O autorze
Dziennikarz Przeglądu Sportowego
Publikowałem m.in. w "Kickerze", "Gazecie Wyborczej" i "Sporcie".
W latach 2012-13 red. naczelny SportSlaski.pl. Blog na naTemat.pl wyewoluował z bloga piłkarskiego, który działa, ale pod innym adresem, w bloga na którym piszę, gdy ruszy mnie coś innego niż futbol.

Piłkarskie Z nogą w głowie
[/url]Z nogą w głowie na Facebooku
Z nogą w głowie na Twitterze
O autorze
Kontakt z autorem: michal.trelaa@gmail.com

Trendsetterzy

Mam wiele dziwnych marzeń dotyczących reprezentacji. Chciałbym kiedyś zobaczyć na mistrzostwach świata Andorę bijącą Tahiti. Ale tego nie dożyję. Z bardziej realnych, myślę, że fajnie by było, gdyby do jakiegoś turnieju wreszcie wtarabaniły się Bośnia i Hercegowina i Węgry. Bratankom kibicuję zawsze, ale wszyscy wiedzą, że piłkarsko to obecnie więksi nędzarze niźli my. Są jednak pewne bardzo radujące symptomy.



Sami wiemy, jak to jest, gdy twoich zawodników nie chcą w żadnym poważnym zagranicznym klubie. Może się już niektórym zapomniało, ale jeszcze nie tak dawno temu, w Niemczech całkowicie minęła moda na polskich piłkarzy, a nowa jeszcze nie nastała i bywały kolejki, że żaden z nich nie powąchał nawet boiska. Dobra gra Błaszczykowskiego, a potem też Piszczka i Lewandowskiego zaowocowały może nie trendem, bo ten jest widoczny w przypadku Japończyków, ale przynajmniej pokazały niemieckim klubom, że nad Wisłą nie tylko łamagi się rodzą.

Takie symptomy są bardzo ważne. Japończyków też kiedyś w Bundeslidze nie było, ale wystarczył jeden Shinji Kagawa, by wiele drużyn zechciało mieć swojego skośnookiego. Dlatego już zacieram ręce na... przypływ węgierskich piłkarzy do najciekawszej ligi świata. Obecnie bowiem w składach klubów niemieckich jest ich czterech, z czego... trzech to bardzo wyróżniające się postacie całej ligi.

Ten jeden, którego do tego grona zaliczyć nie można, to Tamas Hajnal ze Stuttgartu. On błyszczał w epoce przejściowej. Początkiem wieku po niemieckich murawach biegali Imre Szabics, Krisztian Lisztes czy Gabor Kiraly. Później oni zniknęli i zniknęły też naddunajskie ważne postacie w lidze. Aż pojawił się Hajnal. Objawienie sezonu 2007/2008, kiedy trafił do jedenastki sezonu Kickera. Choć w Bundeslidze debiutował jako nastolatek w Schalke jeszcze w poprzednim wieku, to rozbłysnął w Karlsruhe. Zapracował na transfer do Borusii, gdzie w pierwszym sezonie jeszcze grał. Później jednak mały rozgrywający na boisko wchodził równie często, co Mateusz Klich (no, dobra, przesada) i przeszedł do Stuttgartu. Grywa, choć głównie wchodzi z ławki, ale ma 31 lat i żarówki już raczej nie wymyśli.


Co innego rodacy. Szabolcs Huszti jest jeszcze postacią jako tako znaną. Swego czasu nawet kibicowska Polska interesowała się jego transferem do Zenita Sankt Petersburg. Końcem stycznia toczyły się negocjacje. Nam zależało, żeby się udały, bo w tym wypadku Jacek Krzynówek miał przenieść się z Wolfsburga do Hannoweru i zostać jego następcą. Jak wiemy, udało się o tyle, że „Krzyniu” faktycznie do lokalnego rywala się przeniósł. Ale nie zastąpił go w żadnym stopniu. 29-letni lewy pomocnik wrócił więc do Hannoweru i spisuje się rewelacyjnie. Świetny technicznie, pokazuje co rusz finezyjne zagrania. W tym sezonie ma zawrotny dorobek trzech goli i aż siedmiu asyst! Jeśli mówimy o tym, że Mirko Slomka ma do dyspozycji fantastycznych napastników – Ya Konana, Dioufa, Abdellaoue, Schlaudraffa i Sobiecha – to mówmy też, że na wszystkich pracuje idealnymi podaniami kieszonkowy Węgier. Świetny skrzydłowy, plus skuteczni napastnicy, mogą tę drużynę zaprowadzić daleko.

