Joachim Loew przez większość fazy grupowej trzymał obok siebie drużynę, która moim zdaniem mogłaby nawet ograć zgraję, wysyłaną przez niemieckiego selekcjonera na boisko. Germańska ławka rezerwowych też spokojnie doszłaby do półfinału. Sposób, w jaki wczoraj trener wykorzystał potencjał kadry był wzorcowy. Poszczególni zawodnicy nie byli mu potrzebni do rozbijania Portugalii, Holandii czy Danii, a byli do ogrywania Grecji. Pewnie przyjdzie czas, że o wyniku zadecydują Goetze czy Kroos, bo akurat graczy o takiej charakterystyce będzie potrzebował. Liczę, że wnioski z wczorajszego meczu wyciągnie... Laurent Blanc.
REKLAMA
Francuski trener trzyma na ławce mniejsze bomby niż sąsiad z drugiej strony Renu. Niemniej, przez wszystkie mecze grupowe Francuzów miałem wrażenie, że Blanc nie wystawia najsilniejszej jedenastki, jaką ma do dyspozycji. Karim Benzema kolejny raz potwierdza, że – jakkolwiek by to nie zabrzmiało w odniesieniu do napastnika Realu Madryt – jest pierwszorzędnym snajperem drugorzędnym. Bramki strzela seryjnie, gdy ma za sobą znakomitych partnerów, a wokół siebie niezbyt konsekwentnych obrońców. Od lat wyniki strzeleckie Benzemy wyglądają dobrze, ale głównie dzięki meczom ze średniakami. Gdy trzeba grać w decydujących fazach Ligi Mistrzów, gdy trzeba bić się na maczugi z Barceloną, rzadko kiedy zadaje ciosy. A już niemal nigdy nie przeprowadza zwycięskich akcji. O nie, jeśli już ma ukłuć, to dlatego, że wstyd zmarnować to, co wypracuje Ronaldo, czy ktokolwiek inny.
Te mistrzostwa Europy są jak na razie dla niego porażką. Skoro nie potrafił sobie poradzić, mając za rywali Khacheridiego, Lescotta, czy Olssona, nie poradzi sobie tym bardziej z Pique i Ramosem. Tymczasem na ławce nogami przebiera potencjalna gwiazda mistrzostw, będący w znakomitej formie, przeżywający rewelacyjny sezon Olivier Giroud. Liczę, że Blanc zrobi to, co Loew – w odpowiednim momencie powie napastnikowi Montpellier, że to jest jego czas. A on zrobi z Hiszpanami to, co Reus, Schuerrle czy Klose zrobili z Grekami. Wystawienie go zamiast miałkiego Benzemy byłoby o tyle sensowniejsze, że w przeciwieństwie do niego, mający posturę czołgu Giroud miałby szanse w zapasach ze świetnie grającym głową Ramosem i wyrośniętym Pique.
Liczę też, że jak dotychczas zbyt przywiązany do nazwisk Blanc, da większą szansę niż dotychczas Mathieu „Rowerkowi” Valbuenie, Yannowi M’Vili, Marvinowi Martinowi czy Blaise’owi Matuidiemu. Francja gra na razie bez krzty jakiejkolwiek fantazji i ani szczypty nieprzewidywalności. Teraz, kiedy wyzwanie jest niemal najcięższe z możliwych (bo Hiszpania to jednak nie Niemcy), trzeba czegoś ekstra. Nie wystarczą zawodnicy, którzy zrobią, co mają zrobić i nic ponadto. Nie wystarczy bycie pierwszorzędnym wśród drugorzędnych. Po to Blanc odmładzał kadrę, po to dawał szanse zdolnej młodzieży, by w tym momencie ona się odwdzięczyła. Co z tego, że jeden gra w Montpellier, drugi w Sochaux, a jeszcze inny w Rennes i niedzielny kibic może ich nie znać.
W takie wieczory, gdy trzeba jednym zaskakującym ciosem urwać łeb hydrze, chłopcy stają się mężczyznami.