O autorze
Dziennikarz Przeglądu Sportowego
Publikowałem m.in. w "Kickerze", "Gazecie Wyborczej" i "Sporcie".
W latach 2012-13 red. naczelny SportSlaski.pl. Blog na naTemat.pl wyewoluował z bloga piłkarskiego, który działa, ale pod innym adresem, w bloga na którym piszę, gdy ruszy mnie coś innego niż futbol.

Piłkarskie Z nogą w głowie
[/url]Z nogą w głowie na Facebooku
Z nogą w głowie na Twitterze
O autorze
Kontakt z autorem: michal.trelaa@gmail.com

Dni biznesu w sporcie a rzeczywistość

Polansować się w stolicy zawsze fajnie. Kiedy więc dostałem zaproszenie na organizowane przez Koło Naukowe Zarządzania w Sporcie SGH Dni Biznesu w Sporcie, nie mogłem się nie pojawić. Jestem po całodziennej porcji wykładów na tematy sportowo-biznesowe. Jedne lepsze, drugie gorsze, ale generalnie przeciekawe. Co jednak najlepsze, szybko miałem okazję sprawdzić wiedzę w praktyce. Okazało się, że jak zwykle teoria swoje, a polska rzeczywistość swoje.



Z każdego z wystąpień wynotowałem kilka rzeczy, które mnie zaciekawiły, zdziwiły, skonsternowały.

Ze wstępu profesora Andrzeja Sznajdera na temat „Czym jest marketing sportowy”, dowiedziałem się, marka jakich krajów – według raportu Brand Finance, w którym wartość państw przeliczana jest na pieniądze – wzrosła w 2012 roku najbardziej. Polski i Ukrainy. Dziękuję i pozdrawiam tych, którzy psioczyli na Euro 2012. Zajęliśmy w tym rankingu 20. miejsce na świecie. Jak dla mnie, szokująco wysoko.

Z wykładu Mateusza Widłaka, zajmującego się tzw. Amp Futbolem, czyli piłką nożną dla osób z amputowaną dolną kończyną, który mówił na temat społecznej odpowiedzialności biznesu, wyniosłem wiedzę o tym, że absolutnym europejskim liderem Amp Futbolu jest... Turcja. Regularne rozgrywki ligowe w tej formie piłki nożnej prowadzone są m.in. w Rosji i w Anglii, ale Turcja ma dwie klasy rozgrywkowe, w tym jedną w pełni zawodową (!). Z podanych przykładów działań CSR-owych znanych klubów piłkarskich najbardziej spodobały mi się szkółki żydowsko-arabskie zakładane przez Arsenal Londyn w Izraelu. Nie wiedziałem o ich istnieniu.

Czy sponsoring sportowy się opłaca? Raczej nie, bo nie wszyscy widzą reklamy. Taki skrótowy wniosek można wysnuć z wystąpienia Artura Łobanowskiego z Dream Factory. Zaskakujące było dla mnie, gdy prowadzący spytał czy pamiętamy, jaką firmę miał na kasku Adam Małysz. Wszyscy zgodnie ryknęli: Red Bull. A czy pamiętamy ostatnią reklamę poprzedzającą poprzedni mecz, jaki widzieliśmy w telewizji? Uczciwie mówię, zabijcie mnie, nie wiem. Może Krispol, producent bram garażowych, przed meczami ekstraklasy?


Z racji mojego obecnego miejsca zamieszkania, sporo uwagi poświęciłem wystąpieniom Jagny Marczułajtis i innych osób zaangażowanych w próbę ściągnięcia do Krakowa Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2022. Chociaż powiedzieć „do Krakowa”, to nic nie powiedzieć. Hokej miałby być grany w Katowicach, Oświęcimiu bądź w Sosnowcu, narciarstwo klasyczne i biathlon w Zakopanem, bobsleje i saneczkarstwo w Myślenicach, a narciarstwo alpejskie w słowackiej Jasnej. Czekajcie, coś jeszcze zostało dla Krakowa? A, łyżwiarstwo figurowe i może szybkie.

Podobała mi się kontranaliza dr Jakuba Borowskiego z SGH-u, który mówił o tym, dlaczego Euro w Polsce się opłaciło, a ZIO „w Krakowie” już niekoniecznie musi. Dość zgrabne było porównanie stadionów sportowych do białych słoni. Tajski król miał obdarowywać ludzi, których chciał zrujnować, niezwykle rzadkimi i cennymi białymi słoniami. Zwierzaki te były cholernie drogie w utrzymaniu, nie wolno było ich zabijać, więc stopniowo rujnowały obdarowanego delikwenta.

