Członkowie konfratrii w strojach organizacyjnych. Malaga, Semana Santa
Członkowie konfratrii w strojach organizacyjnych. Malaga, Semana Santa Sergiusz Pinkwart

Wielogodzinne procesje zakapturzonych postaci, muzyka flamenco, barokowe lektyki dźwigane ciasnymi uliczkami na barkach pątników, paradna musztra hiszpańskiej Legii Cudzoziemskiej, no i boski Antonio Banderas, którego rodzina od pokoleń należy do bractwa Esperanza. Właśnie zaczął się świąteczny tydzień w Andaluzji.

REKLAMA
Gniewny warkot werbli poderwał na nogi cały hotel. Dwa takty później dołączyły się trąbki i puzony. Melodia była marszowa, z pewnością religijna, choć niepokojąco rwała się, niczym tęskna pieśń flamenco śpiewana przez starego Cygana na placu przed katedrą. Na zegarku leżącym przy łóżku blado majaczyła druga w nocy. Owszem, recepcjonista coś napomknął, gdy się meldowaliśmy, że uroczyste procesje pokutne zaczynają się w Maladze dość wcześnie, ale sądząc po stanie, w jakim dwie godziny temu w pobliskim barze zostawiliśmy szerokie grono rozbawionych malagueños, nie spodziewałem się zobaczyć któregoś z mieszkańców miasta przed obiadem.
logo
Mieszkańcy Malagi świętują Semana Santa w barach tapas, gdzie jednym z największych przysmaków są suszone szynki z czarnych, iberyjskich świń. Sergiusz Pinkwart

Tymczasem dźwięk werbli się nasilał, muzyka zbliżała się, a z nią miarowy odgłos kroków setek stóp. Okna w hotelu otworzyły się z trzaskiem i zgodnie wciągnęliśmy w płuca chłodne (najwyżej 12 stopni Celsjusza), pachnące pierwszymi kwiatami powietrze. I wtedy ich dostrzegliśmy. W migotliwym świetle świec poruszali się dostojnie. Wysmukłe postacie z twarzami zakrytymi wysokimi, spiczastymi kapturami, jedynie z otworami na oczy. Dźwigali na ramionach olbrzymią, przypominającą statek lektykę, zwaną tu „tronem”. Postać stojąca na szczycie długiej na 5-6 metrów drewnianej konstrukcji, wydała mi się znajoma. Ale dopiero po chwili zrozumiałem, że to nieco ukryta w mroku figura Chrystusa. Na samym „dziobie” dźwiganego na barkach „statku”, przymocowany był niewielki, najwyżej trzydziestocentymetrowy dzwon. Gdy tragarze domaszerowali do rogu ulicy, mistrz ceremonii, z odsłoniętą twarzą, ale w dziwnej chuście przypominającej nakrycie głowy egipskich urzędników faraona, uderzył drewnianą pałką w dzwon i cała procesja stanęła. Tragarze jednym, płynnym ruchem postawili lektykę na ziemi i rozluźnieni, z szerokimi uśmiechami sięgnęli po papierosy. Z towarzyszącego im tłumu wyszły żony i córki, by podać spracowanym pątnikom butelki z wodą. Przerwa.
logo
Procesja trwa ok. sześciu godzin. Mniej więcej co kwadrans jest okazja, by się odświeżyć i uzupełnić płyny. Sergiusz Pinkwart

Turyści, których szczególnie na kulminację procesji w Wielki Czwartek przybywa do Malagi ok. 700.000, często zachwycają się „średniowieczną surowością” święta Semana Santa w Andaluzji. Rzeczywiście, malowniczo zakapturzeni „nazareños” – jak się nazywa członków konfratrii, którzy w procesjach noszą „trony”, przypominają biczowników przemierzających Europę Zachodnią w XIII wieku. Tak jak i tamci, często dodatkowo umartwiają się: do butów wkładają kamyki, poszczą, oczy przewiązują opaskami i podobno (tego na własne oczy nie widziałem) niektórzy chłoszczą swoje ciała biczami zakończonymi metalowymi kulkami. Ale tradycyjne procesje w Maladze nie mają nic wspólnego ze Średniowieczem.
logo
Nazareños, czyli nazarejczycy – takim słowem określają się członkowie konfratrii niosący trony. Sergiusz Pinkwart

