Prowizorycznie oczyszczam ławkę z ptasiego mleczka, wbijam sobie drzazgi w rękę (przypadkiem), siadam. Bramkarze gotowi? Liniowi są. Gramy. Pyk, pyk, pyk, pyk, wymiana piłki na pełnej szybkości, sytuacja sam na sam w 17 sekundzie. Bramkarz broni. To może jednak ta Liga Mistrzów nie jest taka super, skoro efektowniej potrafią grać nawet w krakowskiej okręgówce?

REKLAMA
Poprzedni odcinek cyklu "Zwiedzam Kraków", który zakłada zapoznanie się z miastem przez futbol, czyli zobaczenie wszystkich 39 krakowskich klubów piłkarskich na żywo w roli gospodarza, pisałem dawno. Trzeba było jednak ostudzić emocje po huśtawce nastrojów, jaką zafundowali mi ludzie z tych jakże barwnych C-klasowych klubów - Universum Kraków i Ekleru Baranówka.
Zaczęli ci pierwsi. Nie dostrzegli w tekście zachwytu, dostrzegli, że nie uznałem ich za przyszłe gwiazdy futbolu. Napluli jadem jak jeszcze nigdy wcześniej w historii tego bloga. Kiedy już się zatroskałem nadęciem niektórych ludzi, z frasunku wyciągnął mnie prezes Ekleru Baranówka, który nagle lutowego wieczoru do mnie zadzwonił.
- Ale pan o nas napisał! Aż do brata do Dębicy wysłałem! Wisi u nas wydrukowane w klubie. Przyjedź pan do nas kiedyś, do Baranówki. To po drodze na Kocmyrzów! A w ogóle, to we środy i w piątki smażę pączki na Kleparzu. Przyjdź pan mnie kiedyś odwiedzić!
Przychodzę w środę. Wciskają mi pączków tyle, że aż się uginam. I chleb. Taki, siaki, wszystkie. "Panie, pisz pan o nas częściej!".
***
Wyszedłem dziś z domu, patrzę, a tam wlepka "Je...ć Wisłę siekierami". Nawet by mnie to śmieszyło, gdyby niektórzy nie traktowali tego dosłownie. Wprowadziło mnie to jednak w klimat krakowskiego futbolu, więc dawaj, sprawdzać, kto też tu dzisiaj gra. Podgórze Kraków! Dziś na pączki nie liczę.
Kiedyś to była ekstraklasa. Brzmi to może śmiesznie, ale tak, przed wojną Podgórze występowało w najwyższej lidze. Takie zasłużone kluby warto oglądać, nawet jak grają dziś w okręgówce.
Gości wita napis: "Na Podgórzu wychowani, zawsze wierni i oddani". Na upartego, to zdanie mogłoby nawet dotyczyć mnie, choć z tym wychowaniem bym nie szalał. Na Podgórzu przyswajałem sobie raczej swego czasu tajniki sikania po pieluchach.
logo
Bardziej zwraca jednak uwagę... powieszony u dachu Kubuś Puchatek (@$@!#!?!), czy coś takiego i podpis: "Co ja pacze". Widział ktoś kiedyś podobne dziwo?
Trybuny skromne, drewniane, w wielu miejscach już nawet nie pamiętają, że kiedyś były drewniane i że były trybunami. Ale ludzi sporo. Więcej niż na II-ligowej Garbarni, grubo ponad 100. Oczywiście loża szyderców, której się już jednak obawiam. Byłem ostatnio na wspomnianej Garbarni, drze się taki na sędziego non stop, w końcu nie wytrzymuję:
- Panie, luz, drze się pan cokolwiek ten sędzia zrobi.
Wstaje, poprawia kołnierzyk, napina pierś.
- Ale ja tu jestem prezesem!
Ano tak. Stanisław Kogut jest wszędzie, tylko czasem się nazywa inaczej.
Na Podgórzu więc loża szyderców, pijąca wszystkie alkohole świata. Jakby Polmos rozbili. Ale na boisku cuda, cuda. Pisałem już, w 17. sekundzie akcja taka, że wbiłaby mnie w oparcie, gdyby było.
Entuzjazm szybko jednak ostudzono. Mecz derbowy z Prądniczanką toczył się w typowy okręgówkowy sposób: siła razy gwałt.
Porzuciłem w przerwie lożę, przeszedłem na drugą stronę, do... Grzegorza Patera. Tak tak. To nie zbieżność nazwisk. Ten, który 10 lat temu ładował dwie bramki Barcelonie w barwach Wisły Kraków, prowadzi teraz Podgórze, z którym awansował do okręgówki i walczy o kolejny awans. - Oni mnie w deski wciągną szybciej niż powinienem tam trafić - kręci głową. Jego chłopaki biją głową w mur.
W końcu jednak, w 85. minucie, na boisko przy ulicy Dekerta zstąpił Mariusz Magiera. To było jego firmowe zagranie. Gracz Podgórza wrzucił dokładnie tak, jak lewy obrońca zabrzan. To znaczy wszyscy myślą, że to dośrodkowanie, ale nikt nie dotyka piłki, co dezorientuje bramkarza i kończy się golem.
Na murawę wbiega najgłośniejszy z szyderców. Ten, który przed meczem przepowiadał: "Glory, glory Alleluja, Podgórze wygra, nie ma ch...!". Miał rację, toteż pobiegł uściskać strzelca. - Żeby tylko sędzia nie zapisał, bo będziemy płacić karę - martwi się Pater. - Prezesie, bo tam by się przydał jakiś płot. Już nie pierwszy raz nam wbiegają. Że też inni go nie zatrzymali - dodaje. Uff, czyli prezes to ten, który stoi koło niego, a nie ten, co wbiegał i walił w kocioł. Gdzieś jeszcze są obyczaje.
Do teraz trudno mi uwierzyć, że ten facet, który przyćmiewał jednego popołudnia Kluiverta, który parę lat później był moim pierwszym lokalnym idolem, gdy grał w Bielsku-Białej, obecnie pali nerwowo papierosy i wkurza się na swoich piłkarzy w meczu okręgówki.
Ciekawe, gdzie za te 20 lat spotka się obecne gwiazdki ekstraklasy. Całkiem niewykluczone, że w 38. odcinku "Zwiedzam Kraków".
Śledź "Z nogą w głowie" na Facebooku i Twitterze.
Poprzednie odcinki cyklu "Zwiedzam Kraków"
Universum
Garbarnia
Tramwaj
Hutnik