- Gol jest jak orgazm - coraz trudniej o niego na świecie - napisał Eduardo Galeano, co w ostatnich latach jest oczywistą bzdurą, bo świat przeżywa - jak to nazywa Rafał Stec - "wystrzałową erę futbolu". Żeby zdanie było prawdziwe, trzeba by było je trochę zamienić jak w dowcipie o Radiu Erewan. Nie gol jest jak orgazm, tylko napastnik i nie na świecie, tylko w Polsce.

REKLAMA
To temat ostatnio u nas modny, bo faktycznie, zapaść jest niewyobrażalna. Nie dość, że wystarczy u nas trafiać rzadziej niż w co drugim meczu, żeby zostać królem strzelców, gdy w niektórych krajach europejskich strzelanie częściej niż w każdym mecz nie wystarcza, to jeszcze młodych nie widać. W polskiej lidze strzelają albo zagraniczni napastnicy, albo 30-letni panowie z brzuszkami. Najskuteczniejszym polskim napastnikiem w zeszłym sezonie ekstraklasy był Bartosz Ślusarski i tu właściwie wywód o tragedii w napadzie można by zakończyć.
Gdy jednak karierę zakończą roczniki ślusarskopodobne, zostaną tylko śmierć i halucynacje z niedożywienia.
Po 1989 roku napastnicy się w Polsce niemal nie rodzą. Jeśli się pojedynczy rodzili, to już są za granicą (Sobiech, Milik). Szukałem tylko napastników. Nie interesowali mnie bramkostrzelni boczni pomocnicy, ofensywni pomocnicy czy ładujący bramki obrońcy. Szukałem przedstawicieli gatunku "typowy napastnik" urodzonych w latach 90.
W ekstraklasie najskuteczniejszy był Maciej Jankowski, 23-latek z Ruchu Chorzów, który strzelił sześć goli. O święci pańscy.
W I lidze mieliśmy już istny wyścig panów z brzuszkami. Wygrał Maciej Kowalczyk, zwany też czasem "K.". Sporo strzelali też Paweł Abbott, Arkadiusz Aleksander, Mateusz Piątkowski, Przemysław Pitry, Sebastian Olszar, Emil Drozdowicz, Adam Cieśliński. Przecież oni byli młodzi 150 lat temu. Obok nich oczywiście gracze z zagranicy.
Najskuteczniejszy polski napastnik U-23 w I lidze to Michał Zuber z Górnika Łęczna. Przemilczam fakt, że często grał ustawiony na skrzydle. Jeśli nie liczyć niego, to nie znajdzie się chyba nikogo.
Jest taka "mądrość" ludowa, która mówi, że polskie kluby ściągają "szrot" z zagranicy, zamiast poszukać młodych Polaków w okolicznych lasach. Tam się bowiem rodzą na kamieniu. A mam wrażenie, że polskie kluby po prostu muszą ściągać stranierich, bo wszyscy nieliczni swoi już sprawdzeni.
Nurkujemy dalej. II liga. Wschód. Jeden polski napastnik, 21-letni Paweł Moskwik z Puszczy Niepołomice przekroczył granicę 10 goli. Dla regularnie grającego napastnika to powinna być granica przyzwoitości, zwykle jednak jest sezonem życia. Na zachodzie mamy rodzynka Szymona Skrzypczaka. 23-latek z KS-u Polkowice strzelił 21 goli. To jest wynik! Już trafił do Górnika Zabrze, gdzie przegrywa rywalizację z Mateuszem Zacharą, który jeśli gdzieś strzelił gola, to było to dawno i nieprawda. Był też Marcin Ściański, który jesienią w Ruchu Zdzieszowice trafił osiem razy, zauważył go GKS Tychy, dla którego wiosną strzelił dwie bramki i doznał kontuzji. Ma więc 10 goli w sezonie. No i Paweł Tabaczyński z Calisii, od obecnego sezonu grający w Chrobrym Głogów.