Wszystko zaczęło się w 1505 roku, a więc w rok po tym, jak Michał Anioł we Florencji wyrzeźbił w marmurze posąg Dawida, a Leonardo da Vinci zaczął malować Giocondę. W Europie był już więc Renesans, gdy Hiszpania na świeżo odzyskanych od Maurów terenach Andaluzji, wprowadzała swoje porządki. To wtedy powstały pierwsze „bractwa”, które zrzeszały rzemieślników zamieszkujących poszczególne kwartały miasta. Po pięciuset latach tradycja jest wciąż żywa. Miejsce na trybunie honorowej, gdzie prowadzą trasy wszystkich procesji kosztuje dziś 700 euro (za cały tydzień). A burmistrz, tak jak przed wiekami Poncjusz Piłat, w Wielki Piątek uwolni jednego ze skazanych, odbywających karę w miejskim więzieniu. Będą mu za to bić brawo tłumy zakapturzonych postaci.
logo
Członkowie bractw niosą tron. Czasem jest ich niemal 300. Sergiusz Pinkwart

Bractwa w Maladze zrzeszają 70 tys. osób, a uczestnictwo w konfratrii przechodzi z pokolenia na pokolenie. Zresztą młodzieży jest sporo. Już niemowlakom rodzice kupują stroje w barwach bractwa. Kilkuletnie dzieciaki podczas procesji co chwilę podbiegają do pątników i proszą o nakapanie wosku na gałganek, z którego formują wielkie kule. To element sportowej rywalizacji: im większa kula z wosku zebranego od „nazareños” – tym większy szacunek na podwórku.
Centrum Malagi już od Niedzieli Palmowej jest zastawione płotkami. Ulice są zamykane kilka razy w ciągu doby, a na przystankach autobusowych porozlepiano skomplikowane mapki ukazujące trasy i godziny przejść procesji. Każde z 18 bractw niesie po dwa „trony”: jeden z Marią i jeden z Jezusem. Takie przejście trwa ok. sześciu godzin.
logo
Santa Maria z tronu konfratrii Esperanza Sergiusz Pinkwart

Barokowe trony, ozdobione świeżymi kwiatami, ale też i kunsztownymi akantami, potrafią ważyć pół tony, a niesie je na swoich barkach nawet trzystu „nazareños”. Większość ma na sobie długie, powłóczyste szaty i spiczaste kaptury zasłaniające twarz. Wyglądają jak duchy z kreskówek. Chodzi oczywiście o symbolikę: „Wszyscy jesteśmy równi wobec Boga”. Wysokie kaptury pomagają ukryć różnice wzrostu pomiędzy pątnikami. W kapturach wyglądają jak karna armia. To, co mnie zastanawia, to brak duchowieństwa. Nie widzę żadnych księży, czy biskupów. Czyżby to była uroczystość wyłącznie świecka?
logo
Najmłodsze pokolenie nazareños wchodzi do gry. Sergiusz Pinkwart

A może biskupi i miejscowi proboszczowie ukrywają twarze pod kapturami, jak zwykli śmiertelnicy i gwiazdy? Idąc ulicami miasta za procesją bractwa Esperanza, próbuję odgadnąć, która z zakapturzonych postaci, to Antonio Banderas. Hollywoodzki aktor rodem z Malagi co roku przyjeżdża na Semana Santa w rodzinne strony. Mieszka we własnej willi, w pobliskiej Marbelli i bierze czynny udział w procesjach. Jest też honorowym gościem podczas uroczystej parady Legii Cudzoziemskiej.
logo
Antonio Banderas na paradzie Legii Cudzoziemskiej w Maladze. Sergiusz Pinkwart

Tak, nie tylko Francja ma swój Légion Etrangère. Hiszpańscy legioniści stacjonują na co dzień w bazach wojskowych na wybrzeżu Maroka, ale co roku defilują w Maladze z wielkim krzyżem na ramionach. Zlatuje się całe miasto, żeby podziwiać pokaz ich musztry.
logo
Cała Malaga wylega na ulicę, żeby zobaczyć pokaz musztry Legii Cudzoziemskiej. Sergiusz Pinkwart

A wieczorem w barach tapas i tawernach legioniści chętnie fotografują się z turystkami. Przy szklaneczce tinto de verano (czerwone wino ze spritem i lodem) i pogryzając pescaito frito (małe, grillowane sardynki) snują opowieści o wojnie w piaskach Sahary.
logo
Legia Cudzoziemska Sergiusz Pinkwart
logo
Legia Cudzoziemska śpiewa bojowe marsze podczas procesji. Sergiusz Pinkwart
logo
Parada Legii Cudzoziemskiej Sergiusz Pinkwart

Trzy uderzenia w dzwon. Nazareños gaszą papierosy, zakładają kaptury i nakładają na barki ciężki, drewniany tron. Odzywają się werble, a potem dołączają trąbki i puzony. Konfratria rusza wolnym, miarowym krokiem. Migotliwy blask świec znika za zakrętem ulicy, a dźwięk werbli jeszcze długo niesie się w chłodnym, pachnącym wiosną, nocnym powietrzu.
logo
Oprócz konfratrii, malutkie trony niosą pracownicy andaluzyjskich korporacji. Tu prawnicy... Sergiusz Pinkwart

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?