We wczorajszym Cafe Futbol doszło do bardzo ciekawego starcia Romana Kołtonia z Piotrem Stokowcem. Trenera Polonii atakowano za to, że nie postawił się Ireneuszowi Królowi, że we wczesnej fazie paleolitu przesunął do Młodej Ekstraklasy Ebiego Smolarka. Najciekawsza była jednak sprawa koncepcji reprezentacji Polski.

REKLAMA
Kwestię Smolarka zostawię, bo moim zdaniem do każdego niezacietrzewionego człowieka trafia fakt, że każdy trener może każdego zawodnika przesunąć w każdym momencie z każdego powodu do Młodej Ekstraklasy. Niezależnie od tego czy kiedyś strzelił dwa gole Portugalii. Pokazówka? Może i pokazówka, ale kto wie czy nie potrzebna. Ja nie i Roman Kołtoń też raczej nie. Trener to trener. Na Twitterze po programie dziennikarz Polsatu napisał, że „trener ma prawo do decyzji a nie ma prawa do gnojenia.” Dokładnie tak. Dlatego miał prawo przesunąć Smolarka do Młodej Ekstraklasy, a nie miał prawa kazać mu ganiać nago po Placu Defilad. I z tego co mi wiadomo, tego nie robił, więc o co chodzi?
Śmieszyło mnie też naciskanie na Stokowca, by potępiał Króla. To oczywiste, że trener woli, by zawodnicy mu nie odchodzili i by sytuacja była komfortowa, może się stawiać w rozmowach z właścicielem, ale pewna elementarna przyzwoitość zakazuje jednak przychodzić do największego sportowego programu publicystycznego w kraju i mówić źle o swoim pracodawcy. Że Król nie ma elementarnej przyzwoitości? Zgoda. Ale świat nie jest oparty na zasadzie „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”, a przynajmniej nie powinien być na niej oparty. Stokowiec zachował się z klasą.
Najbardziej znamienna była jednak rozmowa o reprezentacji Polski. Kołtoń? Ten ma grać tu, ten tu, Obraniak tam. Borek: ja bym tego ustawił tu, a tego tam. Stokowiec: nie jestem na tyle blisko drużyny, by mówić. Nie znam tego zawodnika, tamtego.
Facet, który ma jakieś doświadczenie trenerskie, który się w tym fachu odnajduje póki co całkiem nieźle mówi o Obraniaku: „Nie wiem do końca, nie rozmawiałem z nim, nie znam”. Bardzo ostrożnie. Nie sprawia wrażenia, że pozjadał wszystkie rozumy. Tymczasem nie tylko na forach, ale też we wszystkich mediach każdy wie wszystko najlepiej. To, że się zrobiło wywiad z Obraniakiem, nie uprawnia automatycznie do wygłaszania tyrad o tym czy tenże się do kadry nadaje czy nie. Zawsze powinien być zostawiony jakiś cień wątpliwości.
Jasne, dziennikarz powinien być wyrazisty. Ładne, dosadne porównania są najciekawsze. Zostają w pamięci. Musi mieć ostre zdanie na każdy temat. Trafiające w punkt. Nieważne czy we właściwy, ale punkt. Tekst nie musi być prawdziwy, ważne żeby był ciekawy. Nie ma miejsca na powiedzenie „nie wiem”, „nie pracujemy z nim na co dzień”, „to już zostawmy trenerowi”. Ktoś zapomniał, że „wiem, że nic nie wiem” świadczy o mądrości, a „wiem, że wszystko wiem” raczej o czymś przeciwnym. Najlepsze jest to przekonywanie, że ludzie chcą tego słuchać. Że to dla czytelnika, dla widza. Ja jestem jakiś inny? Owszem, też lubię mocne porównania i dosadne określenia. Ale każdy – każdy – gdzieś ma granicę kompetencji, po której przekroczeniu powinien się poruszać ostrożniej, żeby nie narazić się na śmieszność.
Aha, jak wiadomo zaczniecie gdakać w komentarzach kim ja jestem i co ja mogę. To moje ulubione argumenty w dyskusji. Co ty osiągnąłeś, baranie? A potem pójdziecie na inną stronę jechać po Szpakowskim, mimo że osiągnęliście mniej od niego. Osiągnięcia nie mają tu nic do rzeczy, tak jak w sprawie Smolarek vs Stokowiec. Każdy może, prawda, krytykować. Nawet Romana Kołtonia.
PS W sprawie Smolarka wspomniano też o tym, że przesunięcie go to była decyzja Wojciechowskiego. Stokowiec zaprzeczył, ale wszyscy i tak wiedzieli swoje. "Fakty nie potwierdzają mojej filozofii? Tym gorzej dla faktów".

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?