„Kiedy przychodzi do mnie ksiądz, zawsze rozmawiam z nim o seksie, a kiedy przychodzi prostytutka rozmawiamy o Bogu”. Prawdziwe, bo sam pamiętam, że na religii w liceum ksiądz wchodził do klasy i mówił: „dziś będziemy rozmawiać o seksie”. A my: „znowu? A może coś o Bogu?”. To samo na stadionach. Na Śląsku Wrocław z Helsingborgiem oprawa z Powstaniem Warszawskim. Podobnie na Polonii Warszawa z Lechem Poznań. Na Zawiszy Bydgoszcz z GKS-em Tychy „Bij Bolszewika – czerwoną zarazę”. Na Podbeskidziu Bielsko-Biała z Wisłą Kraków też okolicznościowa oprawa związana ze Świętem Wojska Polskiego, które obchodziliśmy... 10 dni wcześniej.
REKLAMA
Trzeba zaznaczyć na początku, że widać w tej kwestii skok cywilizacyjny. Zamiast bójek – oprawy. Zamiast opraw obrażających kogoś – patriotyczne. Generalnie więc, lepiej żeby na trybunach było tak jak jest, niż tak jak 15 lat temu. Ale z drugiej strony mierzi mnie to patriotyczne zadęcie. Zwłaszcza w bielskim kontekście. Wiedzcie, że od momentu awansu do ekstraklasy kibice „Górali” przygotowali dwie meczowe oprawy. Jedną na 11 listopada, drugą na 15 sierpnia. Trzeba im oddać, że mają problemy z zarządem, który nie pozwala im wnosić na stadion „sektorówek”. Wczoraj jednak dali radę bez „sektorówki”, zrobili z kartonów biało-czerwoną flagę, skandowali „Cześć i chwała bohaterom”. OK, cześć i chwała, ładnie. Przeszli bielszczanie do dopingu, „To my górale z Bielska...”, „Ave! Ave Ceramed!”, „Narodowe Siły Zbrojne!”. Co, przepraszam? „Narodowe siły zbrojne?!”. Przecież to już było doprowadzone do absurdu. Godzinę od oprawy, wszyscy już powoli o niej zapominają, bo Podbeskidzie gra przecież z WISŁĄ Kraków, a tu nagle, ni z gruchy ni z pietruchy, „Narodowe Siły Zbrojne”. W tym kontekście, skandowanie „musztarda sarepska i kiełbasa” brzmiałoby równie sensownie.
Wracałem ostatnio z kibicami jednej z ligowych drużyn pociągiem przez całą Polskę. Co zwróciło moją uwagę, nie mieli żadnych barw, szali, nic takiego, żeby móc bezpiecznie przejechać przez kraj. Wszyscy mieli za to bluzy/koszulki na patriotyczną nutę. Mam wrażenie, że te środowiska powariowały. Że naprawdę uwierzyły, że są ostatnim bastionem wolności w Polsce. Że ostatnim walczącym z Żydokomuną. Że oni „kiedy kroją rano rogala, celem go zjedzenia, mówią: - zjem go dla ciebie Polsko”. Na stadionie piłkarskim (przynajmniej tym w Bielsku) nie można się doczekać oprawy związanej z piłką nożną, tak jak na religii nie można się było doczekać rozmowy o Bogu.
A na Wiśle Kraków w zeszłym sezonie? Przez dużą część meczu: „Precz z komuną” i „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. Hmm, zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się cytat ze Stanisława Jerzego Leca: „Byle smród, co walczy z wentylatorem, myśli, że jest Don Kichotem”. No, właśnie. Przeciwko czemuś trzeba się buntować. Zwłaszcza w tych szerokościach geograficznych warto być męczennikiem i antemuralem czegokolwiek bądź. Kilka pokoleń wstecz buntowali się przeciwko zaborcom. Później przeciwko okupantowi. Później przeciwko komunie. Zauważcie, że dwa pokolenia z rzędu buntowały się przeciwko temu samemu wrogowi tylko wtedy, kiedy poprzedniemu pokoleniu nie udało się z nim wygrać. A tu się udało. Wałęsa, te sprawy. Nie ma komuny, przynajmniej tutaj. Będą wisieć komuniści, jak ich sobie do Polski przywieziecie. Przykro mi, buntowanie się teraz przeciwko komunie jest jak buntowanie się przeciwko rozbiciu dzielnicowemu Bolesława Krzywoustego.
Tak jak wspomniałem. Nie ma w tym niczego złego, krzywda się nikomu nie dzieje, cześć waszej pamięci – żołnierze wyklęci, ale zadęcia w żadnej dziedzinie nie lubię. „Prawdziwi patrioci”. Wolę już, gdy kibice krzyczą „Klub X to my, a nie wy!” (do piłkarzy), bo to cały czas forma identyfikacji z klubem, wyrażania niezadowolenia, do czego kibic ma prawo. Myślą niektórzy, że kupno biletu i karty kibica zobowiązuje do czegoś większego. Że nie wystarczy tylko krzyczeć, oglądać mecz, podnosić szal i dopingować. Że wejście na stadion zobowiązuje do politykowania. Nie. - Aktor jest od grania, a dupa od srania – proste, dosadne zdanie Kazimierza Dejmka powinno wszystkim przypomnieć, od czego w tej wyliczance jest kibic. A piłka nożna jest najważniejszą, wśród rzeczy nieważnych. A skoro nieważnych, to nie trzeba, walcząc za Piasta, Bełchatów, czy Legię, walczyć za Polskę.