sympatii dla którejś z drużyn, trudno wymyślić dzieło lepsze niż to, które utkali Anglicy i Szwedzi.
REKLAMA
To był najlepszy mecz tych mistrzostw. W spotkaniach Polaków, ze względów oczywistych, jest najwięcej emocji. W starciach Hiszpanów koniakowskie wzory rozegrania akcji na boisku. Włosi imponują taktyką, Chorwaci walecznością, Niemcy połączeniem mistrzowskiej obrony z wybitną techniką używaną do zupełnie innych celów niż hiszpańskie. To wszystko, prowadzi do tego, że umierając na zawał podczas meczu Polaków zazwyczaj wiem, że poziom piłkarski nie był z najwyższej półki. Kopanie leżącego w wykonaniu Hiszpanów coraz mniej mnie bawi. Włosi nie bawią mnie nigdy. Ich po prostu doceniam. Niemcy na razie wielkich widowisk nie stworzyli. Albo trwali w klinczu przez większość meczu z Portugalią, albo szybko pobili słabych Holendrów.
A mecz Anglia - Szwecja miał wszystko. Kocham miłością wielką takie dośrodkowania, jakie zaprezentował w pierwszej połowie Steven Gerrard. Kocham strzały głową, które są mocniejsze niż niektóre strzały nogą, co pokazał Andy Carroll, przypominający sobie stare dobre czasy w Newcastle. Kocham takie wrzutki z rzutów wolnych, jak te, którą wykonał Sebastian Larsson i kocham takie strzały głową, jak ten Mellberga. Absolutnie podziwiam Zlatana. Przypomina mi ruchomą Maczugę Herkulesa. Nie da się go przepchnąć. Nie ma takiej opcji. Szkoda, że nie miał okazji dłużej pograć z Henrikiem Larssonem, Fredrikiem Ljungbergiem czy, że w ogóle nie miał z Kennethem Andersonem i Martinem Dahlinem. Z nimi miałby szanse cokolwiek osiągnąć w reprezentacji. Z obecnymi partnerami nie osiągnie nic.
Andreas Issakson znów pokazał kilkakrotnie fantastyczny refleks. Od 2004 roku mam go za bramkarza wybitnego, wróżyłem mu karierę na miarę Petra Cecha. Takiej nie zrobił, dziś przegrywa rywalizację z Przemysławem Tytoniem, ale co dwa lata, na turniejach zawsze jest mocnym punktem Szwecji. Theo Walcott był dziś nie tylko ponaddźwiękowym huraganem, ale jeszcze do tego bardzo produktywnym. Brawo za gola, ale jeszcze większy szacunek za asystę przy bramce Welbecka. To, co młodzian zrobił, przypomniało mi gola Zlatana sprzed ośmiu lat z meczu z Włochami. Też trafił wtedy piętą. Wtedy wchodził w reprezentacyjną karierę, teraz jest już raczej u jej schyłku. Piętą wojował, od pięty zginął.
Nie sprawdziły się moje przewidywania - Szwedzi już teraz pakują walizki. Ale mimo wszystko, jakże inne to pakowanie niż to irlandzkie. W przypadku wyspiarzy, wiadomo, że są sympatyczni, ale niestety bardzo słabi. Szwedzi mimo dwóch porażek nadal budzą szacunek i wytwarzają przekonanie, że są ofiarą diabła, który tkwi w szczegółach. Gdyby nie one, mogliby dziś równie dobrze mieć sześć punktów. I z Ukrainą i z Anglią byli blisko zwycięstw, a o porażkach zadecydowały drobiazgi. Mimo wszystko - Gloria Vikings!
Tymczasem jakże zmienia się po takim meczu postrzeganie Anglii. Do dobrego bramkarza i defensywy, o czym wiedzieliśmy i przed turniejem, należy dołączyć harującego Parkera, walecznego i mającego przebłyski Gerrarda. Świetnie zaprezentowali się napastnicy Carroll i Welbeck. Współczuję Hodgsonowi, bo któregoś z nich będzie musiał pozostawić na ławce. Wraca przecież Rooney... Jeśli jeszcze Walcott zastąpi słabiutkiego Milnera, wyjdzie z tego całkiem niezła drużyna. Skoro widzę to nawet ja, spodziewam się, że jutro angielska prasa zacznie wieścić, że... Anglicy idą po mistrzostwo. Jeśli mają iść w takim stylu, jak parli po zwycięstwo ze Szwecją - niech idą. Jeśli wszyscy ich rywale mają przegrywać w takim stylu jak Szwecja - niech przegrywają, a będzie najlepszy turniej w dziejach.