O drużynach, które katują widzów bronieniem wyniku w jedenastu i wyprowadzaniem kontr, tudzież strzelających jedyne bramki w meczu po rzutach rożnych i wolnych (koniecznie z główki), zwykło się mówić, że zabijają futbol. Słyszy to przez pół kariery Mourinho, a zjawisko nasila się zwłaszcza, gdy gra z Barceloną, która to z kolei futbol naprawia i ratuje przed całym złem świata. Słyszeli to Grecy, gdy pokazywali Europie w 2004 roku „zyg zyg marchewka“. Słyszą wszyscy, którzy uznają, że futbol to prosta gra i zastanawiają się, po co wymieniać 50 podań, żeby strzelić gola, skoro można to zrobić dwoma dotknięciami.

REKLAMA
Mnie natomiast w tym roku zęby bolą od oglądania... Hiszpanii. Może trochę przewrotnie, na pewno odrobinę prowokacyjnie, urodziłem sobie nawet w głowie powiedzonko, że to Hiszpania zabija futbol. Nie mogę na tę drużynę patrzeć. Wgapiam się w ten zespół i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Vicente del Bosque zapomniał zasady tej gry i przekazał swoim zawodnikom błędne. Hiszpanii AD 2012 nie zależy już na strzelaniu bramek. Hiszpania nabija przede wszystkim posiadanie piłki. Im wyższe, tym współczynnik zadowolenia rośnie. Gdyby mistrzowie świata i Europy wygrali 4-0, mając mniejsze posiadanie piłki niż przeciwnik, to kto wie,
Porównuję Hiszpanię do Niemców i mam wrażenie, że obie drużyny uprawiają inne dyscypliny. Nasi sąsiedzi nawet jak długo i cierpliwie wymieniają piłkę, to wiadomo, że po to, by zrobić sobie miejsce do oddania piekielnej bomby na bramkę. Znamienny był pierwszy gol Niemców w meczu z Danią. Cudowna akcja, piętka Gomeza majstersztyk. Ale wszystko było po to, by Podolski mógł sprawdzić wytrzymałość piłki, rękawic, siatki i swojego buta. Tym razem wytrzymały. Ale jak strzela Niemiec, to można drżeć, jakkolwiek to brzmi. Hiszpan w sytuacji, którą miał Podolski, przyjąłby piłkę, obróciłby się z nią trzy razy, wycofał do Xaviego i zadowolony z siebie wyszedłby znów na pozycję, by wyśrubować jeszcze kolejny rekord podań w meczu.
O tym, że trener zapomniał, o co w tej grze chodzi, świadczy też dziwne zamiłowanie do gry bez napastnika. Kiedy tylko Torres pojawia się na boisku, Hiszpania już jest o jeden poziom groźniejsza. Gdyby pojawił się Llorente, byłaby mocniejsza o dwa poziomy. Hmm, znaczy się mocniejsza w piłkę nożną, do gry w dziada faktycznie przydaje się kolejny pomocnik.
Autentycznie, bardziej mi się podoba gra np. Greków. Oni, toporne chłopaki, znają swoje ograniczenia i wiedzą, że mają stosować proste środki. Bez wielkiego talentu, wykorzystując trywialną zasadę „kopnij - biegnij - kopnij - biegnij“, są w stanie wygrywać. Hiszpanie sumę talentów mają największą ze wszystkich drużyn na świecie, ale je marnotrawią na bezsensowne próby wchodzenia z piłką do bramki, nie pamiętając, że gol strzelony z 30 metrów nie liczy się wcale mniej . Hiszpania, grając z Chorwacją, igrała z ogniem. Miałem satysfakcję, że wreszcie jej fani mieli w oczach strach. Spod topora uciekli, nie wykluczam, że dzięki geniuszowi poszczególnych graczy będą w stanie wywijać głowę z pieńka do samego finału. Ale kiedy już wreszcie trafią na Niemców, będę jak ci wszyscy fani Barcelony. Ratujcie futbol, Niemcy, bo za chwilę ktoś wpadnie na pomysł, by te bramki w ogóle zdemontować...