O autorze
Dziennikarz Przeglądu Sportowego
Publikowałem m.in. w "Kickerze", "Gazecie Wyborczej" i "Sporcie".
W latach 2012-13 red. naczelny SportSlaski.pl. Blog na naTemat.pl wyewoluował z bloga piłkarskiego, który działa, ale pod innym adresem, w bloga na którym piszę, gdy ruszy mnie coś innego niż futbol.

Piłkarskie Z nogą w głowie
[/url]Z nogą w głowie na Facebooku
Z nogą w głowie na Twitterze
O autorze
Kontakt z autorem: michal.trelaa@gmail.com

Nie będzie polskiej kompromitacji w pucharach

Lista polskich kompromitacji pucharowych jest solidnie dokarmiona i bogata, ale w tym roku się nie powiększy. Czas przestać traktować porażki naszych klubów w Europie jako wstyd, a zacząć jako naturalny stan rzeczy. Wątpię, by np. Albańczycy za każdym razem myśleli, że Vllaznia Szkodra podbije Ligę Mistrzów, a Zeta Golubovci do spółki z Besą Kavaje rozłupią w pył Ligę Europy. Spodziewają się raczej najgorszego, więc też nie przeżywają kompromitacji.



To dobra rada dla nas. Tak źle jak w ostatnich dwóch latach, dawno nie było. Sytuacje z poprzedniego i obecnego sezonu są jednak odrobinę różne. O ile wtedy łatwo było przewidzieć, które drużyny awansują do pucharów, a wskazanie mistrza Polski było jak wskazanie rezultatu rzutu kostką, o tyle nie sprawia dziś wielkich problemów wskazanie, kto wygra ligę, ale już kto będzie nas reprezentował w pucharach? Tajemnica taka, że ci od enigmy przeszliby na emeryturę.


Lech, Legia - wiadomo. Prezentują się na tyle nieźle, by ledwo prześlizgnąć się w dwóch pierwszych rundach przez jakąś zakaukaską drużynę i odpaść z losowo wybranymi Skandynawami, Austriakami czy południowymi Słowianami. Ale ich udział w europejskich pucharach nie podlega dyskusji. Jacy są, tacy są, lecz lepszych w tej chwili nie mamy, więc trzeba ich wystawić. Sęk w tym, że my mamy miejsc pucharowych aż cztery.


Cztery!

Oglądam mecz Śląska i myślę, że to niemożliwe, by ta drużyna awansowała do europejskich pucharów. Przecież ich metodą na mecze jest wieczne ślizganie się. Jakoś to będzie. Tyle, że ślizganie się wychodzi tylko tutaj. Śląsk już rok temu był słaby, ale w porównaniu do tego, co jest dziś, ten zeszłoroczny jawi się jako Wielki Śląsk.


A taka Wisła Kraków? Jutro gra ze Śląskiem. Jest wielce prawdopodobne, że jeden totalny przypadek (Wisła zwykle tak strzela), samobój Pawelca w stylu Dorde Cotry, strzał życia Sikorskiego, da temu zlepkowi awans do pucharów. Zlepkowi, który nie ma trenera, a jedynymi jego atutami są oldboje. Wisła zawsze była dla mnie potęgą, bo w takich czasach się wychowałem i jej udział w europejskich pucharach jest czymś najzupełniej oczywistym, ale ludzie, nie w tym roku. Wilk powiedział "W pizdu, co za sezon!" i miał rację. A na koniec Wisła miałaby awansować do pucharów? Jest blisko.

Ruch? Drużyna bez zalążka stylu, którą cechuje bylejakość, o której mówi się, że jest nieobliczalna i może wygrać z każdym, ale zwykle pokazuje, że z każdym to może, ale przegrać. Piłkarze, o których Mariusz Śrutwa mówi, że nie mają jaj, którzy narzekają, że media za bardzo napompowały balon przed meczem z Podbeskidziem Bielsko-Biała, którzy zostali zdemolowani przez Viktorię Pilzno będąc wicemistrzami Polski? Jasne, Pilzno to mocna drużyna, każdy widział, co robiła w Lidze Europy, ogrywała drużyny, które mają rezerwy mocniejsze niż Ruch pierwszy zespół, ale 0-7 w dwumeczu klasowy zespół nie przegrywa. Chyba, że "klasowy" rozumiemy jako "reprezentacja klasy 6C".

Górnik? Z Mączyńskim na środku, Boninem na skrzydle i Zahorskim w ataku? Zespół, który na wiosnę przegrał pięć meczów? W którym - paradoksalnie - jedynym jasnym punktem jest Prejuce Nakoulma? Oczywiście, z mojej perspektywy świetnie by było, gdyby dwie śląskie drużyny awansowały do pucharów (to możliwe), ale naprawdę, z czym do ludzi. Górnik, który tak znakomicie opanował system pucharowy, że co roku odpada w pierwszej rundzie Pucharu Polski?

A inne kandydatury? Piasta w kontekście pucharów nie traktuje poważnie nawet sam Piast. Fajnie się oglądało, jak poznaniacy wczoraj z gracją chwycili beniaminka za szyję i czekali aż ten wyda ostatnie tchnienie, ale trochę gorzej się robiło, gdy sobie człowiek przypominał, że tenże Piast wkrótce może z konieczności grać w pucharach. Polonia Warszawa nawet nie wiadomo czy w lipcu będzie istnieć. A Jagiellonia? Tę kandydaturę na pewno poważnie traktuje jej trener, ale raczej tylko on.

Oczywiście, skoro mamy tyle miejsc, to trzeba je będzie zapełnić. Mam jednak wrażenie, że w klubach doskonale wiedzą, co oznacza dla nich zetknięcie z Europą. Spore problemy. Dalekie wyjazdy, nieatrakcyjne mecze, rozbite przygotowania. Waldemar Fornalik wyświadczył bratu niedźwiedzią przysługę. Gdyby nie awansował do pucharów, kto wie, może Tomasz Fornalik dalej by pracował. Trenerzy nie są ślepi, też wiedzą, że przy mocarstwowych ambicjach naszych prezesów, lanie może drogo kosztować. A nie ma co potem latem oczekiwać niczego oprócz tęgiego mordobicia.

Marcin Brosz powiedział wczoraj w wywiadzie dla "PS", że poziom ligi wzrasta, tylko brakuje spektakularnego sukcesu w europejskich pucharach. Nie. Parę lat temu taki Piast nazywał się Odra Wodzisław. Też polegał na solidnej obronie i strzelaniu goli ze stałych fragmentów gry. Wtedy jednak pozwalało się to co roku psim swędem utrzymywać, teraz pozwala myśleć o europejskich pucharach.

Brosz myli skutek z przyczyną. Poziom ligi się obniżył, więc nie ma sukcesu w europejskich pucharach. Nie odwrotnie.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?