Z jednej strony przebieram nogami coraz niecierpliwiej, a do ligi wciąż jeszcze prawie miesiąc. Z drugiej, strach się bać, jaki będzie poziom tej naszej kopanej. Przecież już wcześniej było źle. Już członki bolały od patrzenia na większość meczów. A teraz wszyscy się jeszcze osłabiają. Słucham tylko kolejnych trenerów i myślę: żal mi was, chłopy!

REKLAMA
Taki Kamil Kiereś z Bełchatowa. Sponsor mu odszedł, nie wiadomo, czy w ogóle wystartują w lidze (pewnie jakoś tak). No i „jakoś” trzeba będzie grać. Poodchodzili mu zawodnicy, a on musi udawać, że Bartosiak, który w zeszłym sezonie osiągnął tyle, że spadł z I ligi z Olimpią Elbląg będzie wzmocnieniem. O, albo Adrian Basta, co to straszył rywali w Kolejarzu Stróże.
Weźmy Nawałkę. Jemu w Górniku akurat tego lata źle nie jest. Ale znów trzeba mówić, że Prejuce Nakoulma to wcale nie miał wielkiego wpływu na grę, a kapitana to się właściwie traci co sobotę. „Damy radę!”. Mariusz Rumak na pewno marzył o podbijaniu Europy z Bartoszem Ślusarskim na środku ataku. A jak był małym chłopcem, to chciał być typem napastnika, jaki uosabia Vojo Ubiparip...
Jan Urban Stary Kontynent zawojuje starym wygą. Nie ulega wątpliwości, że właśnie 34-letni napastnik, to był ten element układanki, którego zabrakło poprzednikowi, w walce o mistrzostwo. Podbeskidzie? Musi się wzmocnić, jest beniaminkiem, drugi sezon jest przecież najtrudniejszy, a już poprzedni pokazał, że bielszczanie mogą zdobywać punkty jeśli mają sporo szczęścia, sporo lekceważenia po drugiej stronie boiska i sporo elementu zaskoczenia. To wszystko raczej minie i wiele klubów już się boleśnie przekonało, że o ile w pierwszym sezonie hasa się radośnie, to w drugim dostaje się cios pod łopatkę. Chyba, że hasającej sarence wyrosną ostre kły. Podbeskidziu wyrosły w postaci postrachu II-ligowych boisk Fabiana Paweli z Żagania i postrachu boisk VI-ligowych, Kamila Adamka z Drzewiarza Jasienica. Odejście Patejuka? Oj, on przecież wcale taki dobry nie był...
Trener Polonii Warszawa chciałby coś powiedzieć, ale... akurat go nie ma. W sensie: nie istnieje. Polonia Warszawa może będzie istnieć, a może będzie istnieć Granat Skarżysko-Kamienna w ekstraklasie, bo Ireneusz Król akurat stwierdzi, że granatowy to jego ulubiony kolor, a w dodatku egzotyczny owoc. Albo nie. A może by jednak w Sosnowcu? Ważne, żeby przy muzyce disco-polo, grillu, niskoprocentowym alkoholu i całych rodzinach.
Lotem błyskawicy docieramy do Wrocławia, gdzie z Marcinem Kowalczykiem i Łukaszem Gikiewiczem zawstydzać będą piłkarską Europę, bijąc ją w drodze do Ligi Mistrzów. Wpisuje się to w piękną polską tradycję. Z kosami na sztorc, szli na armaty, z szablami na czołgi, z motyką na słońce, z Kowalczykiem na Champions League.
Mroczkowski w Widzewie? Banasiak z Elbląga prawie tak samo dobry jak Bartosiak, co to poszedł do Bełchatowa. Radzio też dobry. W Radzionkowie grał bez pieniędzy, to w Widzewie też się może to rozwiązanie sprawdzi? „No i pokażemy bez tych wszystkich Ukahów, Matusiaków, Oziębałów, Dudów, Panków i Bieniuków prawdziwy widzewski charakter”.
W Wiśle też panuje sielanka. Jak długo na Wawelu, Zygmunta bije dzwon, tak długo Daniel Sikorski do bramki nie trafiiił. Ale tak, to on był brakującym elementem, jego gra tyłem do bramki zaimponowała Probierzowi już gdy nowy nabytek siedział w Polonii Warszawa. A Michał Chrapek z Kolejarza Stróże to fantastyczne nawiązanie do czasów, gdy w środku pomocy grał Mirosław Szymkowiak. Głowacki? Głowacki wiadomo, to instytucja. Jak się porywali z kosami na sztorc postawionymi, to Głowacki (wprawdzie Bartosz, ale Arkadiusz też się kończy na „sz”) był bohaterem. To teraz nie może?
Żal mi polskich trenerów. Z takimi powalającymi „wzmocnieniami”, wiadomo, że większość z nich oczekiwań nie spełni. Prezesi umyją ręce, zetną głowy trenerskie, znów umyją ręce i zatrudnią kolejnego do świecenia oczami. Do wymyślania dyrdymałów, że „te wzmocnienia akurat są wymarzone i gdybyśmy nawet mieli do wydania miliony i tak wydalibyśmy je na tych zawodników.”
Nie chcę nikogo skrzywdzić. Może akurat Pawele i Banasiaki z Bartosiakami okażą się gwiazdami i trzeba się będzie cieszyć, że ktoś im dał szansę. Ale to będzie tylko i wyłącznie wartość dodana od trenerów. W tych warunkach, jakie klubowi prezesi stwarzają swoim szkoleniowcom, zwolnieni za złe wyniki mogą być ewentualnie Pavel Hapal z Lubina i Tomasz Fornalik z Chorzowa, którzy dostali względną sielankę. W pozostałych klubach, jeśli wyniki nie będą się układać, pracę powinni tracić nie trenerzy, którym kazano naciągać dramatycznie krótką kołderkę, ale prezesi, którzy rzucają trenerom poobrywaną szmatę i każą nią przykryć dwudziestu wyrośniętych chłopów...