Ze stadionami niby jest podobnie, ale Borowski zwracał uwagę, że na Euro zyskała cała Polska, bowiem turniej był rozgrywany w czterech oddalonych od siebie miastach, które trzeba było połączyć. Na ewentualnych ZIO skorzysta tylko Kraków, względnie Małopolska. Z drugiej strony, jak powiedział Borowski, gdyby ściągnięcie igrzysk do Krakowa miało przyspieszyć budowę zakopianki – to warto to zrobić.

Nigdy bym nie przypuszczał, że zainteresuje mnie rozwój Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego. Ale naprawdę, postęp jest niesamowity. W 2006 roku powstała pierwsza polska drużyna, a w lipcu finał rozgrywek oglądało na Stadionie Narodowym 23 tysiące widzów, zaś mecz transmitowała do 37 krajów telewizja Eurosport. Niebawem, bo w lutym 2013 w Atlas Arenie po raz pierwszy zagra reprezentacja Polski, która zmierzy się ze Szwecją. Futbol Amerykański to dla mnie wciąż dziwadło, ale dostałem ulotkę, w której są opisane zasady tej dyscypliny. Może się w drodze powrotnej doedukuję.

(Prawie) absolutnym topem był dla mnie panel prowadzony przez Bartosza Skwiercza, pracownika marketingu Lecha Poznań. Niezwykle ciekawe było dla mnie spojrzenie drugiej strony na pracę, którą przecież znam. Ja myślę, jak zdobyć newsa, a pan z marketingu myśli, jak zrobić, żebym ja się dowiedział w odpowiednim momencie, ani wcześniej ani później. Opowiadał też o współpracy z kibicami, różnych akcjach marketingowych, lekko, choć z sympatią, ironizował z Bartka Ślusarskiego. Ewidentnie umiał Skwiercz opowiadać.

Strasznie urzekło mnie rozwiązanie, stosowane ponoć przez Lecha. Przed meczami piłkarze wykopują po jednej piłce na każdą trybunę stadionu przy Bułgarskiej. Kto złapie, ten jest zapraszany do godzinnego programu publicystycznego transmitowanego przez telewizję klubową Lecha, w którym biorą udział np. trener i wiceprezes bądź prezes. Matka trojga kibiców „Kolejorza” może zwymyślać prezesa, że jej bajtle (czy jak to jest w Wielkopolsce?) zostali ogłuszeni petardą hukową.

Ultras może spytać, czemu nie ma sektorówek i pirotechniki. Piknik ma okazję powiedzieć Rumakowi, że Trałka to cienias, a Murawski ma brzuszek. A jeszcze ktoś inny może spytać, jak tańczyć tak dobrze jak Szymon Drewniak. Super pomysł. Apropos Drewniaka, padło o tę sprawę pytanie z sali. Skwiercz przyznał, że dzień, w którym wyciekł filmik z imprezującymi w internacie młodymi piłkarzami Lecha, był jednym z trudniejszych w jego pracy. A to było dopiero 24 godziny po tym, jak ją podjął. Ja natomiast spytałem o sprawę Reissa, która mnie – muszę przyznać i chyba było po mnie widać - bulwersuje. Skwiercz tłumaczył, że dla poznańskich piłkarzy to niesamowita sprawa, że mogą siedzieć w szatni koło TEGO Reissa. Ale przyznał, że było dla marketingu wyzwaniem, by wyjść z tej sytuacji z twarzą.

Wszystko zmiażdżył jednak warsztat z dziennikarstwa sportowego prowadzony przez Tomasza Smokowskiego z Canal+, na który wszedłem tylko siłą woli, bowiem nie byłem zapisany na liście uczestników, a jednak udało mi się zaszyć w kącie sali. Smokowski poopowiadał bardzo ciekawie o wielu aspektach. Poczułem na własnej skórze, na czym polega telewizja. Ten facet to pistolet. Wszystko umie obrócić w żart w sekundę, ciętymi ripostami sypie jak Wojewódzki. Tak, o ile Wojewódzki szybkością zagiąłby wielu, nawet bardzo inteligentnych ludzi, tak Smokowskiego raczej by nie zagiął.

Dziennikarz ma też spory talent do naśladowania głosu postaci ze świata piłki. Rudolfa Bugdoła czy Bogusława Kaczmarka oddał idealnie. Swoją drogą, Smokowski opowiedział fajną anegdotę o trenerze Lechii Gdańsk. - Kaczmarek mówi mi o jednym z zawodników: „Tomek, tamten chłopak jest naprawdę fajny, a wy go tak krytykujecie. Sympatyczny, miły, inteligentny, dobrze wychowany. Popełnił tylko jeden błąd.” Jaki? „Zły zawód wybrał!”.

