Wzgórze, na którym położony jest najpiękniejszy wileński cmentarz, obsypały wiosenne kwiaty.
Wzgórze, na którym położony jest najpiękniejszy wileński cmentarz, obsypały wiosenne kwiaty. fot. Micuła&Pinkwart

Im dalej na wschód i na północ, tym bardziej surowy klimat. W Wilnie jest teraz słonecznie, ale wciąż dość chłodno. Tym bardziej zachwycające są pierwsze oznaki wiosny.

REKLAMA
SERGIUSZ: „Ojczyzna to ziemia i groby” powiedział kiedyś francuski marszałek Ferdynand Foch i te – raczej mało optymistyczne słowa – dźwięczały mi w głowie, gdy wczoraj wchodziliśmy na wileński cmentarz na Rossie. Nie byłem dobrze nastawiony, miałem złe doświadczenia z lwowskiego Cmentarza Łyczakowskiego, gdzie parę lat po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości (bardziej pasowałoby słowo „zyskaniu”), Polacy nie byli mile widzianymi gośćmi. Wileński cmentarz na Rossie też musi budzić silne emocje. Kłuje w oczy polskimi nazwiskami wykutymi w kamieniu, równymi rzędami żołnierskich krzyży chłopaków poległych w 1920 roku za to, by Wilno pozostało polskie. Przed głównym wejściem jest potężny grobowiec matki marszałka Józefa Piłsudskiego, wraz z sercem jej pochowanego na Wawelu syna. Wszystko krzyczy: tu jest Polska! Ale na szczęście wygląda na to, że w 2013 roku to już nikomu nie przeszkadza...
logo
Pod bramą cmentarza na Rossie można, a nawet trzeba kupić świeże kwiaty „dla Marszałka”. Micuła&Pinkwart

MAGDA: Trudno, żeby przeszkadzało. Na parkingu stoją wyłącznie polskie autokary, sprzedawcy pamiątek mówią po polsku, podobnie litewscy harcerze zbierający na renowację cmentarza. Starsza pani, która z plastikowego wiadra sprzedaje róże ze swojego ogródka, z pięknym kresowym akcentem zachęca do kupienia „różyczki dla Marszałka”. I chętnie przyjmuje złotówki. Na Cmentarzu Łyczakowskim, do którego Polacy jeżdżą zobaczyć mauzoleum Orląt Lwowskich, honorowe miejsce zajmuje kwatera bojowników UPA. Tu, na Rossie, w centralnym punkcie stoi usłany kwiatami grób Matka i Serce Syna, który jest moim zdaniem ważniejszym sanktuarium Piłsudskiego niż skromny sarkofag w krypcie na Wawelu.
logo
Do serca Marszałka Piłsudskiego pielgrzymują tysiące Polaków. fot. Micuła&Pinkwart

SERGIUSZ: Sam cmentarz, położony na stromym wzgórzu, zachwyca swoją chaotycznością.
logo
Cmentarz na Rossie. fot. Micuła&Pinkwart

Kilka reprezentacyjnych alejek wyłożono kostką, a reszta – ogromna powierzchnia, to góra, z której wyrastają piękne, choć niekiedy mocno już podupadłe grobowce. Zboczyliśmy ze ścieżki i po chwili brnęliśmy po kostki w dywanie pięknych, wiosennych fiołków.
MAGDA: Nie fiołków, tylko pięknych, filigranowych, błękitnych dzwoneczków, które jak sprawdziliśmy w internecie okazały się być cebulakami syberyjskimi. Spacer po Rossie jest jak spacer po romantycznym parku. Polskie wycieczki przystają tu przy grobach Joachima Lelewela, Władysława Syrokomli czy Franciszka Smuglewicza. Mało kto zagląda do pierwszej żony Marszałka, Marii czy jego brata, Adama. A już nikogo nie interesuje grób Augusta Becu, ojczyma Juliusza Słowackiego i pierwowzoru postaci Doktora z III części „Dziadów”. To błąd, choćby dlatego, że sama jego śmierć to wymarzona historia dla każdego przewodnika. Statecznego pana doktora zabił piorun kulisty, który wpadł do jego gabinetu podczas popołudniowej drzemki. Tym samym Salomea, matka jednego z Trzech Wieszczów, w wieku 33 lat została wdową po raz drugi...
logo
Wileńscy Harcerze za datki od turystów dziękują po polsku, ale między sobą rozmawiają po litewsku... fot. Micuła&Pinkwart

SERGIUSZ: Polacy dzielą się zasadniczo na tych, którzy bardziej lubią Juliusza Słowackiego i fanów Adama Mickiewicza. Obaj urodzeni na Litwie (choć w granicach dzisiejszej Białorusi), w pewien sposób czuli się Wilniakami i Litwa się do nich chętnie przyznaje.
logo
Księgarnia w kompleksie budynków wileńskiego uniwersytetu. fot. Micuła&Pinkwart

