
Latem 2002 roku na całym świecie zanotowano zwiększony odsetek chłopców zakładających gumki recepturki na środek głowy, by wyglądać jak Ilhan Mansiz. Sam widziałem na kolonii we Władysławowie. Turek piłkarzem był swego czasu naprawdę przyzwoitym, ale niewykluczone, że prawdziwa sława dopiero przed nim. A ma 38 lat.
REKLAMA
Strzelił Mansiz blisko pół setki goli dla Besiktasu Stambuł, grał w niezłych klubach, ale wszystko, co go dotychczas najlepszego spotkało, zdarzyło się w 2002 roku. Szalony Mansiz, z pasującą do osobowości palmą na głowie i wytatuowanym wielkim orłem Besiktasu na piersi, został królem strzelców ligi tureckiej. To kraj przodków, ale sam piłkarz wychował się w Bawarii. W piłkę zaczął zresztą grać bardzo późno, bo dopiero gdy miał 14 lat. Trochę już starszy, kursował pomiędzy ojczyzną starą i przybraną, ale w końcu udało mu się wybić w Samsunsporze, trafił do Besiktasu, stał się gwiazdą i pojechał na pierwsze – dla Turków – od pół wieku mistrzostwa świata.
Mimo że był w znakomitej formie, selekcjoner Senol Gunes na niego nie stawiał. Nie chciał grać dwójką w ataku, a Hakana Sukura, chodzącego pomnika już za życia, zmieniać nie wypadało. Mansizowi pozostawało wchodzenie na końcówki. Imponował od początku. Do dziś wspomina mu się akcję, w której podbił piłkę piętą nad samym Roberto Carlosem, choć on sam twierdzi, że podobną sztuczkę robił wielokrotnie, a utkwiła ludziom w pamięci tylko dlatego, że ośmieszył tak akurat Carlosa.
W ćwierćfinałach mundialu Mansiz nie pokazał się jako przyjaciel Afryki. Ten kontynent mógł wtedy mieć po raz pierwszy przedstawiciela w półfinale, bo Senegal szedł jak burza, a trafił na Turcję, czyli – obiektywnie trzeba przyznać – można było gorzej. Wszedł jednak Mansiz, w dogrywce strzelił gola i było po herbatce. To najważniejszy gol w historii reprezentacji Turcji.
Dwa kolejne dołożył w meczu o trzecie miejsce z Koreą. Jego świetne wejścia z ławki, charakterystyczna fryzura i błyskotliwa gra, szybko dały mu sporą popularność. U nas także, ale zwłaszcza w Japonii, gdzie długo po mistrzostwach dostawał atrakcyjne propozycje reklamowe i trafił nawet do klubu z Kobe. Bez powodzenia.
Po zakończeniu mundialu wszystko zaczęło się psuć. Mansiz nie potrafił potwierdzić klasy w piłce klubowej, a na domiar złego zaczęły go prześladować kontuzje kolan. Leczył, próbował wracać, znowu leczył.
Pewnego dnia, podczas rehabilitacji, wyszedł pobiegać do parku w Monachium. Poczekał na zielone światło, wszedł na przejście dla pieszych i wyleciał w górę na trzy metry, lądując na masce samochodu, który trafił go właśnie na wysokości kolan.
Efekt? Koniec kariery, siedem operacji kolana, żmudny powrót do pełnej sprawności.
W końcu stanął przed dylematem, co zrobić po wrzuceniu korków do skrzyni. Akurat sporą popularnością cieszył się program „Gwiazdy tańczą na lodzie” i różne jego krajowe odmiany. Przyjął zaproszenie z tej tureckiej.
Nie jestem specem, ale w programie chodziło o to, by gwiazda pląsała w parze z profesjonalistą. Gwiazdą był oczywiście Mansiz, profesjonalistką Olga Bestandigova, niespełniona słowacka gwiazda łyżwiarstwa figurowego. Najlepsze chwile w karierze przeżywała w parze z bratem akurat wtedy, gdy Ilhan zdobywał trzecie miejsce na świecie, a na jego widok sikały japońskie niewiasty. Pojechała wtedy – bez sukcesów – na igrzyska do Salt Lake City. - Nie chciałam pracować z piłkarzem, bo wydawało mi się, że oni są głupi jak but i myślą tylko o bieganiu za piłką i kopaniu jej – mówi w rozmowie z „Guardianem”. Chcąc nie chcąc jednak musiała, a potem – jakże filmowa historia – hmm, nie wnikając w szczegóły, stali się parą.
Mansiz, który chyba stał się ckliwy, łka w jednym z wywiadów, że kiedyś spytał ją, jakie jest jej największe marzenie. Powiedziała, że chciałaby pojechać raz jeszcze na Igrzyska Olimpijskie. Coś z szalonego Ilhana jeszcze zostało. Spróbowali. Od dwóch lat trwa operacja przemieniania niezłego piłkarza w niezłego łyżwiarza figurowego. Turek zarzeka się, że nigdy nie oglądał tego sportu (dziwnym trafem jestem w stanie mu uwierzyć), a pierwszy raz w życiu łyżwy miał na nogach w wieku 32 lat. W piłkę jednak też zaczął grać późno, a jakiś poziom osiągnął, więc może się uda?
Para trenuje w Obertstdorfie i w tym roku będzie brać udział w zawodach, które mogą jej dać przepustkę do Soczi 2014. W mieście, które my kojarzymy tylko z Turniejem Czterech Skoczni, może się dziać historia. Po raz pierwszy uczestnik piłkarskich mistrzostw świata może uzyskać kwalifikację na Zimowe Igrzyska Olimpijskie.
Gdyby tak się stało, może się też dziać moja prywatna historia. Dla Mansiza, byłbym w stanie po raz pierwszy w życiu oglądać łyżwiarstwo figurowe. Z obowiązkową gumką recepturką na czubku głowy.