„Pukasz w dno od spodu! I chyba musiałbym się napić, aby móc cię obejrzeć*, a i to pod warunkiem, że byłby to spirytus z czerwonym opatrunkiem. Właściwie to myślę, że karać was należy, że gust i estetykę niszczycie u młodzieży. No... może nie kara śmierci, ale chociaż dożywocie. I decyzję sądu należałoby wieszać na każdym płocie. Właściwie, czego się spodziewałeś, gdy tutaj wchodziłeś? Czemu czas nam zabierasz? Po co się właściwie urodziłeś? No, już, żegnam, twój czas się skończył“.
REKLAMA
Dobra, wyżyłem się. Teraz można na spokojnie. A nie, jeszcze nie! Właściwie, czego się spodziewałeś, mistrzu, gdy tutaj wchodziłeś? Że Mariuszem Pawelcem się o Ligę Mistrzów walczy? Że Rafałem Grodzickim? Że Kowalczykiem? Chyba Wojtkiem. Gikiewiczem? Mrazem? Stevanoviciem? Spahiciem? Elsnerem? Mi-za przeproszeniem-lą? Czemu czas nam zabierasz? Oglądanie Igrzysk Olimpijskich to w porównaniu do meczu Śląska oglądanie pasma sukcesów.
Teraz chyba się wyżyłem, można na spokojnie. Naprawdę, czy kogoś zaskoczył taki scenariusz? Czy w maju, kiedy się okazało, że mistrzostwo chcąc-nie chcąc zdobędzie Śląsk nie wiedzieliście, że zostanie zgnieciony przez przeciwnika obcasem jak wypalony papieros? Jedyną niewiadomą był przeciwnik, który tego dokona. Wszyscy, którzy mówili inaczej, mieli „Wrocław“ w dowodzie osobistym.
Ale z drugiej strony, do Śląska pretensji nie mam. Był idealnym reprezentantem naszej ligi. Kibice Śląska mają rację mówiąc, że jak wrocławianie tacy słabi, to czemu nikt inny ich nie wyprzedził? Bo równie słabi. Patrzyłem na tych połamańców, co biegali między graczami Helsingborga i myślałem, co by było gdyby na ich miejscu był GKS Bełchatów. Szmatiuk zamiast Pawelca to zmiana nawet na plus. Kosowski za Milę ewidentnie na plus. Mak czy Gikiewicz, Wilusz czy Spahić. Jedna para kaloszy. Zresztą, co by daleko szukać. Patejuk był gwiazdą 12. drużyny poprzedniego sezonu, minęły wakacje i, grając tak samo, jest najlepszym - obok bramkarza - graczem mistrza Polski. To pokazuje, że naszego reprezentanta w pucharach można wyłaniać wsadzając kulki do maszyny losującej. Na jedno wyjdzie.
Czy czułbym się lepiej, gdyby ktoś inny był na miejscu Śląska? Na siłę wskazałbym Legię, ale wcale nie jestem pewny, czy nie skończyłoby się tak samo. Taką ligę widzieliśmy przez cały rok, takich jej reprezentantów widzimy latem. Czy Śląsk zagrał dziś gorzej, niż gdy zdobywał mistrzostwo? Nie. Jedyne zagrożenie i tak stwarzał ze stałych fragmentów gry. Obrońcy tak samo dłubali w nosie, jak dłubali przez całą wiosnę. A, że w polskiej lidze rywale nie potrafili tego wykorzystać, a tutaj nawet europejska niższa klasa średnia gromi na naszym terenie, to już inna sprawa.
Różnicą trzech lub więcej bramek u siebie przegrały w tegorocznej Lidze Mistrzów tylko dwie drużyny oprócz Śląska. Mistrz San Marino SP Tre Penne i mistrz Malty Valetta FC. Dopóki na przybysza z innej planety będzie na tle naszego mistrza wyglądał przeciwnik, który:
a) większość dryblingów prowadzi do przodu
b) większość podań zagrywa do przodu
c) jak jest nieatakowany przed bramką to strzela
a) większość dryblingów prowadzi do przodu
b) większość podań zagrywa do przodu
c) jak jest nieatakowany przed bramką to strzela
dopóty będziemy sytuowani w towarzystwie drużyn z Malty i San Marino. Naprawdę. Niech drużyna Śląska patrzy na Sobotę i Patejuka. Oni jeszcze przedwczoraj grali w I lidze i wynieśli z niej bardzo prosty nawyk. Bierz piłkę do przodu i biegnij. Jak kopniesz, to biegnij. A jak jesteś blisko bramki to strzel z całej siły. To wystarcza, by być najlepszymi piłkarzami mistrza Polski. A, że futbol to prosta gra, dokładnie pokazali Szwedzi. Klep, klep, klep, 0-3 i licznik lat bez Ligi Mistrzów już niebawem osiągnie pełnoletniość.
PS A, byłbym zapomniał. Niech ktoś spróbuje jeszcze raz powtórzyć bzdurę, że najsłabszy mistrz Polski to Szombierki Bytom AD 1980. Konkurencją dla tegorocznego Śląska może być TYLKO Wisła z czasów tallińskiego popisu.
* To tekst Kazika, w oryginale było „wysłuchać“.