Gdy pojechaliśmy na wileński uniwersytet, na sklepieniu studenckiej księgarni znaleźliśmy freski przypominające wybitnych nauczycieli i absolwentów. No i są tam obaj nasi wieszcze: Julijus Slovackis i Adamas Mickievičius. Polskich akcentów jest wiele. Choćby pięknie dekorowana sala czytelni im. Franciszka Smuglewicza w Bibliotece Uniwersyteckiej.
logo
Czytelnia biblioteki uniwersyteckiej. Sala Franciszka Smuglewicza. fot. Micuła&Pinkwart

MAGDA: Na uniwersytecie jest również tablica poświęcona poecie-nobliście Česlovasovi Milošasowi. A przewodniczka, którą spotkaliśmy w Katedrze Wileńskiej, opowiadając o królewskich dziejach i wskazując na grób Aleksandra Jagiellończyka cieszyła się, że „chociaż jeden król leży u nas, a nie wszyscy na Wawelu”. W wielu kościołach msze odprawiane są po polsku. W Ostrej Bramie też trafiliśmy na polską mszę. Mów co chcesz, ale naprawdę można się tu poczuć jak u siebie.
logo
W ciasnym wnętrzu kaplicy MB Ostrobramskiej. fot. Micuła&Pinkwart

SERGIUSZ: Ostra Brama jest czymś więcej, niż tylko „polskim” sanktuarium. Zaraz po Polakach, mszę świętą odprawiała grupa amerykańsko-australijska. Mam wrażenie, że to miejsce jest naprawdę mistyczne i neutralne narodowościowo. Nie ma nachalnej propagandy, a jedynie zaduma i namalowana na dębowej desce Matka Boska – portret młodej kobiety, nieco wyemancypowanej (bez dzieciątka na ręku). Po stromych kamiennych stopniach wiodących do małej salki nad jedyną ocalałą bramą miejską, gdzie wystawiono obraz Madonny, wspinają się wolno litewskie staruszki. Na każdym stopniu zatrzymują się i odmawiają dziesiątek różańca.
logo
Ministrant w zakrystii kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej czeka na kolejną mszę świętą. fot. Micuła&Pinkwart

W podziemiach, przy kościele Św. Teresy urządzono sklepik, który wygląda jak każdy przykościelny sklepik, pod wszystkimi szerokościami geograficznymi. Sprzedaje się tam za grosze odpustowe medaliki, krzyżyki i święte obrazki. Ale czego innego można się spodziewać w miejscu nastawionym na masowego, ubogiego turystę? Nie ma się co dziwić, ani oburzać. Można tylko podziwiać. Słynącej łaskami Matce Boskiej Ostrobramskiej pielgrzymi zawierzają swoje prośby, przynoszą wota dziękczynne za uzdrowienie i błogosławieństwo. W kaplicy, wśród tysięcy kutych w srebrze słów podzięki, jest także tabliczka od Marszałka Piłsudskiego z inskrypcją "Dzięki Ci Matko za Wilno". Do Panny świętej z Ostrej Bramy zwracał się w Inwokacji Adam Mickiewicz. Zresztą kilka kroków od Ostrej Bramy znajduje się klasztor Bazylianów, gdzie wieszcz „gościł” po wykryciu przez carat spisku tajnego stowarzyszenia Filomatów. Sam kościół unickiego zakonu Bazylianów, jest jednym z najciekawszych jakie widziałem. W porównaniu do rokokowych budowli sakralnych, których jest w Wilnie wiele, odrapane, surowe wnętrze prezentuje się mizernie. Ale nigdzie, w żadnym innym kościele nie spotkałem tak wygodnych kinowych foteli, zamiast twardych ławek... Co innego cela Konrada.
logo
Wygodne fotele kinowe w surowym wnętrzu kościoła Bazylianów. fot. Micuła&Pinkwart

MAGDA: Kilka ładnych lat temu widziałam staruszki, które nie tylko odmawiały różaniec na każdym ze stromych stopni wiodących do Ostrej Bramy, ale wchodziły tam na kolanach...
A cela Konrada jest dziś ładną, nowoczesną „cepelią”. Z zaaranżowaną celą z siennikiem i świecą oraz muzealną ekspozycją zawierającą m.in. zeznania Mickiewicza w procesie Filomatów i Filaretów (nasz wieszcz opowiadał Nowosilcowowi o swoim słabym zdrowiu i bez mrugnięcia okiem wymieniał nazwiska wszystkich kolegów).
logo
Cela, w której osadzono Adama Mickiewicza w 1823 roku. fot. Micuła&Pinkwart