To pokazuje ogrom dramatu młodych polskich napastników. Kryzys wymusił na klubach, żeby ich wystawiały. Sporo naprawdę gra regularnie. Tyle, że oni nie potrafią strzelać goli. Może mają inne świetne atuty, może mają wpływ na grę swoich drużyn, ale goli nie strzelają. W trzech polskich najwyższych ligach, czyli w 70 drużynach, tylko czterech Polaków U-23 potrafiło strzelić więcej niż 10 goli w sezonie. CZTERECH! Powyżej 20 goli strzelił tylko jeden, a właściwie jak ktoś chce błyszczeć w ekstraklasie czy w I lidze, to niższe powinien przerastać i walić bramkę w każdym meczu. Zarówno Moskwik, jak i Skrzypczak oraz Ściański w tym sezonie grają już w wyższych ligach, a Tabaczyński zmienił klub na lepszy w obrębie II ligi. Niech nikt mi nie mówi, że kluby przegapiają młodych, bramkostrzelnych.
Ale pomyślałem, że może to wszystko za wysoko i już w III lidze rodzą się na kamieniu. Faktycznie, jest lepiej. Niewiele lepiej, ale lepiej. We wszystkich III ligach w Polsce naliczyłem 24 polskich napastników U-23, którzy strzelili powyżej 10 goli. To dalej mniejszość w klasyfikacjach strzelców, ale już jakaś liczba, z której można wybierać.
Aż ośmiu z nich już tego lata trafiło do wyższej ligi. Adam Setla awansował z Odrą Opole, Michał Pruchnik ze Stalą Mielec, Dawid Dzięgielewski przeszedł z MKS-u Kutno do GKS-u Tychy, Rafał Figiel zamienił UKP Zielona Góra na GKS Katowice, Wojciech Szuba trafił z Polonii Sparty/Świdnica do Górnika Wałbrzych, Łukasz Spławski z Nielby Wągrowiec do Warty Poznań, Maciej Kononowicz z Unii Swarzędz do UKP Zielona Góra, a Michał Szubert z Dębu Dębno Lubuskie do Arki Gdynia.
Co więcej, 11 z nich było w ostatnim czasie na testach w klubach ekstraklasowych, I-ligowych bądź chociaż II-ligowych. Nie można więc powiedzieć, że lepsi ich nie sprawdzili.
Zostało pięciu, o których nie wiem czy byli gdzieś sprawdzani. Może tak, ale takich informacji nie znalazłem: Michał Bal z Pogoni Grodzisk Mazowiecki, Michał Miller z MKS-u Korsze, Paweł Zieliński (brat Piotra z Udinese) z Bielawianki Bielawa, Jakub Antosik z Sokoła Kleczew i Szymon Rychłowski z Polonii Gdańsk. O nich (może) można powiedzieć, że najlepsi ich przegapili. A może ich oglądali i stwierdzili, że są za słabi.
Przy okazji, zauważyłem, że do niesamowitej - w dzisiejszych czasach - sytuacji doszło w Polonii Gdańsk. W czasach, gdy trudno o bramkostrzelonego snajpera, w tym III-ligowcu w zeszłym sezonie grał duet (!!!) napastników, którzy strzelili ponad 10 goli. Adam Piątkowski był zresztą sprawdzany przez Arkę Gdynia.
Nie ma żadnej gwarancji, że ktoś z III ligi przebije się w dwie czy trzy ligi wyżej, a jednak większość zostało sprawdzonych. Mam wrażenie, że kluby są tak zdesperowane, że jeśli tylko istnieje szansa, że dany delikwent prosto kopie piłkę, to już zapraszają go na testy.
Sytuacja jest dramatyczna. Górnik, Pogoń, Lechia, Ruch, Podbeskidzie, Cracovia i Korona nie mają napastnika. Wisła ściąga Brożka i marzy, że ten odpali, ale nie musi. Paixao ze Śląska i Balaja z Jagiellonii jeszcze trudno oceniać, mimo że zaczęli dobrze. W porywach w dziesięciu klubach straszy wyrwa w ataku.
Kibice większości z nich domagają się transferu "typowej dziewiątki", najlepiej młodego Polaka i z regionu. Takich niemal nie ma. Można oczywiście próbować brać gościa, który nie strzela w IV lidze i liczyć, że zacznie strzelać w ekstraklasie. Można, ale po co?
Śledź "Z nogą w głowie" na Facebooku i Twitterze.