Średnio raz na dwa tygodnie widzę w prasie czy portalach sportowych nagłówek: „On przełamuje stereotyp piłkarza”. Mam wrażenie, że piłkarzy przełamujących stereotyp jest więcej niż powielających go.
REKLAMA
Zastanawiam się czasem, jak reagowałbym na takie coś, gdybym był piłkarzem. Jasne, może nie wszyscy zawodnicy to inteligenci, ale też nie wszyscy ludzie to inteligenci. Generalnie ludzie inteligentni to dość wąska grupa w społeczeństwie i środowisko piłkarskie niczym się tutaj nie różni. Gdybym więc był inteligentny, czytał książki czy oglądał tzw. ambitne filmy albo mądrze inwestował zarobione na boisku pieniądze, a potem widział pełen zdziwienia artykuł, to raczej by mnie to irytowało.
Janusz Rudnicki powiedział w jednym z wywiadów, że walka ze stereotypami jest tak stereotypowa, że już wolałby je powielać. I chyba w piłkarskim świecie robi się podobnie. Minęły czasy zawodników, którzy nie potrafili wydukać zdania, a w głowie mieli tylko piękne dziewczyny i szybkie samochody. Albo na odwrót. Mało kto rozbija całą wypłatę w trzy dni. Wielu inwestuje, kupuje nieruchomości, otwiera własne biznesy, jest normalnymi ludźmi. A potem czytają w gazetach, że robiąc to, przełamują stereotyp piłkarza...
Zachodni piłkarze to dziś sprawnie działające agencje PR-owe i do nas też to dociera. Lekkoduchy to może nie rzadkość, bez przesady w drugą stronę, ale na pewno nie większość. I nie zmienia tego fakt, że w tym światku zawrotną karierę robiła piosenka „Ona tańczy dla mnie”. Nie takie środowiska się w niej zasłuchiwały.