Radamel Falcao – wiadomo. Przedstawiciel „trzeciej drogi” - pomiędzy Messim a Ronaldem – w lidze hiszpańskiej. Ale w FC Porto, które pokazało kolumbijskiego snajpera Europie, gra od tego sezonu jego rodak Jackson Rodriguez i obraca się w pułapach strzeleckich, jakie to miasto ostatni raz widziało za czasów Falcao. A gdyby wejść głębiej w składy najsilniejszych lig europejskich – zwłaszcza włoskiej – dostrzeżemy, że w Amazonii rodzi się nowa potęga. A raczej odradza się.

REKLAMA
W latach 90. Kolumbia to było coś. Tam działy się zawsze rzeczy ciekawe. W 1990 roku wyszli pierwszy raz z grupy na mistrzostwach świata. Cztery lata później nie wyszli, a samobója życiem przypłacił obrońca Andres Escobar. Faustino Asprillę zatrzymywano za posiadanie kokainy. Rene Higuita czasem wypuszczał piłkę, rozpędzał małpiaste ciało, rozpuszczał włosy i biegł na bramkę rywala. A jak miał ochotę, to na Wembley pokazywał Anglikom, że są słabi i ich strzały może bronić nawet piętami. Na wysokości poprzeczki. Carlos Valderrama nie musiał robić nic. Po prostu być i nie ukrywać fryzury. Jak chodził do kina, to musiał mieć problemy jak w „Misiu”. A, panowie z Kolumbii jeszcze dobrze grali w piłkę. To była złota – jak włosy Valderramy – generacja.
Na mistrzostwach we Francji było już źle. Kolumbijczykom udało się tylko zwolnić Henryka Kasperczaka z posadki w Tunezji, ale do wyjścia z grupy to nie wystarczyło. Włosy Valderramy siwiały, Aristizabal się rozrastał wszerz i Kolumbia powoli szła w odstawkę. Jeszcze na pożegnanie – pod nieobecność Argentyny i słabość Brazylii – zgarnęła w 2001 roku Copa America na własnych boiskach i... szlus. Każde pokolenie ma własny czas i właśnie odeszło w cień. A następcy byli na tyle nieudaczni, że nie wdrapali się na żaden z trzech kolejnych mundiali. A to sztuka, bo cel w Ameryce Południowej osiąga zwykle aż połowa próbujących.
Ale trochę niepostrzeżenie zaczęli ostatnio zalewać Europę. A zwłaszcza Półwysep Apeniński. Gdyby ktoś ich nie zauważył, tak jak Rzymianie przegapili Kartagińczyków, to ja będę tymi gęsiami, które doniosą. Tak, Kolumbia dokonała inwazji nie od oczywistej strony, którą byłoby dla Latynosów kopanie w Hiszpanii, ale od razu wskoczyli do Włoch.
Są oczywiście wyjątki. Falcao z Fredy'm Guarinem zrobili w Porto taką reklamę rodakom, że obrotni Portugalczycy po spieniężeniu jednego na rzecz Atletico, a drugiego na rzecz Interu Mediolan, zainwestowali w ich rodaków – Jamesa Rodrigueza i Jacksona Martineza. Pierwszy – pomocnik – ma w tym sezonie w notesiku 12 meczów i siedem goli, drugi – napastnik – w 15 spotkaniach 14 goli. Jak tak dalej pójdzie, to Porto pójdzie drogą Newcastle, które stało się w całości francuskie i belgijskiego III-ligowego KV Turnhout, które zasłynęło ostatnio ściągnięciem 14 Egipcjan.
Konkurencją w pozyskiwaniu Kolumbijczyków mogą być dla Porto Włosi. Guarina już mają. Wiekowego Mario Yepesa też, tyle, że w Milanie. Podobnie zresztą jak Cristiana Zapatę. Napoli zgarnęło Pabla Armera i Camila Zunigę, Fiorentina Juana Cuadrada, Pescara Juana Quintera, Parma Dorlana Pabona, a Udinese Luisa Muriela. Spośród powołanych w ostatnim roku reprezentantów Kolumbii, w zdychającej, ale wciąż mocnej Serie A gra obecnie aż dziewięciu piłkarzy!
W ligach hiszpańskiej, niemieckiej i francuskiej też grają kolumbijskie rodzynki. Zbieranina tak znanych postaci z tak znanych klubów po prostu nie może kopać się po czołach. I tego nie robi. W trwających eliminacjach do mundialu, Kolumbia zajmuje trzecie miejsce, za Argentyną i Urugwajem, ale od tego ostatniego rozegrała jeden mecz mniej. Po drodze obiła m.in. 4-0 Urugwaj czy 3-1 na wyjeździe Chile. Falcao i ferajna muszą wrócić na mundial. Nie ma innej możliwości. Zwłaszcza, że dogorywa Paragwaj, a Brazylia nie bierze udziału w eliminacjach. Szansa jest znakomita. Zresztą drużyna Jose Nestora Pekermana, który prowadził Argentynę w 2006 roku, może zrobić mundialowi coś więcej niż tylko na niego wejść.
Być może szansę na kolejny występ na mundialu, po 16 latach, będzie wciąż miał bramkarz Faryd Mondragon. W 1998 roku to on przepuszczał strzały Anglików czy Rumunów. Dziś ma 42 lata i nadal może liczyć na powołania do kadry. To nie przymierzając tak, jak gdyby Ryszard „strzeliłem w słupek Brazylii” Tarasiewicz pojechał na mundial do Korei i Japonii. Jakiś strażnik pamięci o włosach Valderramy musi jednak w drużynie być. Karierę zaczynał, gdy Kolumbia była na czwartym miejscu w rankingu FIFA, u jej schyłku jest na piątym, a co się działo w międzyczasie? Nie licząc wygranej z Polską po golu bramkarza, lepiej nie pamiętać...