Zobaczyłem informację o fuzji Polonii Warszawa z GKS-em Katowice, więc miałem ochotę nakryć się szczelnie kołdrą i poczekać na lepsze czasy. Trochę to głupie. Mądrzejsze może rozwiązanie, to zacząć biec, jak Forrest. To biegłem. Biegłem i biegłem, licząc, że natrafię na jakiś promyk nadziei. No i trafiłem na... Mordowię. W tym stanie umysłu, w który wprowadzili mnie panowie Wojciechowski z Królem, może lepiej byłoby, gdybym trafił na mordownię, ale nie, definitywnie, tam nie było „n”. Klub o najbardziej rosyjskiej z możliwych nazw już huczy, już buzuje w nim, jak w ulu. Za trzy dni, absolutnie dziewiczy, niezaprzeczalnie pierwszy raz Mordowii Sarańsk w rosyjskiej ekstraklasie! Jeśli niektórzy pytają, co mnie obchodzą jakieś podrzędne drużyny z końca świata, to właśnie odpowiadam. Kiedy już nie mogę wytrzymać na polskim zaśmierdłym podwórku, uciekam i szczerze emocjonuję się tym całym Sarańskiem!

REKLAMA
Tak, tu też jest fuzja. Trochę mi serce stanęło, jak to zobaczyłem, ale na szczęście jego akcja wróciła. Bo w Sarańsku dokonano siedem lat temu połączenia klubów, jakie akceptuję. To znaczy z dwóch słabiutkich lokalnych drużyn zrobiono jedną mocną lokalną drużynę. „Biochemik Mordowia Sarańsk” i „Lisma – Mordowia” to nie są nazwy, które wymienione przez ich piłkarza na niedzielnym obiedzie budzą od razu uznanie w oczach teściów. Czepialscy powiedzą, że Mordowia Sarańsk też nie. Ale, poczekajcie, poczekajcie...
W Rosji teraz będzie działo się wszystko. Jeśli my mamy świadomość, że po Euro 2012 papieros już nigdy nie będzie tak smaczny, to Rosjanie wszystko mają przed sobą. Igrzyska Olimpijskie 2014 to będzie tylko przygrywka, do mundialu 2018. I nie mylicie się, w Sarańsku już za chwilę otworzą 45-tysięczny stadion na tenże mundial. A takich obiektów nie sadzi się dla klubów, które grają w ligach okręgowych z niedźwiedziami. Na Mordowię trzeba patrzeć uważnie, bo z ligi rosyjskiej mogą wkrótce wyskakiwać potęgi na miarę europejską. Takie tam sport ma perspektywy, nie ma co się na rzeczywistość obrażać.
Na razie jednak beniaminek wygląda w rosyjskiej ekstraklasie jak brudny, zapity, sterany życiem i z dwoma odmrożonymi palcami rosyjski chłop, na spotkaniu u naftowego magnata. Jeśli po jednym boisku z Samuelem Eto’o, Roberto Carlosem, Dannym Alvesem, Kevinem Kuranyi’m, czy Andriejem Woroninem będą biegali Taras Lazarowicz, Dawid Jurczenko czy Siergiej Kuzniecow to naprawdę musi to przypominać zderzenie świerszcza z walcem. W lidze rosyjskiej pompowanej wielkimi milionami, dokonującej wielkich transferów światowych gwiazd, zjawia się nagle Mordowia. Niemal w całości rosyjska, jedyni imigranci pochodzą z krajów słowiańskich (Ukrainiec Taraz Lazarowicz, Serb Aleksandar Simczewić, Chorwat Tomislav Dujmović, Słoweniec Daliborz Volar). Wszystko to piłkarze, którzy większość życia spędzili kopiąc skórę po przymarzłych pastwiskach. Zaledwie ośmiu graczy ma za sobą występy w rosyjskiej ekstraklasie (głównie w Krylji Sowietow Samara), z tym, że zdecydowanej większości z nich zderzenie z najwyższą ligą kojarzy się z przesiadywaniem na drewnianej desce obok trenera. Jeśli przyjąć, że ekstraklasowy piłkarz zaczyna się od 100 występów w górę, to Mordowia ma takiego piłkarza... jednego. Anton Bober w Samarze zagrał 240 razy, a 10 lat temu pohasał nawet w barwach narodowych, w przegranym meczu z Estonią. Nie jest to może osiągnięcie imponujące, ale koledzy z drużyny naprawdę nie są godni rozwiązać mu rzemyka od korków.
Anonimową zbieraninę w styczniu 2009 roku przejął anonimowy Fiodor Szczerbaczenko. Nie pracował nigdy w najwyższej lidze. Wygrał z Mordowią trzecią klasę rozgrywkową, siłą rozpędu jako beniaminek zajął z nią pierwsze miejsce w II lidze, po rozegraniu morderczych 52 meczów w sezonie (więcej niż angielska Championship), jego chłopcy zdobyli najwięcej goli w całej lidze. W nagrodę będą grać na Łużnikach i innych wielkich stadionach. W piątek zadebiutują meczem z Lokomotiwem Moskwa. Spieszmy się podziwiać urok tej zbieraniny znikąd, bo jak okrzepnie, wzmocni się finansowo, wybuduje stadion, to zacznie wyciągać graczy z Barcelony. Wtedy sympatyczna już nie będzie, a mi będzie coraz trudniej uciekać od – przepraszam za wyrażenie – KP Katowice.