Ekspert Wojciech Kowalczyk od Euro 2012 głosi, że Polacy powinni się skupić na budowie kadry na Euro 2016. Po – jak by to powiedział Leśnodorski „ch...ych” - albo – jak by to powiedział Zimoch – nie tak znowu znakomitych – meczach z Ukrainą i San Marino, do Kowalczyka dołączyło spore grono innych ekspertów. „Skupmy się na Euro 2016!”.

REKLAMA
A MŚ 2014 to pies?
Ja rozumiem odpuszczanie... Wróć. Nie rozumiem odpuszczania w sporcie. Właśnie rozgrywają się wspaniałe finały play-offów w Polskiej Lidze Hokejowej. JKH GKS Jastrzębie przegrał trzy pierwsze mecze, w czwartym – wydawało się ostatnim – przegrywał w drugiej tercji. Ale wygrał. Dzień później rozbił Cracovię 5-0, kolejne kilka dni później 3-2 na jej lodowisku, stał się pierwszą w historii drużyną, która w finale play-off ze stanu 0-3 doprowadziła do 3-3. A mogli oczywiście odpuścić i powiedzieć „skupmy się na budowaniu drużyny na sezon 2013/2014”.
Ale jakoś rozumiałbym obniżoną motywację, gdyby do polskiego awansu potrzebny był korzystny układ Marsa względem Wenus. Jesteśmy specjalistami od liczenia i wszelkich analiz. 17 wyników się ułoży, to wtedy awansujemy. Ale teraz? Gdy Serbowie mówią, że nie mają szans awansować, to spoglądam w tabelę grupy, widzę dziewięć punktów straty do Belgii i Chorwacji i mówię: macie rację! Jednak gdy mówią tak Polacy, mówię: pomyliłeś tabele.
My mamy cztery punkty straty i mecz rozegrany mniej. Nie musimy liczyć na nikogo. Nikogo. Nie musimy nawet wygrywać na Wembley. Wiem jak karkołomnie to brzmi, gdy jest się świeżo po oglądaniu polskiej reprezentacji, ale ludzie, to jeszcze nie jest jakaś beznadziejna sytuacja. Czarnogóra i Anglia grają jeszcze między sobą, więc kompletu punktów do końca nie zdobędą. A skoro nie, to da się ich dogonić.
Jest oczywiście bardzo mocny kontrargument. Nie mamy drużyny. W meczu z Ukrainą, po stratach bramek, nie było kogoś, kto by krzyknął, wstrząsnął. Każdy patrzył w ziemię. W starciu z San Marino, każdy tylko próbował przejąć piłkę na swojej połowie, przedryblować wszystkich i strzelić gola. Jak to mówią komentatorzy, „pomysł mieli dobry”. Tyle, że nie są Maradonami tylko Koseckimi, więc wykonanie było koseckie a nie maradońskie. Nie rozumiem świętego oburzenia środowiska, że tzw. Janusze wspierali San Marino. Że gwizdali na naszych? Bo też nasi się zachowywali żałośnie. Prosili się o wygwizdanie. I nie chodzi o to, że gra nie była super i że nie strzelili 170 goli.
Po prostu byli bez klasy. Wykłócanie się „Najlepszego Napastnika Świata” (NNŚ) o to, żeby mógł strzelić karnego i wielce się przełamać. Symulowanie faulu w polu karnym Arkadiusza Milika, po to byśmy mieli trzecią „jedenastkę” w meczu z San Marino. Kontynuowanie akcji, gdy jakiś producent oliwy z oliwek leżał z urwaną nogą. Cwaniakowanie Grosickiego względem innego księgowego, który ośmielił się kopnąć pana piłkarza, (prawie) kolegę Drogby, w kostkę. To było żałosne w meczu z San Marino, a nie to, że strzelili „tylko” pięć bramek. Ciekawe, czy tak by kozaczyli z Hiszpanami. Raczej by podeszli i grzecznie poprosili o koszulkę. A, w sumie już to zrobili w 2010.
Dlatego gwizdać kibice mieli prawo. Kibicować San Marino – jeszcze bardziej. Sam życzyłem temu boroczkowi, który wybiegł sam na sam z Borucem, żeby strzelił gola. Po pierwsze nam ta bramka żadnej krzywdy by nie zrobiła, a sympatycznym przybyszom dałaby sporo radości. Po drugie, byłoby to dobre zwieńczenie najładniejszej akcji meczu. Polacy tylu podań z klepki nie wymienili bodaj ani razu.
Fornalik zabronił wychodzić piłkarzom z hotelu między meczami. Ja myślę, że im by się przydało jak najbardziej wyjść i to bez trenera. Na piwo/wódkę/kręgle/bilard/gokarty itp. Żeby oni się poczuli drużyną. Żeby się jakoś zintegrowali, pogadali. Nie zgadzam się, że ci piłkarze nie potrafią grać w piłkę, ale zgadzam się, że nie potrafią grać w piłkę ze sobą.
Bo dlatego selekcjonera nazywamy selekcjonerem, że ma SELEKCJONOWAĆ. Nie ma wybierać reprezentacji pod kątem sumy umiejętności piłkarzy, tylko dobierać ich tak, żeby stworzyli drużynę. Dlatego kandydatura Macieja Korzyma do kadry nie jest głupia, tylko warta przemyślenia, nawet jeśli wszyscy się zgadzamy, że piłkarsko byłby najgorszy z całej tej drużyny.
I to jest mój główny zarzut do Fornalika. Nie to, że powołuje Boenischa czy Obraniaka. Nie to, że nie puścił tego do Cafe Futbol, a tamtego puścił na konferencję NC+. To, że wygląda na zahukanego. Boniek powie – on przytaknie. Borek/Kołtoń/Stanowski/inni powiedzą czy napiszą, on powoła. Skąd się wziął Boruc w kadrze na mecz z Irlandią? Przecież go pierwotnie nie było. Aż tu nagle – gdy cała Polska psioczyła, że go nie ma – komunikat „Boruc dowołany”. Fornalik nie ma być listonoszem do wysyłania powołań. Ma umieć niezależnie myśleć i mieć odwagę robić to, co myśli.
I w oparciu o to, budować drużynę na MŚ 2014. Gdyby ta kadra była stara, złożona z rówieśników Fornalika, wtedy można by myśleć o powoływaniu dziś słabszych i młodszych, lecz w perspektywie kilku lat lepszych i młodszych. Teraz kadrę mamy młodą. Trzeba powoływać tych, którzy się nadają tu i teraz. Inaczej znów wyprzedzimy tylko San Marino, w rankingu na dobre ugrzęźniemy w siódmej dziesiątce i znajdziemy się w sytuacji Węgrów, którzy zapaść mają za sobą i w normalnych warunkach już dawno pojechaliby na jakiś turniej, ale regularnie trafiają na bestialsko mocnych rywali.
Co jeśli postanowimy, że teraz trzeba budować kadrę na Euro 2016, a w losowaniu wpadniemy na Francję i Hiszpanię? Nic. Po prostu zaczniemy budować kadrę na MŚ 2018.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?