W grudniu 2011 roku SC Freiburg zajmował ostatnie miejsce w tabeli Bundesligi, z 13. punktami po rundzie jesiennej. W tym samym miesiącu sprzedał swojego jedynego wartego uwagi zawodnika do Newcastle, a jako nowego trenera zatrudnił 47-latka, który nigdy nie pracował samodzielnie z seniorami. Wczoraj klub z najbardziej nasłonecznionego miasta w Niemczech toczył pojedynek, który określano jako „mecz o Ligę Mistrzów”. Zaraz. Coś tu nie gra?
REKLAMA
Freiburg, który od lat był jednym z klubów za mocnych na 2. ligę a za słabych na pierwszą, więc nieustannie spadał i awansował, jedyne poważne sukcesy odnosił za czasów legendarnego trenera Volkera Finkego. Jego wpływ na klub był tak duży, że początkiem lat 90. mocno forsował ideę uczynienia z Dreisamstadion pierwszego w Niemczech obiektu piłkarskiego w pełni napędzanego energią słoneczną. Tak się faktycznie stało, a chwilę później klub z Badenii-Wirtembergii osiągnął największy sukces, zajmując 3. miejsce w lidze, uzyskując szansę na pokazanie się Europie.
To było jednak dawno, trzeba się, dziadku, obudzić, wziąć tabletki i nie wspominać już. Tu jest 2011 rok, grudzień, zajmujemy ostatnie miejsce w lidze, sprzedają Papissa Cisse do Newcastle, zwalniają Marcusa Sorga, a zatrudniają tego, no. Tego, co młodzież prowadził. Christiana Streicha!
47-letni szkoleniowiec, który jako piłkarz zaliczył ledwie 10 meczów w Bundeslidze, pracował w spokojnym klubie ze Schwarzwaldu od 1995 roku. Najpierw prowadził przez trzy lata drużynę 15-latków. Później przez kolejne... trzynaście 19-latków. Od 2011 był asystentem trenera I drużyny. A w grudniu, z braku laku, powierzono mu pierwszy zespół. Specjalnych nadziei nikt nie miał, bo – zwłaszcza po sprzedaży superstrzelca Cisse – sygnał był jasny. Freiburg się poddał, buduje drużynę na szybki powrót do Bundesligi.
Wrócił, zanim zdążył spaść. Jako że Streich miał świetne rozeznanie w klubowej młodzieży, pociągnął za sobą do Bundesligi Matthiasa Gintera, Olivera Sorga, Immanuela Hoehna. W klubie mówią: - Wprowadził do drużyny nowego ducha. Wpuścił do szatni wiarę, wlał nadzieję. To było niesamowite, jak szybo odmienił ten zespół. Faktycznie, wiosną skazywany na spadek Freiburg zdobył 27 punktów, obił Schalke, HSV i Leverkusen, bezbramkowo zremisował z Bayernem Monachium i spokojnie się utrzymał. Streicha – a nie np. Juergena Kloppa – wybrano najlepszym trenerem Bundesligi.
Latem wielkich ruchów w Schwarzwaldzie nie było. Dalej drużyna była bardzo młoda – nie ma w niej żadnego zawodnika urodzonego w latach 70. - i dalej pozyskiwano młodych chłopaków na dorobku. Niektórzy przepowiadali, że to może być rewelacja nowego sezonu, ale Streich tonował nastroje. - Czy to, że mamy tak młody skład, nie jest ryzykowne? Ależ to jest pożądane ryzyko. Potrzebujemy zawodników rozwojowych. To jest Freiburg – mówił w rozmowie z przedsezonowym "Kickerem". A pytany o przewidywane miejsce w tabeli, odpowiadał. - Mam nadzieję, że nie będzie to ani 17. ani 18, a najlepiej także nie 16. Będzie bardzo ciężko powtórzyć zdobycie 27 punktów w jednej rundzie, bo jest wiele drużyn ze świetnymi zawodnikami, a poza tym nie będziemy już mieli tego bonusu, który był wiosną. Wtedy nikt się z nami nie liczył, teraz inne drużyny będą już podchodzić do nas poważniej – przewidywał.
I co? Miał rację, nie udało się powtórzyć wyniku. Freiburg jesienią zdobył... 26 punktów. Na wiosnę dołożył już dziewięć, ogrywając choćby na wyjeździe Werder Brema 3-2, i zajmuje póki co piąte miejsce. Gdyby wczoraj pokonał na MageSolar Stadion inną rewelację – Eintracht Frankfurt – wskoczyłby na miejsce premiowane grą w Lidze Mistrzów. Tak wysoko na tym etapie sezonu nie był od pamiętnego sezonu z czasów Finkego, kiedy zajął jedyne miejsce na podium w historii klubu. Freiburg bezbramkowo zremisował, ale ma wszelkie szanse na sensacyjny awans do europejskich pucharów, podczas gdy takie Schalke pompowane kasą z Gazpromu tłucze się gdzieś w środku tabeli.
Nawet w rosnącej Bundeslidze, nawet w otoczeniu wielkich futbolowych korporacji, może się jeszcze zdarzyć bajkowa historia. Zresztą góry Schwarzwaldu są do niej idealną scenerią.