Wiem, że nawoływać Polaków do tego, by współczuli landowi o topornej nazwie Szlezwik-Holsztyn to jak prosić się o masaż nosa, ale może do jakiejś drobnej choćby empatii przekona was, że tam, na samym północnym czubku Niemiec nie mają ani jednego klubu w Bundeslidze. Ani jednego w 2. Bundeslidze. I ani jednego w III lidze. Toż to piekło!
REKLAMA
Wiadomo, Niemcy mają lepiej i, panie, autostrady i dobrobyt, a, panie, u nas to hańba sama. Ale na pocieszenie – nie wszyscy Niemcy mają lepiej. Przerażenie mnie bierze na myśl o mieszkańcach landu Szlezwik-Holsztyn.
Wpadła mi w ręce mapka z „Kickera”, w której rozmieszczono wszystkie niemieckie kluby 1-,2- i 3-ligowe. Patrzę i widzę pustynie. Nad morzem akurat, na samej górze. Ja rozumiem, że land mały, bo trochę ponad dwa miliony mieszkańców, ale ja się pytam czy Kraj Saary większy? A ma FC Saarbruecken. A tam nic!
Zacząłem grzebać. Wyszło mi na to, że to najsmutniejsze miejsce w całych Niemczech. Takie nasze lubuskie. Nie dość, że oba nigdy nie miały klubu w ekstraklasie, to dzisiaj w trzech najwyższych ligach też nie mają. Najwyżej sklasyfikowany klub z lubuskiego to Lechia Zielona Góra – 1. miejsce w III lidze dolnośląsko-lubuskiej. Najlepszy klub ze Szlezwiku – Holstein Kiel 1. miejsce w Regionallidze Nord. Czyli jest jakaś wątła nadzieja na to, że za chwilę będzie choć trochę lepiej. Wiem, że w Ziemi Lubuskiej mają żużel, ale to tak jakby powiedzieć dziecku, któremu zmarła matka, że co z tego, skoro ma jeszcze szynszyla.
Grunt to się dobrze urodzić. To znaczy w odpowiednim miejscu. Patrzę ze smutkiem na takie pustynie, ale też z niedowierzaniem. Ja miałem przyjemność urodzić się w województwie, które ma obecnie cztery kluby ekstraklasowe, trzy I-ligowe, cztery II-ligowe (razem 11!) a wszyscy i tak mówią, że kryzys, bo kiedyś tyle to grało w samej ekstraklasie. Szlezwik-Holsztyn też kiedyś od biedy można było uznać odpowiednim miejscem na urodzenie się. To było w czasach, w których przewidywano, że w 2000 roku Londyn utonie w końskich łajnach, bo będzie ich zdecydowanie za dużo.
Bo Holstein Kiel wtedy grało! Nie było jeszcze w prawdzie w Niemczech ligi, ale mistrzostwa systemem pucharowym rozgrywano. W 1912 Kiel sięgnęło po tytuł, a w 1910 i w 1930 po wicemistrzostwo. I to by było na tyle. 1930 rok to dobry czas, by tam umierać. Tyleż z powodu nadchodzącej dziejowej ruchawki, co w wyniku futbolowej nie-ruchawki.
Najgroźniejsi rywale klubu z Kiel, jakże to brzmi, cienko przędą w IV-lidze. VfB Lubeka jest zagrożona spadkiem na pastwiska (choć pewnie w Niemczech w V lidze gra się nie na pastwiskach, ale na podgrzewanych, oświetlonych boiskach), VfR Neumuenster gra w środku tabeli.
Do 2. Bundesligi też wtarabaniały się kluby stamtąd rzadko. Lubeka zagrała w niej raptem cztery sezony, ostatni dziewięć lat temu. Holstein jeszcze dawniej i jeszcze krócej, bo 32 lata temu. Może jest pięknie. Może powietrze tam zdrowe. Może kobiety piękne (żart), może architektura ciekawa. Ale to definitywnie najbardziej koszmarne miejsce w Niemczech. Żeby mapa była aż tak nierówna a historia tak niesprawiedliwa?
Nie dziwota, że ze statku o nazwie „Schleswig-Holstein” padły pierwsze strzały podczas II wojny światowej. Też bym robił wszystko, żeby się z tego upiornego miejsca wyrwać.