Jeśli wkurza was, że na wf-ach czasem trzeba ćwiczyć wygibasy na drążku zamiast grać w piłkę, to przez niego. Friedrich Ludwig Jahn, ojciec gimnastyki sportowej, XIX-wieczny niemiecki pedagog i dowódca wojskowy, opracował m.in. ćwiczenia na drążku. Na jego cześć nazwano klub, dzięki któremu Franz Smuda ma gdzie pracować, oddalając na jakiś czas swoje widmo z okolic polskich ligowych stadionów.
REKLAMA
Tak jak nie ma kazania bez cytatu z Jana Pawła II, tak nie ma tekstu o piłce bez wypowiedzi Kazimierza Górskiego. Szczęśliwie się składa, że akurat mi spasował. Gdy Smuda obejmował Legię, Górski miał powiedzieć: "Jeśli ten Niemiec ich nie poukłada, to chyba już nikt". Kiedy Smuda był selekcjonerem, zawsze podkreślało się, że lepiej mówi po niemiecku niż po polsku.
Osobiście wątpię.
Ale zobaczymy. Będzie miał okazję trochę poszprechać i ja się cieszę. Nie trafiają do mnie argumenty, że byłemu selekcjonerowi nie przystoi iść do II ligi niemieckiej. Po pierwsze liga to lepsza niż nasza, po drugie dostanie więcej pieniędzy niż u nas, po trzecie zawsze dobrze, gdy tzw. Polska Myśl Szkoleniowa zostaje weryfikowana za granicą. My tu trąbimy, że polski Guardiola, że polski Mourinho, bo się kisimy we własnym sosie. Jak Smuda dostanie trzy razy baty od Erzgebirge Aue i FC Ingolstadt to się wszyscy zastanowimy zanim nazwiemy go, hmm... polskim Harrym Redknappem.
Co zrozumiałe, bardzo nieliczni wiedzą cokolwiek o klubie Jahn Regensburg. Ja też wiedziałem niewiele, niemniej zwróciłem na niego uwagę po zeszłorocznym awansie do II ligi, bo jak nie zwrócić uwagi na klub, który się nazywa Jahn (dla niewtajemniczonych: wymowa to "Jan")?
Doczłapał Jahn do II ligi dopiero po raz trzeci w historii. Dwa sezony spędził w latach 70. Najpierw prawie spadł (17. miejsce na 20), później spadł (19.) i na ćwierć wieku zniknął w bawarskich niższych ligach. W XXI wieku awansował raz i od razu spadł. To trochę taki ŁKS Łomża, na niemieckie warunki.
W czasach, kiedy Jahn kopał w niemieckich niższych ligach, jego kopanie dozorował raz nawet polski trener. Dariusz Pasieka od 2005 roku był najpierw asystentem Mario Baslera, a potem samodzielnym pierwszym trenerem. Pasiekę znamy w Polsce z tego, że prowadził Arkę Gdynia, spuścił ją z ligi, co stanowiło dobrą rekomendację dla Cracovii, która jakoś z ekstraklasy wypaść nie mogła, choć aż się oto prosiła. Z pomocą Pasieki się udało. Na razie żaden kolejny chętny się nie skusił. Jak szło mu w Ratyzbonie? Ano, to był stary, dobrze nam znany Pasieka. Zespół zajął 17. miejsce w III lidze i wypadł do IV, ale już bez Polaka, bo tego wyrzucono w kwietniu.
Kopał też w niższych ligach dla Jahn Michał Chałbiński i czegoś się tam nauczył, bo po powrocie do kraju strzelał sporo goli i był nawet moją nadzieją na dołączenie do grona zdobywców 100 bramek w ekstraklasie. Zatrzymał się, biedaczyna, na 75. A kolejnych kandydatów ani widu ani słychu.
Zapomniałem rzec, że obecny Jahn ma najniższy budżet w 2. Bundeslidze, nie ma co liczyć na wzmocnienia, a w składzie sami goście, którzy nigdy nie wychylili nosa na szczebel centralny. Przed tym sezonem jedynie pięciu zawodników beniaminka miało na koncie występy w 2 lidze! Christian Rahn - ten akurat ma nawet pięć meczów w dorosłej reprezentacji, 41-letni bramkarz Michael Hofmann (w szczytowym okresie TSV 1860) i Romain Dedola, który liznął ligi francuskiej w Strasbourgu mogą cokolwiek mówić komukolwiek. Smuda dostał bandę anonimów, ma siedem punktów do bezpiecznego miejsca i ogólnie beznadziejne perspektywy.
Ale żeby nie było tak źle - z Ratyzbony można się wypromować. Marcus Weinzierl zrobił awans do II ligi i dziś już trenuje FC Augsburg (podobnie fatalna sytuacja, ale jednak w 1. Bundeslidze). Położenie geograficzne tego ładnego i starego miasta jest znakomite o tyle, że Bawaria ostatnio piłkarsko rośnie w siłę. W elicie grają Bayern, Greuther, 1. FC Nuernberg i Augsburg, w II lidze Ingolstadt i TSV 1860. Smuda musiałby znowu czynić cuda, żeby Jahn wyciągnąć z tego dziadostwa, lecz gdyby to zrobił, mógłby liczyć na to, że zostanie zauważony nie tylko w Polsce.
W Polsce Smuda gorszej opinii niż ma, mieć już nie będzie. Jak się razem z Jahnem spuści do III ligi, to nikt nie będzie zdziwiony. Ale ten facet tyle razy już był skończony, już nawet w Wodzisławiu go nie chcieli, a jednak się podnosił. Nie wiem co to jest, on sam też pewnie nie wie, ale ten facet chyba ma umiejętność pokazywaniu światu gestu Kozakiewicza wtedy, kiedy nikt się tego nie spodziewa.
Będzie pracował z dala od presji, z dala od polskich dziennikarzy, nie będzie musiał mówić po polsku. To wszystko ma swoje zalety. A w Ratyzbonie mówią, że jak ten Polak tego nie poukłada, to już chyba nikt. Ale gdy mówił tak Górski, Smuda Legii nie poukładał...