Wiadomo, jakie skojarzenia wywołuje w większości przeciętnych zjadaczy tostów zbitka „poezja śpiewana” czy „piosenka poetycka”. Dym na scenie, stare niebieskie jeansy, zarośnięty bard, który dramatycznie opuszcza wzrok i niby to niedbale brzdęka steranymi paznokciami o struny. Na szczęście polscy wykonawcy rockowi i rapowi w ostatnich latach zrobili wiele, by te skojarzenia odsunąć. Efekt – znakomity.
REKLAMA
Nie przepuszczę żadnej okazji, by zacytować te słowa opowiadania „Jeżdżąc” Janusza Rudnickiego i się pod nimi podpisać. Żadnej. Jestem w wykorzystywaniu tych okazji skuteczny jak Filippo Inzaghi – i to będzie jedyny wątek futbolowy w tym tekście, zawiedzionych przepraszam: czasami człowiek musi. Niech więc się stanie.
Najwybitniejszy żyjący pisarz polski o piosence poetyckiej pisał tak: Mam obawy z poezją śpiewaną związane. A z piosenką poetycką w szczególności. Bo mi za dużo poetyckości w poezji śpiewanej. Nie lubię. Nie przestanę powtarzać, nie lubię. Poetyckości. Tego dymu, snującego się po scenach ze świecami. Poezja to ogień, nie dym. Albo twarz, poezja to twarz, a poetyckość to powłóczysty, muskający ją welon. Poetyckość ma się tak do poezji jak ładne porównanie do wyjebanej w kosmos metafory. Poezja spada na łeb jak donica z balkonu. To moment, sekunda, błysk. Impuls, porażenie. Piorun, bo poezja jest pionowa. Poetyckość jest pozioma, rozlewa się w prawo i w lewo, żeby dłużej się nią zachwycać. Jak pranie na wietrze. A poezja to sznur, na którym to wilgotne zalotne pranie wisi. Poetyckość to petting, poezja to rżnięcie. Poezja to odejmowanie, redukowanie, to kucie żelaza. A poetyckość to dodawanie, to dmuchanie kolorowego szkła. Poetyckość to choroba, to wysypka poezji, to huba na jej drzewie.
Ja tak rozumianej piosenki poetyckiej nie lubię i nie przestanę też powtarzać nie lubię. Sorry, Stare Dobre Małżeństwo, ale nie. Na szczęście w ostatnich paru latach da się zauważyć u młodych polskich muzyków tendencję do sięgania po poezję i nie robienie z niej poetyckości. Dzięki temu utwory dawnych poetów zaśpiewane dalej są „pionowe” a nie rozlewają się na lewo i prawo”.
Szczególne w tej kwestii zasługi ma Tomasz Kłaptocz, wcześniej wokalista zespołu Akurat dziś Buldoga. Można właściwie bez przesady powiedzieć, że to jemu zawdzięczam swoją największą – po Rudnickim – literacką fascynację, czyli Tuwima. Jeszcze za czasów Akurat nagrał z tym zespołem wiecznie aktualny wiersz „Do prostego człowieka”. Buldog to już eskalacja tekstów Tuwima. „Do generałów”, „Chrystus miasta”, „Venus” i wiele innych. Odświeżone i świetnie zaśpiewane utwory brzmią rewelacyjnie. Nie tylko zresztą Tuwima. Na płycie „Chrystus miasta” jest utwór Leopolda Staffa „Deszcz jesienny”. Ciekawy przypadek. Omawialiśmy go w liceum i myślałem, że ciekawsze byłoby obserwowanie, która brzoza za oknem szybciej rośnie. Parę miesięcy później usłyszałem wersję Buldoga i nie mogłem uwierzyć, że to ten sam wiersz. Wysłuchanie totalnie zmienia jego odbiór.
Nie mam wątpliwości, że gdyby pan Kłaptocz nie nagrał tylu piosenek Tuwima, nie mógłbym sobie smacznie spać w dzień, kiedy moi kumple z klasy pisali maturę z polskiego. Ale i bez tego byłbym mu wdzięczny.
Szczęśliwie jednak, nie tylko Tuwim i nie tylko Kłaptocz. Sam się dziwię, że tak późno ktoś wpadł na to, że nic nie nadaje się bardziej do tekstów rapowych niż rytmiczne, rymowane, regularne wiersze sprzed lat. Płyta „Poeci”, choć już nie tak świeża, jest absolutnie warta ponownego odkrycia. „Reduta Ordona” Mickiewicza, „Mochnacki” Lechonia, „Lubię, kiedy kobieta” Przerwy-Tetmajera wyrapowane brzmią nadzwyczaj dobrze i wpadają w ucho.
O istnieniu płyty „Poeci” wiedziałem od dawna i nie zawracałbym wam tym wszystkim głowy, gdybym kilka dni temu do niej nie wrócił i nie odkrył perełki. Nie tylko muzycznej, także tekstowej.
Nie tylko czytelnicy i autorzy tego serwisu, nie tylko Polacy, ale chyba ludzie generalnie mają tendencję do demonizowania naszych czasów. Jak to mówi Patrick w filmie „Przed północą”: „Każde pokolenie myśli, że jest świadkiem końca świata”. Cytuję fragment odkrytego niedawno przeze mnie wiersza Asnyka „Poeci do publiczności”, muzycznie zaadaptowanego przez Waldemara Kastę.
„Jesteśmy dziećmi wieku bez miłości
wieku bez marzeń, złudzeń i zachwytu
(…) wieku, co siły strwonił i nadużył
nic nie postawił, chociaż wszystko zburzył”
i jeszcze
„Karmić się co dzień skandalem, plotkami
różować twarze i przechodniów kąsać
wszystko szlachetne zdeptać, sponiewierać
potrzeba śmiać się, śmiać się i umierać”.
różować twarze i przechodniów kąsać
wszystko szlachetne zdeptać, sponiewierać
potrzeba śmiać się, śmiać się i umierać”.
Zamiast mówić, że wiersze są „głupie” i „nie dla mnie” warto spróbować ich posłuchać. Może to skłoni do refleksji i niewypisywania dyrdymał pt. „Dokąd zmierza świat? Interesujemy się plotkami a nie poważnymi sprawami!!!”.
Mam nadzieję, że artyści pójdą tą drogą i będą coraz częściej odświeżać znane i nieznane wiersze. Czekam szczególnie aż ktoś nagra „Wiosnę” Tuwima! Jeśli czegoś po skończeniu szkoły żałuję, to nie tego, że nie uczyli mnie o żołnierzach wyklętych, a tego, że narazili mnie na nieznajomość tak genialnego wiersza jak „Venus”. Pewnie gdyby Buldog go nie nagrał, do dziś żyłbym w nieświadomości.