Upływający czas w piłce mierzy się na różne sposoby. Ja na razie korzystam głównie z metody rocznikowej - dziś grający piłkarze coraz częściej są moimi rówieśnikami, zdarzają się i młodsi, jutro nadejdzie etap, że mój rocznik będzie na boiskach normą, pojutrze będzie się mówić o takich per "weteran", a potem w ogóle znikną z muraw. Lubię też metodę patrzenia, co robią idole mojego dzieciństwa. Najfajniej jak zostają przy piłce. Nawet jak nie byli idolami, ale pamiętam jak hasali w krótkich spodenkach, a dziś są na ławkach trenerskich. Dlatego Tomaszowi Hajcie kibicuję bardzo.
REKLAMA
Kibicuję, bo to twardy, charakterny facet, dodatkowo z moich rodzinnych stron, który zrobił karierę bardziej dzięki głowie niżli nogom. Kibicuję też, bo dał się poznać jako naprawdę ciekawy ekspert, z dużą wiedzą o piłce. I byłem pewny, że w Jagiellonii mu się powiedzie.
Ba, pewny byłbym dalej, bo trzy mecze bez zwycięstwa - w tym dwie porażki - nie mogą tego zmienić. Wiemy jednak, jak funkcjonuje nasza ligowa rzeczywistość i czwarty mecz bez zwycięstwa w poniedziałek w Warszawie z Polonią może sprawić, że ktoś w Jagiellonii wpadnie na "genialny" pomysł, by drużynę dać komu innemu.
To ryzyko jest spotęgowane tym, że Hajto niestety nadmuchał przed rundą w balonik. W sparingach Jaga dobrze żarła, grała ponoć efektownie, trener mówił już w czasie teraźniejszym, że ma "żołnierzy", którzy "nie wykopują bezsensownie", tylko "spokojnie grają piłką po ziemi". Z jednej strony, wielu już tak zapowiadało i można to było traktować z przymrużeniem oka. Z drugiej - może jest taki dobry? Na razie w lidze "Jaga" zdycha.
Dziś już wiemy, że nie ma cudów. Hajto może być dobrym trenerem, Jagiellonia może grać tak, jak szkoleniowiec zapowiadał w wywiadach, ale trzeba na to czasu. Jeśli jednak tak się rozdmucha nastroje wokół drużyny, zapowie się jeśli nie drugą Barcelonę, to chociaż Borussię Dortmund, a potem gra się jak Jagiellonia Białystok, jeśli Porębski dalej gra jak Porębski, a nie jak Hummels, Norambuena jak Norambuena, a nie jak Dani Alves, to można się spodziewać, że raczej prędzej niż później pracę się w Polsce straci.
Hajto mimo dużego doświadczenia z boiska nie przetrawił wszystkich rozumów i pierwszą lekcję od ligi już dostał - ciszej jedziesz, dalej zajedziesz. Oby dano mu wyciągnąć z niej wnioski.