Kamil Adamek, choć powoli staje się postacią tragiczną, może przejść do historii polskiej ekstraklasy, jako człowiek, który mimochodem ujawnia wszystkie słabości i absurdy naszej ligi. Przez pół roku, strzelając gole i asystując w Podbeskidziu Bielsko-Biała, udowadniał wszystkim, że z ligi okręgowej do ekstraklasy jest wcale nie tak daleko. Teraz sprawa konfliktu wokół niego pokazuje, że organizacyjnie różnic też zbyt wielkich nie ma.

REKLAMA
Jak wygląda sytuacja?
15 czerwca 2012 Adamek podpisał umowę o reprezentowanie na wyłączność z radcą prawnym Grzegorzem Zieleckim, który zobowiązał się w szczególności do: „reprezentowania go w sprawach zawarcia kontraktów/umów z klubami sportowymi, w tym umów transferowych oraz negocjowania warunków tych umów lub kontraktów”.
29 czerwca 2012 Adamek podpisał umowę zlecenie z Podbeskidziem Bielsko-Biała. W kontrakcie znalazły się zapisy skandalicznie niekorzystne dla zawodnika, takie jak: możliwość rozwiązania kontraktu przez jedną ze stron bez podania przyczyny z 7-dniowym okresem wypowiedzenia, możliwość wstrzymania wynagrodzenia dla zawodnika, w przypadku gdy usługi (czyt. profesjonalne uprawianie piłki nożnej) były nieprawidłowo wykonywane lub w okresie, gdy nie były wykonywane. Absolutnym hitem jest jednak zapis, który dopuszcza, że w wykonywaniu obowiązków Adamka może zastąpić „osoba trzecia”, o ile Podbeskidzie wyrazi na to pisemną zgodę, a zleceniobiorca – czyli Adamek – poniesie odpowiedzialność za działania swojego zastępcy i przejmie na siebie obowiązek wypłaty należności swojemu zastępcy. Oznacza to, że w EKSTRAKLASOWYM klubie mógł zagrać każdy, kogo Adamek wskaże na swojego zastępcę, o ile tylko spełni określone warunki... W negocjowaniu i podpisywaniu tej umowy nie brał udziału Zielecki, który tłumaczy, że „nic nie wiedział o tym, że Adamek podpisuje kontrakt”.
Od tego momentu Adamek robi karierę. Zdobywa sobie zaufanie trenera, strzela bramki, zalicza asysty i jest jednym z wyróżniających się punktów swojej słabej drużyny.
31 października 2012 Adamek podpisał profesjonalny kontrakt z Drzewiarzem Jasienica (wcześniej miał amatorski), który zapewnia mu 1800 złotych miesięcznego wynagrodzenia. Kontrakt zostaje zawarty do 30 czerwca 2016 roku. Adamek oświadcza w nim, że „w dniu podpisania niniejszej umowy, nie wiąże go z żadnym klubem umowa o pracę lub inna umowa cywilnoprawna o profesjonalne uprawianie sportu”. Przypominam, że umowa zlecenie z Podbeskidziem obowiązuje go do 31 stycznia 2013 roku.
11 listopada 2012 Adamek podpisał umowę o reprezentowanie z licencjonowanym menedżerem piłkarskim Tomaszem Kaczmarczykiem, który pisze w oświadczeniu: „Przed jej podpisaniem sprawdziłem w PZPN, że Kamil nie posiada ani nie posiadał żadnej umowy z menedżerem zarejestrowanej w związku. Umowa ta (Kaczmarczyka – przyp. MT) jest zawarta zgodnie z odpowiednimi regulacjami PZPN oraz została zdeponowana w związku.”
28 grudnia 2012 Adamek wypowiedział umowę z Grzegorzem Zieleckim, pisząc, że „brak jakiejkolwiek aktywności z pana strony, poczytywałem jako odstąpienie od realizacji umowy”.
31 stycznia 2013. Kończy się wypożyczenie Adamka do Podbeskidzia. Bielszczanie nie do końca wiedzą, z kim mają prowadzić negocjacje. Zarówno Mirosław Łaciok, prezes Drzewiarza Jasienica, jak i Kaczmarczyk, twierdzą, że to oni reprezentują Kamila Adamka. W efekcie nikt z nikim nie jest się w stanie dogadać, piłkarz nie jedzie na obóz do Turcji.
1 lutego 2013 – Adamek ma się stawić na treningu IV-ligowego Drzewiarza Jasienica. Nie robi tego jednak i zapewnia, że lada moment nadeśle stosowne zwolnienie lekarskie.
7 lutego 2013 – Prezes Łaciok otrzymuje zwolnienie lekarskie Adamka, które trwać ma do 9 lutego.
Można oczywiście winić Adamka za wszystko. Albo nie czytał, albo nie rozumiał umów, które podpisywał, w każdym razie stawiał swoje nazwisko na wszystkim, co mu podetknięto pod nos i będzie miał przez to prawdopodobnie spore problemy. Ja jednak winię bardziej wszystkich „doradców” i „podpowiadaczy”.
W gruncie rzeczy, nie jest dla mnie przesadnie ważne, czy rację ma w sporze Łaciok czy jednak Kaczmarczyk. Na pewno nie wiem, to temat dla prawników. Gdybym miał powiedzieć, do jakiej opcji się skłaniam, to wskazałbym jednak Kaczmarczyka. Wiem natomiast, że prawdopodobnie chłopak ma zrujnowaną karierę. Zobaczyli w nim ludzie górę złota, a że jest prostym chłopakiem, który nagle z Kaczyc trafił do wielkiego świata i prawdopodobnie podpisywał wszystko na chybił trafił, byle tylko trafić jak najszybciej na boisko, to każdy nim manipulował i starał się ubić osobiste interesy.
Jeśli chłopak nie będzie zdyskwalifikowany i dalej będzie miał na to ochotę, to pewnie pogra jeszcze jakiś czas w Jasienicy, do momentu jak go jakiś wiejski rzeźnik nie połamie, dla samej satysfakcji, że właśnie skończył karierę TEGO Adamka. Kariera Adamka kończy się jednak prawdopodobnie teraz. Zrobił, co do niego należało. Miał strzelać gole, żeby go zobaczył klub z ekstraklasy. Zobaczył, więc pracował, żeby trener go wystawiał. Wystawiał, więc strzelał gole. A skoro to nic nie dało i trzeba będzie wrócić do Jasienicy, to raczej wielkiej motywacji do gry mieć nie będzie.
Adamek pewnie by polskiej piłki nie zbawił, ale mam cholerne wątpliwości, czy nasza ekstraklasa jest tak pełna dobrych, rodzimych zawodników, żeby lekką ręką pozwalać na to, by przez wojenki jednego pana z drugim panem, kończyła się kariera utalentowanego chłopaka.
Nawet jeśli Adamek już się w ekstraklasie nigdy nie pojawi – może się jednak zdarzy jakiś cud? - chłopak pokazał wszystkim wyraźnie dwie rzeczy:
1. Jak grasz na pastwisku, to za chwilę możesz grać w ekstraklasie
2. Jak grasz na pastwisku, ale twój kumpel gra w ekstraklasie, to zawsze możesz – zgodnie z jego kontraktem – zagrać w zastępstwie za niego :-)
Mimochodem, brutalnie obnażył Adamek profesjonalizm, jaki w naszej piłce panuje. I na ligowych boiskach i w tych wszystkich wielce poważnych umowach, które może i mądrze wyglądają, ale jak się w nie wczytać, to... Bareja by się uśmiał.