Narzekamy na umowy śmieciowe, a nie zauważamy innego problemu - świat mówi nam "Nie dziękuję, idę gdzie indziej"
REKLAMA
Włożę kij w mrowisko różnym populistycznym twierdzeniom o umowach śmieciowych, wyzyskujących przedsiębiorcach itd.: w Polsce coraz trudniej jest robić biznes. Niestety, ale smutna prawda jest taka, że coraz więcej firm wyprowadza się z Europa, bo jest ona "przeregulowana" i bardzo mocno "socjalistyczna".
Jeden z największych banków na świecie HSBC wyprowadza się z Europy, a jego menedżer, mój znajomy, stwierdził że według Banku Europa już nie będzie się rozwijać, jest tutaj dużo barier prowadzenia biznesu, duże koszty pracy i teraz gospodarka światowa kręci się gdzie indziej - w Azji.
Żeby nie było wątpliwości - nie pochwalam wyzysku, z którym kojarzą nam się Państwa azjatyckie, braku poszanowania praw człowieka itd. Ale niestety obserwuję też w wielu dalekowschodnich Państwach głód sukcesu i żądzę ciężkiej pracy, ich obywatele ciężko pracują, aby dogonić Europę, nie narzekają na śmieciowe umowy i inne problemy, budują wartość ich gospodarki.
Smutna prawda jest taka, że dzisiaj zbieramy profity z tłustych lat, kiedy Europa kolonizowała inne kraje i żyła niejako z wyzysku dalekowschodnich nacji. Te czasy jednak powoli odchodzą w zapomnienie, azjatyckie tygrysy się rozwijają, dołącza do nich Brazylia, a Europa wraz z domagającymi się kolejnych socjali obywatelami dryfuje sobie w najlepsze.
Niestety, świat się zmienia, gospodarki też, a naszym obowiązkiem jest umieć się dokształcać, rozwijać, wdrażać innowacje. Natomiast w radiu i gazetach słyszymy o strajkujących obywatelach domagających się kolejnych pakietów osłonowych, dopłat, umów o pracę gwarantujących im różne prawa itd.
Apeluję więc do wszystkich: przedsiębiorca to nie jest wyzyskiwacz. To człowiek, który zainwestował prywatne pieniądze, aby coś stworzyć. Nikt mu nic nie gwarantuje, zmaga się z trudnościami rynku, twardą konkurencją, dużymi podatkami, jest nękany non-stop kontrolami. A że chciałby zatrudniać wtedy, gdy faktycznie ma pracę to trudno mu się dziwić. w tej relacji to pracodawca ryzykuje swoimi pieniędzmi, nie pracownik.