Tak naładowany ośmioma godzinami wykładów, dyskusji, rozmów, stwierdziłem, że wykorzystam obecność w stolicy i skrócę sobie zimową przerwę od meczów, idąc na Polonię z Pogonią Szczecin. Oczywiście godzina do meczu, więc nie ma mowy o żadnej akredytacji. Ale przecież korona mi z głowy nie spadnie, jak kupię bilet i siądę sobie na trybunach. Karta kibica? A niech mnie, wyrobię. Polonia będzie jedynym polskim klubem, jakiego mam kartę kibica. Świat się kończy.

Ale nie wszedłem. W dniu meczu nie można wyrabiać na Polonii kart kibica, a bez nich nie można wejść na stadion. Ach, pardon, można. Jak się kupi bilet VIP za 100 złotych. Przyznam, że nie zrozumiałem. Jak to jest, że kibic, który da za bilet 15 złotych, musi być identyfikowany, przeczesywany, podawać numer PESEL. A ten sam kibic, dopłacając 85 złotych więcej jest nagle wyjęty spod ustawy o organizacji imprez masowych? Że jak ktoś będzie chciał zasztyletować np. Józefa Oleksego (widziałem go kiedyś na Polonii) akurat na stadionie przy Konwiktorskiej, bo taką będzie miał fanaberię, to przy kupnie biletu za 100 złotych będzie nie do zidentyfikowania? Pysznie.

Wiecie, chciałem zostawić kasę Polonii za bilet. Chciałem kupić kartę kibica. Byłem głodny, więc myślałem nawet, że może ewentualnie zrzucę się na pensję Wszołka, kupując jakąś kiełbasę. Naprawdę, byłem gotów wydać kasę na klub, który mnie ani grzeje ani ziębi. Mogłem zacząć figurować w bazie kibiców jako fan Polonii Warszawa. Tylko Polonii. A oni mi w kasie: „Przepraszamy”. Siebie przepraszajcie. Ja teraz jestem najedzony, zagrzany i mogę żyć bez patrzenia na Przyrowskiego. Siebie przeproście, że kasy nie macie.

Nasłucha się człowiek, jak to marketingowe akcje są ważne i jak trzeba wychodzić do ludzi i zachęcać i komunikować i w ogóle, a potem nie może zrealizować ten najprostszej rzeczy, jaką się oczekuje od klubu, czyli wejścia na stadion. A jutro pewnie przeczytam wywiad, w którym prezesi będą kwękać i jojczeć, że pieniędzy nie ma i miasto nie pomaga.

PS. Żeby nikt sobie nie myślał, że ruszyło mnie to dopiero, gdy sam poczułem. Nie, wiedziałem, że kibice nie mają w Polsce łatwo. Ale co innego wiedzieć, a co innego poczuć. Uważam, że wielu dziennikarzom przydałoby się dla zdrowia raz za czas przejść tę samą procedurę co inni kibice. Inaczej spojrzeliby wtedy na swój zawód.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0"Chodziło o to, by mężczyźni odzyskali godność". Tomasz Raczek szczerze o zamknięciu "Playboya"
0 0Przestajemy zwracać uwagę na cenę i smak. Zaczyna się liczyć co innego
Zysk 0 0Mówią, że to polska "Gra o tron". Za nami premiera kolejnej części piastowskiej sagi
Brita 0 0Co powinno pić dziecko? Dobrą wodę znajdziesz nie tylko na sklepowych półkach
0 0"Chętnie przeproszę". Dziwny wpis kobiety, która oskarżyła Grodzkiego
0 0Marszałek Grodzki odpowiada na materiał TVP. Mówi o "drodze sądowej"
FELIETON MICHALIK 0 030-krotność ZUS, czyli tak PiS chce karać za rozum i kwalifikacje
INN:Poland 0 0ZUS vs. przedsiębiorcza matka: 9 lat składek to za mało, by pójść na zwolnienie
0 0Lewica pod rękę z PiS i przeciw Gowinowi. Słowa Zawiszy zaskakują
0 0"Nikt nigdy nie pytał". Kandydat na ministra o braku wyższego wykształcenia
0 0Jest szczepionka przeciwko eboli. Na razie może eksperymentalnie pomóc w zwalczeniu epidemii
0 0Myślisz, że to lenistwo, a to depresja. 10 objawów choroby, których nie rozumie otoczenie