W strefie mieszanej po meczu, nasi piłkarze zgodnie twierdzili, że byli „przemotywowani”. Trener Fornalik „był zbudowany koncentracją i wolą walki, jaką widział w szatni”. Cóż, ja bym wolał, żeby skoncentrowani i pełni woli walki byli na boisku. Polski piłkarz albo jest za mało zmotywowany albo za bardzo. „Ukraińcy zaskoczyli nas w pierwszych minutach i to ustawiło mecz”. A może by tak następnym razem samemu zaskoczyć rywali dwoma bramkami w siedem minut i ustawić sobie mecz?

REKLAMA
Irytujące było to wszystko, a tak pięknie się zaczęło. Wszyscy jadą na kadrę 100 kilometrów i więcej, a na końcu zawsze wszystko spartolą nasze orły.
***
Stacja Warszawa Stadion. Zadziwiające, jak niewiele trzeba, by miasto wyglądało schludnie. Wystarczy, żeby jakiś architekt wpadł na to, że skoro stadion składa się z biało-czerwonych szklanych płytek, to pobliska stacja też by mogła. Z telewizji i zdjęć sądziłem, że ta stacja to jakieś Bóg wie jakie architektoniczne cudo. A to zwykła surowizna, z kolorowymi szybami. Dobry pomysł to połowa sukcesu.
Stadion też robi świetne wrażenie. Zastanawiałem się czy ładniejszy z zewnątrz ten gdański czy jednak warszawski. W sumie, do teraz nie wiem. Oba zjawiskowe. Za to w środku Narodowy to jakiś zupełnie inny poziom. Bezsprzecznie najbardziej efektowny, na jakim byłem. I wydaje się dużo większy niż jest w rzeczywistości. Po tym jak wreszcie zobaczyłem wszystkie stadiony Euro 2012 (Wrocław i Warszawa w ostatnim tygodniu) stwierdzam, że Gdańsk najładniejszy z zewnątrz, Warszawa od wewnątrz, w Poznaniu była najlepsza atmosfera. A Wrocław? Duży, ale przy reszcie wypada blado i wygląda jak rolka papieru toaletowego.
Można się cieszyć z pierwszej akredytacji na reprezentację Polski, można zachwycać stadionem i napawać idealnym widokiem, liczyć, że atmosfera będzie rewelacyjna, bo jest komplet publiczności i wyczekiwanie czegoś wielkiego. Ale na końcu zawsze muszą wszystko schrzanić piłkarze.
Żal było na te zagubione dzieci patrzeć. Dokładnie objawiło się też, jak bardzo zastępczymi tematami byli Obraniak i to, że Lewandowski nie strzela w kadrze. To problemy zdecydowanie mniej palące niż absolutna i totalna bezradność w defensywie. Obrony nie było. Po raz kolejny nie została wpuszczona na stadion. Fornalik powiedział, że nie była monolitem. Klasyczny przykład eufemizmu. Ale tam nawet indywidualnie nikt nie dawał rady. Glik potykał się na piłce, z Boenischem i Piszczkiem skrzydłowi robili, co chcieli, Wasilewski był najsłabszy na boisku. Można być dobrym duchem drużyny i człowiekiem o wielkim charakterze, można świetnie mówić po polsku, ale zawsze gdzieś na końcu trzeba jeszcze pokazać grę w piłkę. „Wasyl” zagrał drugi mecz w tym roku i raczej się do kolejnych nie przybliżył. Ukraińcy nie musieli specjalnie dryblować czy wymyślać jakichś przesadnie skomplikowanych akcji. Wystarczy, że biegli do przodu, a nasi już czuli się zaskoczeni. Smutne.
Znamienne też, jak fatalnie zaprezentowali się gracze z naszej ligi. Ci, którzy w ekstraklasie błyszczą, tu zostali brutalnie obnażeni. Łukasik grał jako tako, tyle, że z wyłączeniem pierwszych 10 minut, w których niestety cały dygotał i to raczej nie z zimna. Kosecki zabłysnął nagim tyłkiem, który na Facebooku już teraz pięć tysięcy fanów. I to tyle o jego grze.
Ukraińcy nie byli wielką drużyną, ale byli drużyną. Zrobili z nami, co chcieli. A przecież mieli być rozbici, cali w chaosie, bez Konoplianki (tylko to się potwierdziło) i w ogóle bez szans. Powiedziałbym, że ostatni raz widziałem tak słabą obronę w 1979 roku, ale w międzyczasie jeszcze zobaczyłem spotkanie Bełchatowa z Podbeskidziem 6-0. To była podobna gra obronna Polaków.
Kosecki zapowiedział, że w spotkaniu z San Marino pokaże więcej, co w kontekście jego zaprezentowanej wczoraj gołej dupy nie wróży niczego dobrego. W czerwcu czeka nas bezpośrednia krwiożercza walka o czwarte miejsce w grupie. Z Mołdawią. Wyżej nie patrzmy.
PS Ten mecz każe jednak docenić to, co się udało Polakom zrobić na Euro2012. Tam do utraty trzech goli potrzebowali trzech meczów :-)

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?