Autor: Jakub Kuza

Jeśli ktoś myśli, że piłkarze balują tylko teraz i balowali 30 lat temu, ten się myli. Balowali zawsze. W 1921 roku także. Dziś piłkarze idą do „Lornety z meduzą”, wtedy szli do „Sokoła”. Zawodnicy Cracovii II zdobyli mistrzostwo Polski klasy B i poszli w tany. Prym wiodła paczka ze Zwierzyńca, dzielnicy przyległej do Błoń. Wcześnie rano ktoś poinformował prezesa „Pasów”, że Cracovia demoluje urządzenia bufetowe. Cracovia, a ściślej paczka ze Zwierzyńca. U prezesa zawrzało. Zaprosił miglanców na rozmowę, ale ci nie tylko nie okazali skruchy, ale jako mistrzowie nie zgadzali się na żadną karę. Widząc to, pierwsza drużyna się zebrała i postanowiła wykluczyć „gwiazdorów” z rezerw. Ci znaleźli sobie skrawek trawy na Błoniach i założyli Zwierzyniecki KS Kraków.

REKLAMA
To było jednym z moich pierwszych krakowskich zaskoczeń piłkarskich. Przy Błoniach nie gra tylko Wisła i Cracovia, ale też Zwierzyniecki. Przechodziłem i przebiegałem obok tego stadioniku tyle razy, że aż było wstyd nie widzieć tam żadnego meczu. Wczoraj się wreszcie udało. Sobotnie wyjście było o tyle wyjątkowe w historii cyklu „Zwiedzam Kraków”, że okazało się, iż są na świecie jego wierni fani. Kuba odezwał się do mnie niedawno i wyraził chęć wspólnego wyjścia na jakiś mecz. Wielkie Derby Krakowa – Zwierzyniecki KS kontra Prokocim wydawały się idealną okazją.
Z malutkiego acz niezwykle klimatycznego stadioniku Zwierzynieckiego widać doskonale „stocznię”, czyli stadion Wisły i mniej doskonale, ale jednak, obiekt Cracovii. Klub od powstania był w jakiś sposób bardziej związany z Cracovią, lecz tak naprawdę piłkarze hasają pod nosem jednego i drugiego największego klubu w mieście, zwykle pozostając niezauważeni. W ostatnich latach wybił się tylko ze Zwierzynieckiego Rafał Grodzicki.
Wszystko na obiekcie Zwierzynieckiego jest utrzymane w klimatach kolorystycznych Korony Kielce. Żółto-czerwona brama, taki sam budynek klubowy, trybuny, ławki rezerwowych. Ze zdumieniem odkryliśmy też, że na terenie stadionu stoją... drukarnia i sklep zoologiczny. A co, przestrzenie handlowe mogą być tylko na nowoczesnych stadionach? Całkiem prawdopodobne, że obiekt Zwierzynieckiego przynosi klubowi więcej zysków niż Wiśle jej stadion.
logo
Autor: Jakub Kuza
Sam mecz z Prokocimiem zapowiadał się hitowo jako derby dwóch drużyn z góry tabeli, choć goście mają już dawno zapewniony awans do okręgówki. Widać zresztą po nich od pierwszej minuty wyższe umiejętności. Poziom zresztą zaskakująco dobry – nie ma rąbanki, tylko granie piłką, jesteśmy trochę zaskoczeni. Typowa dla niższych lig scenka rodzajowa rozgrywa się na samym początku meczu. Za głowami słyszymy kobietę mówiącą do małej dziewczynki: „Drużyna dziadziusia to ta w czerwono-żółtych koszulkach”. Dziadziusia?! Kuba patrzy na mnie, ja na boisko. Szukam starszego, łysawego gościa z brzuszkiem. W A klasie nawet spotkanie dziadka nie jest niemożliwe.
Przepraszam, a można wiedzieć czy dziadziuś gra?
Hahaha, nie! Jest trenerem!
Uff, to dlatego poziom taki dobry.
Absolutnym bohaterem jest jednak bramkarz Zwierzynieckiego, którego w pierwszej kolejności podejrzewałbym o bycie dziadkiem. Łysy, postury bardziej Boruca niż Fabiańskiego. Z zachowania też bardziej Boruc niż Fabiański. Bardziej Cantona niż sarenka. Nic groźnego się nie dzieje, a on drze się, opieprza, krzyczy. - Zamknijże się wreszcie – upomina go w pewnym momencie kolega z drużyny. Sędzia też upomina. Raz, drugi. Czuje, że powinien dać kartkę, ale chyba boi się reakcji tego niedźwiedzia. Gdy Prokocim w dwóch akcjach strzela dwa gole, bramkarz nic nie mówi, ale widać, że jest zagrzany na maksa. Jeden impuls i wyrwie chwasta, który się akurat nawinie. Za chwilę karny dla Zwierzynieckiego. Nikt specjalnie nie kwapi się do podejścia. - Strzela ktoś, czy ja mam podejść?! - wydziera się przez całe boisko. W końcu ktoś się zdobył na odwagę. 1-2.
Więcej goli nie było, choć sytuacje znakomite. Mecz niby o żadną stawkę, ale nerwy i tak czuć. Gracz Zwierzynieckiego fauluje. Gada coś do sędziego non stop. - Pana nigdy do drużyny nie wybierali, pan nie umiał pewnie grać w piłkę, to dlatego pan został sędzią – ogląda żółtą kartkę. Mieli inwektywy w zębach, ale chcąc nie chcąc odchodzi. Prokocim wygrywa i samotnie prowadzi w tabeli. My siedzimy i popijamy piwko, słońce praży. „Jak against modern football, to na całego” - rzuca Kuba.
No właśnie, w czym to w sumie gorsze niż stojąca na wprost Wisła i stojąca na boku Cracovia? Zaczynam się łapać na tym, że z większym zainteresowaniem oglądam mecze „Serie A” niż ekstraklasy.
logo
Jakub Kuza
Śledź "Z nogą w głowie" na Facebooku i Twitterze