Dwaj kolejni Węgrzy to już absolutne objawienia tego sezonu. Sylwetką do Husztiego i Hajnala pasuje jak najbardziej Zoltan Stieber. Ma 24 lata. Jako nastolatek wyjechał do Aston Villi, gdzie grał w zespołach młodzieżowych. Karierę kontynuował w Niemczech. Koblenz, Aachen, Mainz. Nigdzie nie błyszczał, wszędzie zawodził, nie potwierdzał sporego talentu. Latem przeniósł się jednak do Greuthera Fuerth i – śmiem twierdzić – jest jedynym wartym uwagi zawodnikiem tej sympatycznej drużyny. Oglądam ją w miarę regularnie i widzę w nim gracza przewyższającego kolegów, piłkarza, który zostanie w Bundeslidze „z Greutherem i choćby mimo Greuthera”. Niech was nie zwiodą statystyki, które nie rzucają na żadną część ciała. Dwa gole i asysta to może niewiele, ale pamiętajcie, że Węgier gra w drużynie, która uciułała ledwie siedem trafień w tym sezonie.

Na koniec węgierskie objawienie największe. W ogóle największe objawienie jesieni w Niemczech. I to dosłownie. Chłop jak szafa gdańska, do którego nie chcielibyście podchodzić w ciemnej uliczce bez ostrego narzędzia, czyli Adam Szalai. Mógłbym zażartować, że to „węgierski Krzysio Król”, ale bądźmy poważni. Ma 25 lat. Za granicę wyjechał jako nastolatek i chował się w świetnej kuźni Stuttgartu. Rokował na tyle dobrze, że zgarnął go do siebie Real Madryt Castilla, czyli rezerwy. Jak powszechnie wiadomo, Castilla sobie, a Real sobie, mało kto stamtąd dostaje realną szansę w pierwszej drużynie. 193 centymetrowego dęba wypożyczono więc do Mainz. Grał jak grał, ale szału nie było. Tymczasem w tym sezonie przechodzi ludzkie pojęcie. Strzelił osiem goli w dziesięciu meczach, co daje mu tytuł lidera strzelców ligi razem z Mario Mandżukiciem. Gdybym był złośliwy, zwróciłbym uwagę na to, że zdobył ponad dwa razy więcej goli od napastnika, o którego zabija się Ferguson z Mourinho, a o którym wszyscy inni wielcy nawet nie śmią marzyć. I to napastnika, który gra w klubie zdecydowanie lepszym od Mainz. W Moguncji nie grają gwiazdy obecne, ale przyszłe. Facet, który brał udział w dziewięciu z trzynastu goli strzelonych przez ekipę Thomasa Tuechela, nie długo się tam utrzyma.

Subtelni kreatywni pomocnicy i przypominający tura napastnik robią Madziarom świetną reklamę w Niemczech. Daję głowę, że kluby Bundesligi już przeszukują boiska w Szombathely, Gyorze, Zalagerszeg i Szekesfeherwar, byle tylko wyłowić „nowego Husztiego, Szalaia czy Stiebera”. Teraz o odbudowie reprezentacji Węgier nie ma co jeszcze mówić, ale gdyby Niemcy znaleźli jeszcze ze trzech Węgrów na ich poziomie, można by powoli zacząć realnie marzyć o zobaczeniu Madziarów na jakichś mistrzostwach.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
RECENZJA 0 0Obejrzałem sequel "Lśnienia". To nie jest zwykły skok na kasę, ale i tak jest z nim problem
Volvo 0 0Chcesz tanio kupić nowy samochód? To najlepszy moment. Zobacz, co wymyśliło Volvo
Leroy Merlin 0 0Glamour, a może... pustynny? Najnowsze ekscytujące trendy w urządzaniu wnętrz
ASZdziennikMotorola 0 07 pomysłów na wieczór, które są tak fajne, że aż szkoda ich nie wrzucić na Insta
0 0Kto będzie uczył twoje dziecko? Tysiące wakatów, a to jeszcze nie koniec
WYWIAD 0 0Wyślij kartkę do 5-letniej Natalki! Mama przekłada święta i prosi internet o pomoc

MOTO

POLECAMY 0 0Polacy sprzątają Himalaje. Andrzej Bargiel wziął worki i poszedł na lodowiec. "Ilość śmieci szokuje"
DADHERO.PL 0 0Co się dzieje, gdy wrzucasz do sieci zdjęcia swoich dzieci? Zanim to zrobisz, przeczytaj ten tekst
POLECAMY 0 0Przez nową modę wstydzę się, że mam iPhone’a. Najgłupsza rzecz w smartfonach, jaką widziałem