O autorze
Dziennikarz Przeglądu Sportowego
Publikowałem m.in. w "Kickerze", "Gazecie Wyborczej" i "Sporcie".
W latach 2012-13 red. naczelny SportSlaski.pl. Blog na naTemat.pl wyewoluował z bloga piłkarskiego, który działa, ale pod innym adresem, w bloga na którym piszę, gdy ruszy mnie coś innego niż futbol.

Piłkarskie Z nogą w głowie
[/url]Z nogą w głowie na Facebooku
Z nogą w głowie na Twitterze
O autorze
Kontakt z autorem: michal.trelaa@gmail.com

Paryski Blitzkrieg

Żołnierze z Marsylii szli przez Paryż targany Rewolucją Francuską i śpiewali: "Do broni, bracia dziś! Zewrzyjcie szyki wraz! I marsz, i marsz! By ziemię krwią napoić, przyszedł czas!" Ponad dwieście lat później, ich potomkowie wychodzili ze słowami Marsylianki w głowie na murawę w Paryżu i odprawili największy wojenny spektakl we współczesnej Francji. Niesamowity, najbardziej elektryzujący mecz nad Sekwaną, budzący największe emocje, pochłaniający największe środki na bezpieczeństwo. Czyli starcie Paris Saint Germain z Olympique Marsylia.



Dobrze, może na co dzień nie jestem specjalnie pokojowo nastawiony do otaczającego mnie świata, ale na przykład w święta jestem zupełnym pacyfistą. Filmy wojenne? Jakbym chciał, to bym sobie odpalił "Helikopter w ogniu" czy "Dziewiątą kompanię". Chciałem meczu. No i masz ci los, wybrałem sobie Paryż z Marsylią. Czyli Blitzkrieg. 90-minut bardzo intensywnej wojny. A potem się rozchodzą...

Kto mówi, że Real Madryt zabija w Gran Derbi futbol, ten nie oglądał francuskiego klasyku. Kto mówi, że Korona Kielce to zespół brutali, ten myli zawodników Leszka Ojrzyńskiego z pociesznymi malutkimi surykatkami. W tym meczu nie było tak znienawidzonego przeze mnie „aktorzenia“. Jak facet leżał i zwijał się na boisku, to od razu było wiadomo, że właśnie albo odniósł kontuzję wykluczającą go z gry na kilka miesięcy, albo był od tego o krok. Nikt jednak nie schodził. Każdy otrzepywał się i chciał wracać na front. Prosił tylko masażystę, by szybko przyszył mu nogę i dawaj w środek tej jatki...

Piękno futbolu? Fair play? Nie tutaj. Na Parc des Princes nie pojawili się w ogóle kibice gości. Żeby uniknąć zadym. Przy każdym rzucie rożnym wykonywanym przez marsylczyków, uzbrojeni po dziąsła ochroniarze zasłaniali tarczami piłkarzy przed lecącymi w ich kierunku przedmiotami. Gwizdy nieziemskie. Francuskiego nie znam, ale podejrzewam, że kibice też raczej nie skandowali: „Marsylia do domu!“. Bramki? Tak, owszem w pierwszej połowie jedna padła. Ale zawodnicy padali jeden raz na minutę. Kapitan PSG Mohammadou Sissoko wyleciał z boiska dopiero w 86. minucie, ale przy mniej pobłażliwym arbitrze dostałby do tego czasu już ze cztery czerwone kartki. Jeśli gra toczyła się akurat na ziemi, to piłkarze deptali się po piszczelach wyprostowanymi nogami. Jeśli w powietrzu - wbijali sobie łokcie w skronie. Poza tym, specyfika obu drużyn i całej ligi francuskiej, fundowała niesamowity widok, ziejących żądzą mordu wielkich atletycznych Murzynów, okładających się pięściami z ziejącymi żądzą mordu wielkimi atletycznymi Murzynami w innych koszulkach.


A, rzuty rożne. To było widowisko dla spragnionych Igrzysk Olimpijskich. Nie wiem, na jakim poziomie będzie tam stał turniej zapaśniczy, ale tu stał na całkiem niezłym. Sędzia w ostatnim meczu Barcelony w Lidze Mistrzów gwizdnął faul Nesty? OK, ale chcąc być konsekwentnym, ten sam arbiter po każdym kornerze musiałby gwizdać... siedem „jedenastek“ pod rząd, bo w polu karnym rozgrywało się jednocześnie minimum siedem zapaśniczych pojedynków.

Naprawdę, trzeba tu powiedzieć za feministkami. To była prymitywna samcza rozrywka. Ale dała mi wiele takiej pierwotnej radości podobnej pewnie do tej z czasów, gdy moi praojcowie okładali się jeszcze po łbach maczugami. W drugiej połowie trochę opadli piłkarze z sił i zajęli się strzelaniem bramek. Ładną akcję stworzyła Marsylia - główka, główka, gol - minutę później po rogu strzeliła jedyna „biała szafa“, czyli Alex. I Paryż mógł szaleć - dzięki wygranej wojnie wciąż walczy o mistrzostwo z sympatycznym Montpellier.

Marsylia wkurzona tym, że od końca stycznia nie potrafi odnieść zwycięstwa (!) pożegnała się z Parkiem Książąt z przytupem. Rozpędzony Brandao, wbijając się nogą wyprostowaną na wysokości pasa w bramkarza paryżan, sprawił, że jeśli nawet PSG odniosło zwycięstwo, to raczej pyrrusowe.

PS Przypominam, że można znaleźć Z nogą w głowie także w wersji facebook'owej.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Przez dwa miesiące byłam streamerką gier. Oto, czego się nauczyłam
JANDA 0 0Kremy z kolagenem: nie bierz pierwszego lepszego. To skomplikowany składnik
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
0 0Polskiej szkole przydaliby się tacy nauczyciele. "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" w teatrze
WYWIAD 0 0Dlaczego faceci nie chcą seksu. Seksuolożka wylicza powody i radzi, jak to zmienić
0 0Słynna fabryka ogłasza zwolnienia grupowe. Miśnieńska porcelana walczy o przetrwanie