O autorze
MAGDALENA PINKWART: Urodziłam się w Warszawie, w rodzinie dziennikarzy i podróżników. Więc to naturalne, że wychowałam się w stolicy, a od najmłodszych lat dużo podróżowałam. Potem zostałam dziennikarzem, żeby pisać o podróżach. Zostałam też pilotem wycieczek, żeby mówić o podróżach. Wreszcie zostałam przewodnikiem po Warszawie, żeby – wtedy, gdy nie piszę i nie mówię o podróżach – pokazywać wszystkim, jak fajne jest moje miasto. Jestem członkiem zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy Podróżników „Globtroter”.

SERGIUSZ PINKWART: Magda mówi o mnie, że jestem „Zeligiem”, bo tak jak bohater filmu Woody’ego Allena błyskawicznie dostosowuję się do każdego środowiska. Urodziłem się na warszawskim Powiślu, ale w zasadzie czuję się zakopiańczykiem. W połowie lat ’80-tych wpadł mi w ręce magazyn „National Geographic” i już wiedziałem, że chcę być podróżnikiem. Na początku jednak, zostałem muzykiem, bo wydawało mi się, że to jedyny zawód, który pozwala bezkarnie włóczyć się po świecie. Skończyłem Akademię Muzyczną w Warszawie, ale w międzyczasie obejrzałem „Indianę Jonesa” i postanowiłem stać się archeologiem. Co by mi się może i udało, gdybym nie zaczął pracować jako dziennikarz w Super Expressie, a potem w Vivie! Podróżowałem służbowo, robiąc wywiady (m. in. z Woodym Allenem i Harrisonem Fordem, Madeleine Albright i Hillary Clinton). Co jeszcze? Wszedłem na Kilimandżaro, napisałem dwadzieścia książek i jestem przewodnikiem po Islandii.

Wspólnie prowadzimy portal turystyczny www.turystyka24.tv i bloga parentingowego www.dzieckowdrodze.com

Titanic buduje Belfast

Łodzi ratunkowych na Titanicu było zbyt mało, a na dodatek nie wszystkie udało się spuścić na wodę. Po katastrofie dopracowano procedury ewakuacji, by taka sytuacja nigdy już się nie wydarzyła.
Łodzi ratunkowych na Titanicu było zbyt mało, a na dodatek nie wszystkie udało się spuścić na wodę. Po katastrofie dopracowano procedury ewakuacji, by taka sytuacja nigdy już się nie wydarzyła. M. Micuła&S. Pinkwart
Gigantyczny transaltlantyk jest dziś najbardziej znanym statkiem świata. Choć zatonął dokładnie 101 lat temu, to dla stolicy Ulsteru jest wciąż żyłą złota i wabikiem na turystów. Irlandczycy, którzy wybudowali Titanica, dziś potrafią dobrze wykorzystać jego legendę.


SERGIUSZ: „Koniecznie musicie zobaczyć Titanica – rzucił tata Magdy, a ja w pierwszej chwili pomyślałem, że namawia nas na romantyczny wieczór przy DVD, a potem przemknęło mi przez głowę, że proponuje nam wycieczkę na dno Atlantyku, gdzieś przy brzegach Nowej Fundlandii. Na szczęście chodziło mu tylko o Belfast.


MAGDA: No więc pojechaliśmy. Z centrum Dublina do Belfastu pociągiem jedzie się dwie godziny. Stolica i największe miasto Irlandii Północnej, zamieszkane jest przez niecałe 300 tysięcy osób. Okres najbardziej intensywnego rozwoju przeżył na początku XX stulecia, kiedy wszedł na arenę międzynarodową jako najszybciej rozwijająca się i najbardziej produktywna stocznia na świecie. Wszystko, dzięki przedsiębiorstwu Harland & Wolff, które w dokach Belfastu wybudowało największe statki tamtych czasów. Dziś Belfast na pierwszy rzut oka przypomina raczej senne miasteczko, niż poorane konfliktami robotnicze zagłębie. Choć pozory mylą, a podziały są tu bardzo wyraźne. Ale Ty już w drodze z dworca, z pierwszym napotkanym człowiekiem musiałeś wszcząć awanturę...


