Sześć lat temu szaleństwa podobnego do dortmundzkiego w Polsce jeszcze nie było, wszak w Kantabrii mieliśmy tylko jednego rodzynka, ale wtedy cieszyliśmy się każdym kopnięciem Polaka w poważnej lidze, bo cywilizowany futbol kupował tylko naszych bramkarzy. Dlatego polscy kibice mniej więcej znali podział ról w Racingu Santander.
REKLAMA
Mohammed Tchite. To był ten zły. Jego kupili razem z naszym Smolarkiem i z nim rywalizował o miejsce w składzie. Był trochę dla Ebiego jak Barrios dla „Lewego” w pierwszym sezonie w Borussii. Munitis? „Dziadek”, którego niektórzy kojarzyli z Realu Madryt. Wciąż umiał dograć naszemu dobrą piłkę. Ezequiel Garay, utalentowany stoper. Mówiło się, że może iść do Realu Madryt. Wreszcie rewelacyjny w tamtym sezonie bramkarz Tono, który rządził trzecią najlepszą defensywą Primera Division, po Realu i Villarrealu.
To był trzon ekipy, która w 2008 roku zrobiła największy wynik w historii Racingu Santander. Ekipy podobnej do swojskiej Odry Wodzisław. Trzymała się w lidze dziesięć sezonów, zwykle w dolnej połowie tabeli, po prostu solidna, ale bez fajerwerków. Ale tak jak Odra miała – rzadko - odstępstwa od reguły, tak zdarzyło się to Racingowi, w tym jedynym sezonie Ebiego w Hiszpanii. Szóste miejsce, półfinał Pucharu Hiszpanii i awans do Ligi Europy to wyniki, jak na Santander, rewelacyjne.
Smolarek poszedł do Boltonu i łaska oraz uwaga kibica polskiego przeniosła się wraz z nim na Wyspy. Ebi staczał się coraz niżej i podobnie działo się z jego byłym klubem. Paradoksalnie, nieszczęścia falowo zaczęły spadać na kantabryjski klub od kupienia go przez... bogatych hinduskich inwestorów. Ci w sezonie 2011/2012 zwalniali trenera za trenerem, licząc chyba na efekt nowej miotły, ale było tylko coraz gorzej. Ostatecznie Racing zbliżył się do pułapów podbeskidzkich i nie był w stanie wygrać 20 meczów z rzędu. Oczywiście z przytupem zleciał o klasę niżej.
Przytup był tak duży, że wiele wskazuje, iż Racing się na Segunda Division nie zatrzyma. Po ponad połowie sezonu, Santander znów jest ostatni, więc analogie do Odry Wodzisław wcale się nie kończą. Ze składu odeszli wszyscy najważniejsi gracze. Garay krótko po wspaniałym sezonie trafił do Madrytu, a dziś gra w Benfice Lizbona. Tono próbuje się utrzymać w lidze z Granadą. Tchite ładuje bramki w Club Brugge. Smolarek siedzi na Podlasiu. Nie ma już nawet tych, którzy rok temu nieudolnie próbowali bronić się przed spadkiem. Z podstawowej jedenastki nie został nikt, grają tylko zeszłoroczni rezerwowi, a i tak nieliczni.
Wiele wskazuje na to, że Racing z rozpędu wyląduje w III lidze. O tym, jak niełatwo jest spadać, niech pokażą nazwy drużyn, z którymi Santander będzie walczył o przetrwanie. Np. Hercules Alicante, który w 2010 roku wygrywał na Camp Nou z Barceloną, rok temu po barażach przegrał walkę o powrót do Primera Division, a teraz jest trzeci od końca. Niech to będzie przestrogą dla kolejnego zeszłorocznego spadkowicza – Villarrealu. Wczoraj był o krok od finału Ligi Mistrzów. Dziś zachowuje jakieś szanse na powrót do najwyższej ligi. Ale jeśli mu się nie uda, jutro może jak Real Oviedo prosić cały świat o wsparcie jakimkolwiek groszem.
Kolejny raz okazuje się, że jak w piłce nie jesteś Barceloną, Bayernem czy Manchesterem United, to masz przerąbane. Jeśli teraz cię podrzucają w górę, to za chwilę zapomną cię złapać...