W dawnym klasztorze Bazylianów zaadaptowanym na więzienie, dziś są budynki administracyjne i hotel. Ja jednak wolałam, gdy klasztor, podobnie jak dziś unicki kościół, był zawilgoconym, zaniedbanym, pachnącym minionymi wiekami budynkiem, a pod oknem celi Konrada wmurowana była opatrzona datami tablica z inskrypcją po łacinie (Tu umarł Gustaw, narodził się Konrad) – dziś przeniesiona do muzeum. W opuszczonych, pokrytych grzybem murach wyraźnie czuło się atmosferę i grozę tego miejsca, i można było sobie wyobrazić czego doświadczył przez kilka jesiennych i zimowych miesięcy więzienia dwudziestopięcioletni, wrażliwy humanista i poeta.
logo
Wileńska starówka. fot. Micuła&Pinkwart

SERGIUSZ: Przed wyjazdem na Litwę, znajomi ostrzegali nas: „nie rozmawiajcie głośno po polsku, bo będziecie mieli kłopoty”. Wielokrotnie powtarzano nam, że Litwini mają głębokie historyczne urazy do Polaków, nie lubią ich i traktują gorzej od innych turystycznych nacji. Być może mieliśmy szczęście, ale nigdzie nie odczuliśmy niechęci. Starsi ludzie starali się do nas mówić po polsku. Młodsi woleli angielski. Z każdym można się było dogadać po rosyjsku. A my... cóż. Zawsze staramy się znać choćby podstawowe zwroty w języku miejscowym, ale tym razem polegliśmy na całej linii. Litewski, jeśli chodzi o potoczne słowa typu „proszę”, „dzień dobry”, „do widzenia”, jest chyba trudniejszy niż arabski. Za nic nie mogliśmy niczego zapamiętać. Dla odmiany sporo słów ma taki sam rdzeń jak w języku polskim: „jogurtas”, „dżemas”, „autas” itd. Zastanawialiśmy się czy powinniśmy „na siłę” starać się mówić po litewsku „dzień dobry” wchodząc do sklepów. No i doszliśmy do wniosku, że raczej nie. Magda szybko otrząsnęła się z „kompleksów” i bez problemu mówiła po polsku. Ja mam wciąż w pamięci jak wkurzali mnie Niemcy, bez żenady wypalający we Wrocławiu „Guten Morgen”. Ale ostatnio w pięknym mieście nad Odrą powitał mnie po niemiecku sprzedawca (widać większość klientów była tego dnia niemieckojęzyczna) i doszedłem do wniosku, że zasada „klient nasz pan” działa bez zarzutu i nie ma co z tym walczyć.
logo
Malownicze uliczki i przytulne knajpki. W Wilnie nie trzeba długo szukać ani najbliższego kościoła, ani restauracji. fot. Micuła&Pinkwart

MAGDA: Może Ty miałeś takie wątpliwości i obawy. A ostrzeżenia znajomych o tym, że w Wilnie nienawidzą Polaków, uważam za wielkie uproszczenie i naiwność w stylu amerykańskich turystów. Ja dobrze pamiętam Wilno odwiedzane z tatą, który był tu kilkadziesiąt razy jako pilot wycieczek i napisał dwa przewodniki po mieście. Nie przypominam sobie żadnej niechęci, wręcz przeciwnie – wiele życzliwości i sentymentu dla Polaków. Dlatego nie mam problemu z tym, żeby, kiedy można, używać polskiego. Dziwnie się czuję raczej właśnie wtedy, kiedy z braćmi-Litwinami muszę mówić po angielsku...
logo
Na placu przed wileńskim Ratuszem. fot. Micuła&Pinkwart

SERGIUSZ: Już niedługo wszyscy będziemy rozmawiać po angielsku nie tylko podczas podróży zagranicznych, ale i pewno ze sobą. Świat się zmienia. W dużej mierze na lepsze, ale czasem... W wydanym w 2006 r. przewodniku Twojego Taty przeczytaliśmy zachęcający opis restauracji „Žemaičių” przy ulicy Vokiečių 24, gdzie piwo miało być serwowane w tradycyjnych, litewskich glinianych kuflach. No więc dałem się skusić. Tymczasem kufle – owszem – stały, ale dziś gościom podaje się napój już tylko w szklance z nazwą browaru. Tak jak wszędzie. I nawet usilne prośby wyrażane w trzech językach na nic się zdały. Pozostałe cztery gliniane kufle (reszta się potłukła) są elementem dekoracyjnym i koniec. Szkoda. Ale poza tym zgrzytem Wilno jest fajnym miastem z największą w Europie Środkowej, tętniącą życiem Starówką. Gdzie można dobrze zjeść, kupić ciekawe pamiątki z bursztynu i lnu, odetchnąć atmosferą dawnej Polski, a jak ktoś sobie życzy, zrobić zakupy w najnowszym sklepie Armaniego. Proszę bardzo...
logo
Restauracja serwująca niegdyś piwo w glinianych kuflach. Dziś, zapewne umowa z działem marketingu browaru dostarczającego piwo, zmusza właścicieli, by lać trunek do obrandowanego szkła. A kufle stoją jako dekoracja... fot. Micuła&Pinkwart

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?