Wszyscy krzyczą, że jesteśmy globalną potęgą. Że faworytem w meczu z każdą drużyną świata. Że dominatorami. Że potentatami. Że boją się nas kibice rosyjscy, boją się nas fani brazylijscy. Że każdy inny medal niż złoty będzie sensacją. Zgoda, Anastasi zaszczepił w naszych inne podejście. Zgoda, mamy świetnych siatkarzy, którzy osiągają fantastyczne wyniki. Ale do cholery, czy lud nigdy nie może się w entuzjazmie zatrzymać? Czy nie może przypomnieć sobie, że polskiej mentalności w polskim sportowcu nie da się tak do końca zabić z soboty na niedzielę?
REKLAMA
Szlag mnie trafiał od samego rana, zanim w ogóle wyszli na boisko. Muszą wstać bladym świtem. Muszą walczyć z samego rana. Rano ciężko jest wprowadzić organizm na najwyższe obroty. A górnik dołowy, jak idzie do kopalni o 6:00, to pies? A jak cały cywilizowany świat zaczyna pracę o 7:00 czy 8:00 to przez pierwsze trzy godziny może nie robić nic? Jeszcze żeby mecz się zaczynał o 6 rano to bym może troszkę współczuł. Ale 9:30? A Australijczycy, to przepraszam grali o 16:00? Tak, ja wiem, że na ichniejszej półkuli był wieczór, ale od jakichś dwóch tygodni goszczą jednak na naszej i już się na pewno przestawili. Jak by to powiedział Mateusz Klich, to takie polskie pieprzyć w radiu, telewizji i internecie, że rano może być ciężko. Trzeba wyjść, wygrać i iść spać, jak to zrobił Tomasz Majewski. On wstał rano (!!!), osiągnął odpowiednią odległość pierwszym pchnięciem i miał spokój. Wieczorem przyszedł i wygrał. Co więcej, wygrał, będąc kandydatem medalowym. Obronił tytuł. Szczyt formy osiągnął na najważniejszej imprezie. To było wybitnie niepolskie. A przegrana siatkarzy z Australią jest swojska jak kabanosy, żubrówka, wąsy i jajko na twardo w samolocie.
Już Mieszko wiedział, że jak Polak jest faworytem, to prawdopodobnie przegra. Z pompowaniem balonika w przypadku siatkarzy trzeba uważać wybitnie. Wygrali przed chwilą Ligę Światową, więc widać, że są mocni. Ale kto po Lidze Światowej przerżnie Igrzyska, ten tak jakby przerżnął wszystko. Dlatego trzeba ich sprowadzać na ziemię, trzeba demonizować każdego rywala. Oni muszą grać, jakby od tego zależało ich życie. Wtedy ograją każdego na świecie. Polak faworyt to Polak łatwy kąsek.
Od dawna trąbię, że wierzę ewentualnie w medal siatkarzy, ale na pewno nie w złoto. Wiecie dlaczego? Bo 38 milionów nadwiślańskich już ich niemal koronowało. Przegrali z Bułgarią, to Bartman powiedział, żeby nie pompować balonika. I ja go rozumiem i nie mam pretensji. Taki naród. Trzeba znać swoje słabości i je niwelować. A nie wmawiać, że nawet na śpiąco ogrywają każdego.
Dlatego cieszę się, że przegraliśmy. W szatni teraz prawdopodobnie porzucają trochę mięsem, Anastasi może w kogoś rzuci butem. No, przepraszam za wyrażenie, wkur*ią się. I w ten sposób, gdy przebity meczem z Australią balonik już pęknie, gdy Kowalski z Sanoka i Nowak z Zielonej Góry już będą mówić, że siatkarze są beznadziejni, gdy wielu przestanie na nich liczyć, wtedy są w stanie rozbić tę Brazylię czy Rosję.
A gdyby dziś łatwo ograli Australię, wygrali grupę, to skopaliby ich niemiło w ćwierćfinale Niemcy, bo by Polacy już widzieli siebie jako bohaterów narodowych. Nasi to banda facetów, świetnych zawodników, są w stanie poradzić sobie z każdym, ale tylko wtedy, gdy przed meczem nie są tego pewni. Polski sportowiec musi wiecznie coś udowadniać całemu światu. Jak cały świat nie wierzy, to wygrywa i pokazuje, gdzie się zgina dziób pingwina. A jak cały świat mówi, że z tym rywalem nie da się przegrać, to polski sportowiec traktuje to jako wyzwanie. „Ja nie dam rady?!”. Polaku, siatkarze udowodnili dziś, że są w stanie przegrać z każdym, teraz przestań w nich wierzyć, to jeszcze ci dadzą sporo radości. Może.