Co było złe, co rozczarowało, wszyscy widzieliście. Czego nie widzieliście i tak zostanie już niebawem wytknięte. Rozczarowań mamy mnóstwo. Ale przyniosło też to Euro w polskiej drużynie trochę pozytywów.
REKLAMA
Największą sensacją i odkryciem mistrzostw w naszej reprezentacji jest niewątpliwie Przemysław Tytoń. Jego przypadek najdobitniej pokazuje, ile znaczą wszelkie przedturniejowe prognozy. Można sobie buty wycierać nie tylko tymi przewidywaniami wygłaszanymi kilka lat przed zmaganiami, ale też nawet tymi wypowiadanymi w dzień rozpoczęcia mistrzostw. Wiedzieliśmy, że mamy czterech piłkarzy klasy światowej - wiadomą trójkę i Wojciecha Szczęsnego. Tymczasem ten nie popisał się przy pierwszej bramce, sprokurował karnego (to akurat nie jego wina), wyleciał z boiska.
I kto wszedł? Przez wielu nieznany. Przez innych uznawany za lekko safandułowatego Przemysław Tytoń. W ekstraklasie zagrał tylko 20 meczów, dawno i w przeciętnym Górniku Łęczna. Na mistrzostwach świata do lat 20. siedział na ławce, bo przegrywał walkę z Bartoszem Białkowskim (pamiętacie?), przez dwa i pół sezonu w Holandii podniósł się z ławki raz. Ale jak już wskoczył do bramki Rody, to zaczął u Holenderów zdobywać szacunek. Zauważyło go PSV Eindhoven, ale początkowo bronił bardziej renomowany Szwed Isaksson. Kiedy wszystko już wydawało się być na dobrej drodze, zmasakrował mu głowę własny obrońca. Zwijała go z boiska przez 15 minut karetka, miał wstrząśnienie mózgu. Znów wypadł ze składu. Wrócił, ale ostatecznie w tym sezonie rozegrał w lidze tylko 14 meczów. W kadrze miał być numerem dwa, lecz też tylko dlatego, że Smuda obraził się na Boruca, a Fabiańskiego położyła kontuzja. Wszyscy i tak wiedzieli, że jak Szczęsnemu coś się nie daj Boże stanie, to mamy po Euro. No i mamy po Euro, ale Tytonia nagle poznali wszyscy. Dokonał niemożliwego, broniąc karnego tuż po wejściu (to się nie zdarza), dokonał niemożliwego, wygryzając bramkarza Arsenalu Londyn w ekspresowym tempie. Nagle stał sie rozpoznawalny, nagle zaczęli z nim rozmawiać dziennikarze. A przecież przed mistrzostwami, jeśli grał w kadrze, zawsze co miał puścić, to puszczał, co miał obronić, bronił. Tytoń zszokował. Nikt tak wiele na tym Euro nie wygrał, jak on.
Mniejsze zwycięstwo, ale zawsze, odniósł Eugen Polański. To na nim skumulowała się złość zaglądających w żyły. Jego nie chcieli najbardziej. Jego Polska bardzo długo nie akceptowała. Może dalej nie akceptuje, ale z moich obserwacji wynika, że wygrał Eugen na tym turnieju naprawdę sporo. Okazał się dużym wzmocnieniem kadry, o niebo lepszym środkowym pomocnikiem od Murawskiego i Matuszczyka, trochę lepszym od Dudki. Świetne odbiory, dobre podania, podłączanie się do akcji ofensywnych. Oprócz tego wypowiedzi... Po golu z Rosją, którego sędzia mu nie uznał, powiedział „k... mać“, więc internet ogłosił go prawdziwym Polakiem. Potem powiedział jeszcze na konferencji przed meczem z Czechami, że trzeba „na...ć“ od pierwszej minuty, co dodatkowo rozczuliło rodaków. Tak, Eugen - w przeciwieństwie do Boenischa - pokazał, że jak się jest dobrym, to można liczyć na szacunek.
Wygranym jest też Damien Perquis. To zdecydowanie najlepszy obecnie polski stoper. Nie tylko najlepszy jeśli chodzi o umiejętności, ale też o głowę. Ma cechy przywódcze, widać, że dyryguje linią obrony. Z jednej strony bardzo mnie urzekł tym, że jako jedyny aż tak bardzo walczył do końca w meczu z Czechami. Widząc bezradność kolegów z przodu, sam w pewnym momencie ruszył na bramkę Czecha. W ostatniej minucie stworzył najgroźniejszą sytuację Polaków w drugiej połowie. Brawo! Ale dlaczego tylko jemu aż tak zależało?
Ostatnim promykiem Polaków był Kuba Błaszczykowski. Tu nie można mówić o jakimkolwiek odkryciu. Ale po prostu potwierdził wartość, jak nikt inny. Walczył, straszył, groźnie ściągał brwi. Kiedy trzeba, potrafił zjechać prezesa PZPN-u. Potrafił wrzasnąć, ale potrafił też wziąć piłkę i huknąć na bramkę, kiedy drużyna go potrzebowała. Oprócz tego całą Polskę ściskało za serce, gdy przed każdym meczem patrzył na małego chłopca i mówił: „Bez ciebie nie idę“. Tak, gdyby wszyscy byli tacy, jak Kuba, mielibyśmy jedną z najlepszych reprezentacji na Euro...