Jak się nasi zacietrzewią, to granic nie znają. „Dość patałachów, żądamy młodych Polaków” - krzyknęły trybuny na Wiśle. Wisła przegrała kilka meczów, więc nastąpiło kompletne wahnięcie. Teraz Wisła już nie będzie tylko obcokrajowców, będzie Wisłą młodych Polaków, tak jak Wisła jest ich rzeką! Tomasz Hajto powiedział w Polsacie czy w Eurosporcie, że się nie stawia na młodych. Powiedział też Kowalczyk. Skrytykował Kołtoń, uwypuklili Boniek z Borkiem. Podchwyciło „Weszło!”. I wszyscy mówią o młodych Polakach.

REKLAMA
Powinno nam to wyjść na dobre. Oczywiście, inną sprawą jest jakość szkolenia. Powiedzenie, że młodzi nie dostają szansy, a w Barcelonie, Norymberdze czy Teplicach ktoś na nich stawia, to połowa prawdy. Bo nie można też zapominać, na jakim poziomie są młodzi w Barcelonie, Norymberdze, czy Teplicach, a na jakim u nas. Mówimy, że w Legii ci, którzy jeszcze nie mają zarostu, spisują się bardzo dobrze. Ale też akademii, jaką mają w Warszawie, nie ma nikt inny. Ja patrzę na młode talenty np. z Podbeskidzia Bielsko-Biała i widzę, że póki co, to one są przygotowane co najwyżej na III ligę śląsko-opolską (w większości, bo są wyjątki!), a nie na ekstraklasę. Problemem, jaki zauważam, jest natomiast to, co idzie za tym lansowaniem młodych, przez wymienionych na wstępie ekspertów.
A jest to totalna nagonka na obcokrajowców występujących w polskiej lidze. Totalna. Jak to u nas, bez trzymanki. Co innego jeszcze, jak obrywa się takiemu Bojanowi Puzigacy czy Kew Jaliensowi, sam bym im najchętniej kończyny powyrywał. Ale przez całą rundę wiosenną obserwowaliśmy też wielką jazdę na Danijela Ljuboję. Że mało biega. Że macha rękami. Że się kłóci z sędziami. Że krytykuje partnerów. Że konflikty w szatni wywołuje. Że gwiazdorzy. Że Radoviciovi w głowie przewraca. Że stał, gdzie ZOMO.
A teraz trzy świeżutkie, pachnące obrazki z tego sezonu. Obrazek pierwszy, mecz Legia – SV Ried. Dośrodkowanie w pole karne, idealne przyjęcie Ljuboi na piętę. Tu stop z opisem, czas na dygresję. IDEALNE przyjęcie, to znaczy przyjęcie jak z europejskiej ligi. Takie, że nie trzeba biec i wślizgiem utrzymywać piłki w boisku. Takie, że nie trzeba robić kroku w żadną stronę. Ot, spada mięciutko, tam, gdzie się chce. W dodatku na piętę, czyli miejsce, którego nasi ligowcy używają raczej metaforycznie, do wskazania swojej słabej strony, niż do grania w piłkę. Koniec dygresji. Dalej idealna wrzutka do Marka Saganowskiego w pole bramkowe i gol głową. Znów – nie trzeba piłki gonić, nie trzeba mieć szyi żyrafy, żeby ją sięgnąć, nie trzeba się czołgać, by ją uderzyć. Akurat na tym pułapie, który Marki Saganowskie lubią najbardziej.
Obrazek drugi, mecz Legia – SV Ried. Ljuboja dostaje idealne prostopadłe podanie od Radovicia. Piłka kozłuje. Jak już ustaliliśmy, Serb nie lubi biegać. Rozgląda się więc i zza pola karnego, lekkim ruchem stopy, wewnętrzną jej częścią, kopie, lobując bramkarza. Idealnie wymierzone, skoro piłka wpada do siatki. Gdyby nie było idealnie wymierzone, albo złapałby piłkołap rywali, albo odbiłby stadionowy piłkochwyt.
Obrazek trzeci, mecz Legia – Śląsk Wrocław. Ljuboja strzela z rzutu wolnego, z dystansu, omija mur i trafia tuż obok słupka.
Po co to wszystko? O co mi chodzi? O to, że o ile zgadzam się, że Furman gra obiecująco, Kosecki, choć ma słabo poukładane we łbie, dobrze kręci rywalami na skrzydle, Żyro ma momenty, a Wolski jest jak wychowany na innej niż polska ziemi, to prawdziwym skarbem Legii, Urbana, tych chłopaków i naszej ligi jest Ljuboja. Oni wszyscy grają fajnie, ale to Serb ciągnie drużynę do kolejnych rund pucharów, ratuje ją z opresji. Że gwiazdorzy? Ma prawo. Ale na miejscu tych wszystkich młodzieniaszków z Legii, żyłbym z Serbem jak najlepiej, żeby mi może pokazał, jakieś zagranie ze swojego repertuaru. Ćwiczyłbym z nim w parze, żeby podpatrzeć z bliska, jak się przyjmuje piętką w ten sposób. Spytał go, pogadał, albo choć podglądał z boku, ukradkiem.
Nie jedyny Ljuboja poradził sobie tam, gdzie w piłkę grają naprawdę, a nie tylko – jak u nas – udają. Taki Kew Jaliens z Wisły zrobił karierę przez duże „K”. Ale takich, jak on powinno się przegonić, gdzie pieprz rośnie. On obecnie– jeśli jest przykładem dla młodzieży – to raczej tego, jak nie należy grać, a nie jak należy. A Ljuboja? Niech on nie biega, niech macha rękoma. Ale niech będzie w tej lidze, żeby jego technika pokazywała, ile nas dzieli od Europy. Przyrównujmy loby, do tego Ljuboi. Jeśli Serb strzela przepięknie z dystansu, to wiem, że tak chciał uderzyć. Jeśli robi to inny zawodnik, sprawdzam szybko kierunki wiatru, żeby zobaczyć, czy przypadkiem nie miał gigantycznego fuksa. A potem oczywiście słyszę. „Chciał pan tak uderzyć? - Przyszła, naszła, zeszła, weszła. To był centrostrzał, itp.”
Jeśli więc już tak wszyscy krzyczymy, żeby w każdej 11-osobowej drużynie grało 14 zawodników POLSKICH (broń Boże nie „farbowanych lisów”), urodzonych w Polsce, z polskiej matki, ojca, dziada, jedzących polskie śliwki i polewających polskie truskawki, polską śmietaną, to zwróćmy uwagę, żeby - jak już ich wszystkich wypchniemy do tych szatni ekstraklasowych - mieli kogo naśladować. Co mi z tego, że będą młodzi, skoro wzorem dla nich będzie Mila, Brożek, czy Murawski? Będą podpatrywać Milę, to będą grać, jak Mila. A gdyby każda drużyna ściągnęła kogoś pokroju Ljuboi, to wtedy byłaby nadzieja, że chociaż o jednym graczu z każdego zespołu za jakiś czas będzie można powiedzieć, że w piłkę gra, a nie tylko ją kopie.