Na szczęście nie chodzi o zwyczaj happy hour w knajpach, zaraz opatentowane byłoby chodzenie na spacer lub do pracy. Bill Lee, amerykański milioner i inwestor, wynalazł sposób na "happy hour" w mediach społecznościowych
REKLAMA
Na czym polegałaby idea? Np. w grach online: Jan Kowalski gra w Diablo 3 i płaci 100 USD firmie Blizzard za to, że przez określoną godzinę pojawia się w grze happy hour i wszyscy gracze mogą kupować określone przedmioty za pół ceny. Oczywiście wszem i wobec jest ogłoszone, komu gracze to zawdzięczają, otrzymuje on podziękowania, wzorując się na serwisach społecznościowych zdobywa followerów.
Wszyscy zadowoleni: fundator (bazuje to na ludzkiej potrzebie zdobycia uznania, co można zrobić relatywnie niewielką kwotą), gracze (kupują przedmioty za niższą cenę) i zarządzający grą (zwiększają się obroty, gracze szybko kupują dany przedmiot, bo dana okazja może się już nie powtórzyć).
Ale docelowo Bill Lee największe pieniądze widzi w serwisach społecznościowych Facebook i Twitter, które byłyby nośnikiem takiej reklamy i happy hour ogłaszanej przez np. supermarkety, sklepy i inne podmioty sprzedające usługi.
Czytaj o wirtualne happy hour w wydaniu Bill Lee.
Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że Bill Lee to biznesmen, który już w 2000 roku zarobił na sprzedaży firmy doradczej Remarq 265 mln dolarów, a ostatnio może pochwalić się sukcesami jego "kosmicznej" firmy SpaceX, którą wycenia się już na miliardy dolarów (zajmowałaby się "importem" surowców z asteroidów).
On inwestuje tam, gdzie zarabia się pieniądze.