SERGIUSZ: Ja? Awanturę? To był nasz pierwszy dzień na Zielonej Wyspie. Chciałem być miły. Zapytałem taksówkarza, jak mówi się po irlandzku „dzień dobry”. Spojrzał na mnie ostro, jakbym był policyjnym prowokatorem i z nadętą miną wytłumaczył nam, że jesteśmy w Ulsterze, który jest częścią Zjednoczonego Królestwa i mówi się tu po angielsku. Rzeczywiście, gdy później pojechaliśmy do Dublina, ludzie byli zdecydowanie mniej spięci. Tłumaczyli nam różne zwroty na gaelicki, ale najczęściej powtarzała się gadka: „ja nie umiem, ale moje dziecko uczy się w szkole tego języka...”. Belfast rzeczywiście jest inny. Choć wojna domowa pomiędzy zwolennikami unii z Wielką Brytanią, a przyłączeniem do Republiki Irlandii skończyła się podpisaniem stosownych porozumień i od paru lat jest spokój, to w niektórych miejscach wciąż czuć atmosferę wrogości. Szczególnie w okolicach Divis Street (czy jak wolą Republikanie Srāid Dhuibhise), gdzie katolickich republikanów od protestanckich unionistów oddziela pokryty graffiti mur. Jeden z ostatnich tego typu pomników rozdarcia narodu w Europie. Po jednej stronie są murale sławiące bojowników Irlandzkiej Armii Republikańskiej, po drugiej karierę robią obwieszeni bronią unioniści i trzyliterowy skrótowiec-wyzwisko: KAT (Kill All Taigs – czyli zabij wszystkich katoli). Sam nie wiem, co o tym myśleć. Z jednej strony wyglądało to groźnie, z drugiej... zwiedzaliśmy tę dzielnicę nietolerancji niczym atrakcję turystyczną. I nie my jedni...



MAGDA: Bo republikańska Falls Road i lojalistyczna Shankill Road, oddzielone „ścianą pokoju” – wysokim na 5,5 metra, zwieńczonym drutem kolczastym murem, to jedna z atrakcji turystycznych Belfastu. Ogląda się tu murale sławiące lokalych bohaterów o dość dwuznacznym życiorysie. Są portrety współczesnych bojowników Shankill będących jednocześnie oprawcami dla tych z Falls, iluzjonistyczne malowidła przedstawiające zamaskowanych bojowników z bronią wycelowaną w oglądających, ale też legendy o władcach Ulsteru. Słynna „czerwona dłoń z Ulsteru” wyobrażona na jednym z graffitti, przedstawia historię Hermona O’Neilla. Rywale płynęli na statkach ku Irlandii, a królem miał zostać ten, któremu pierwszemu uda się dotknąć ręką ziemi. Wojownicy płynęli równym tempem. Do ostatniej chwilili wydawało się, że razem staną na brzegu wyspy. Wtedy waleczny Hermon odciął sobie dłoń i rzucił ją na brzeg, w ten makabryczny sposób spełniając warunki przepowiedni i zostając pierwszym królem Ulsteru, we fladze którego na pamiątkę tej legendy nadal widnieje krwistoczerwona dłoń. A wracając do współczesnej rywalizacji – na dzielącej dwie walczące ze sobą robotnicze dzielnice „ścianie pokoju” każdy może napisać sentencję w intencji zakończenia konfliktu. Wśród tysięcy podpisów znajdują się m.in. myśli Billa Clintona i Mahatmy Gandhiego.
Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!
0 0Ostatni przystanek twojego pupila: witamy w krematorium dla zwierząt
0 0Radziecki sprzęt i brak śpiworów. Żołnierz opisuje, co zobaczył w wojsku: "Nie wiedziałem, że jest aż tak źle"
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"