Nastał dla mnie dość smutny czas. Całymi dniami próbuję przekonać samego siebie, że interesuje mnie kajakarstwo górskie, albo strzelectwo, patrzę tępo na mecze hokeja na trawie i zmieniam kanał na ten, w którym akurat puszczają piłkę ręczną kobiet. Myślę, co lepsze? Tutaj niby na trawie, więc jakby znajomo, ale piłka bliższa futbolowej jednak w szczypiorniaku. Autentyczną odskocznią byłby dla mnie tenis, gdyby transmitowali go częściej.

REKLAMA
Dlaczego nie mogli naszej ligi zacząć wcześniej, w czasie trwania igrzysk? Bo by ludzie na stadiony nie przyszli? Myślę, że jest więcej takich jak ja, którzy na siłę próbują się emocjonować wioślarstwem, ale jakby gdzieś niedaleko grała ekstraklasa, to już by siedzieli na stadionie. Bo by nie miał kto grać? A bo to ktoś z naszej ligi gra w piłkę na igrzyskach? No, dlaczego nie ma... Snuję się i nadrabiam zaległości w ligach regionalnych. Byłem w Czańcu, byłem w Wapienicy, patrzyłem jak się młócą jedni i drudzy. O mało nie pojechałem na sparing Pewli Małej (beniaminek bielskiej okręgówki), ale przeraziłem się swoim stanem psychicznym. Oglądać mecz ligowy Pewli Małej to granica wariactwa. Oglądać sparing to czyste wariactwo. Dbając o swoją reputację, zostałem w domu.
Ale i tak mnie naszło, po raz kolejny w tych wszystkich ligach regionalnych, że piłkarzy z fantazją zabija się u nas już na szczeblu wiejskim. Narzekamy, że w lidze nie ma zawodników, którzy umieliby minąć dryblingiem kilku zawodników. Którzy lubiliby dryblować. Patejuk opanował jeden zwód i został jednym z objawień ligi. Jak masz szybkość, to uchodzisz w ekstraklasie za dryblera. W reprezentacji graczy nie bojących się pojedynków to znajdziemy wśród... bramkarzy (Szczęsny). No i Błaszczykowski, wiadomo. Inna półka niż większość Polaków.
A czasem się na wsiach zdarzają zapaleni dryblerzy. Biedni, zawsze źle kończą. Nawet jak podpity ojciec krzyczy z trybun: „Synek! Tak, jak cię tata uczył. Jak Lubański!“. To i tak trzeba mieć nieprzeciętnie mocną psychikę, by w ligach regionalnych dryblować. Krzyczą koledzy z drużyny, że „gwiazdorzysz“, trener ściąga cię z boiska, bo ci „odje...o“, przeciwnicy koszą (nie)równo z trawą, bo się czują upokorzeni i chcą cię nauczyć szacunku dla siwych włosów i piwnych brzuszków. A jeszcze sąsiedzi z kielichami w rękach wołają, „długa! wyjazd! nie baw się na swojej połowie, debilu!“.
Kilku dryblerów widziałem przez ostatnie lata w okolicach Bielska. Jedni mają połamane nogi. Inni poszli za głosem ludu i zaczęli grać długie piłki na chaos. Pozostali sami mają już pierwsze zarysy piwnych brzuszków i niszczą kolejne pokolenia próbujących dryblować młokosów.
Kiedy widzę mecz A klasy i porównuję do ekstraklasy, teoretycznie nie mają ze sobą nic wspólnego. Ale to nieprawda. Ekstraklasowy piłkarz ma w głowie A klasę. Nie kiwaj, jak nie chcesz być zjechany przez kolegów z drużyny, trenera, kibiców, sąsiadów i dziewczyny. Jeśli siedzący na trybunach syn, ma nie usłyszeć, że jego ojciec to patałach, nie wyróżniaj się. Kop, jak daleko widzisz. Może się nawet uda mistrzostwo zgarnąć.