
Dziś kończy się Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes. Perła Lazurowego Wybrzeża opustoszeje. Słynny bulwar Croisette znów będzie zwykłą ulicą prowadzącą od dworca autobusowego do plaży. To najlepszy moment, żeby tam pojechać.
REKLAMA
MAGDA: Właśnie kończy się Festiwal Filmowy w Cannes. To piękne miasto, które podobnie jak inne kurorty na Lazurowym Wybrzeżu to, co ma najcenniejszego do zaoferowania, to senna atmosfera i rozleniwiający upał wczesnego popołudnia, który ukoić może lampka białego wina z wodą sodową, sączona pod parasolem restauracji przy promenadzie nadmorskiej. A podczas corocznego, kilkudniowego spędu gwiazd, dziennikarzy i fotoreporterów z całego świata musi tu być nie do wytrzymania.
SERGIUSZ: Nie wiem, w jakim okresie byłaś na Lazurowym Wybrzeżu, ale ja, przy różnych okazjach, a i czasem bez okazji, jeździłem tam kilkanaście razy. I pięknym, sennym miasteczkiem Cannes bywało jedynie w dzień po zamknięciu festiwalu. Choć przyznaję ci rację, że takie właśnie Cannes podobało mi się najbardziej. Dzień po finale, rankiem wyjeżdżają wszyscy i miasto kompletnie pustoszeje. Ekipy sprzątające leniwie zamiatają pozostałości po ostatniej, nocnej imprezie. Po Croisette – głównym deptaku miasta, można się przechadzać wolnym krokiem, nie potykając co krok o ekipy filmowe, paparazzich wypatrujących gwiazdy i nikomu nie znane gwiazdki wpychające się przed obiektywy fotografów, w złudnej nadziei, że ich zdjęcie, choćby przypadkowo, trafi na okładkę „Nice Matin”. W pozostałe dni roku Cannes tętni życiem. Ledwo skończy się MIDEM – targi muzyczne, a zaczyna się międzynarodowy festiwal reklam, potem festiwal filmowy, zlot motocyklistów, targi książki, wielkie konferencje... A potem są wakacje i na Lazurowe Wybrzeże zjeżdżają miliony turystów. Każdy, choć jeden dzień, musi spędzić w Cannes, choćby dlatego, że stąd blisko jest na międzynarodowe lotnisko pod Niceą.
MAGDA: Ja omijam takie miejsca szerokim łukiem. Bo przewalające się ulicami tłumy okupujące każdy skrawek wolnego miejsca na plaży czy w kawiarni to chyba ostatnia rzecz, której można oczekiwać na wakacjach.
SERGIUSZ: Paradkos Cannes polega na tym, że nawet w absolutnym szczycie sezonu, zawsze znajdziesz tu wolny stolik w jednej z setek knajpek przy Rue d’Antibes. Zresztą to magiczna umiejętność francuskich kelnerów w wielu miejscowościach turystycznych. Jeśli masz chęć zjeść dobre Moules Marinier, to w dwie minuty, nie zmieniając tempa marszu, znajdziesz zawsze miłą knajpkę ze stolikiem na ulicy, gdzie za umiarkowaną cenę podadzą ci wiadro muli gotowanych w rosole z cebulą. A na szybkie przekąski i kieliszek dobrego rosé wpadam w Cannes do baru L’Avion przy Rue Jean de Riouffé, zaledwie pięć minut od Pałacu Festiwalowego. Jeśli nie ma miejsc, kelnerzy przynoszą z zaplecza kolejne stoliki i rozkładają je wprost na chodniku. Francuscy przechodnie traktują jedzenie ze śmiertelną powagą, więc nikt (może czasem poza polskimi turystami) nie protestuje, że musi zejść z trotuaru na ulicę, żeby nie wpaść na klientów baru raczących się bagietką, serami i winem.
MAGDA: A te tysiące ludzi płacących kilkukrotnie wyższe niż normalnie ceny w hotelach i restauracjach, chcą się tu zetknąć z legendą gwiazd kina?
SERGIUSZ: Fakt, że nocleg w hotelu Martinez, czy w Grandzie, albo Carltonie, kosztuje w szczycie sezonu pięćset euro za noc. Ale bez przesady. Baza noclegowa w tej części Lazurowego Wybrzeża jest całkiem spora i wszystko zależy od odpowiedniej organizacji wyjazdu. Dwa, trzy miesiące wcześniej rezerwowałem w normalnych cenach noclegi w hotelu Ibis, w dzielnicy Le Cannet. Piętnaście–dwadzieścia minut marszu od Croisette. Znajomi filmowcy, którzy do Cannes jeżdżą regularnie co roku, wynajmują na czas trwania festiwalu willę, kilka przecznic od słynnego Martineza i na pokazy w Pałacu Festiwalowym mają kilka minut spacerkiem. Koszt, to ok. tysiąca euro za tydzień. Sporo, ale rozkłada się na parę osób. A można przecież mieszkać w jednej z wielu przepięknych miejscowości wokół Cannes i dojeżdżać autobusem. Transport miejski jest tu dobrze zorganizowany. A na dworcu autobusowym w samym centrum Cannes, tuż przy marinie, w której cumują jachty Puffa Diddy’ego, Arnolda Schwarzeneggera, czy szefa Playboya Hugh Hefnera, jest cudowny bar, typu „mordownia”, gdzie za dwa euro kelner o twarzy mordercy podaje najlepszy pastis, jaki piłem w życiu.
MAGDA: No to gdzie zwykli ludzie, chcący ogrzać się w blasku sław, mogą spotkać gwiazdy kina? Powinni wystawać pod hotelami czy może czatować w modnych klubach?
SERGIUSZ: Wystawanie pod hotelami, to „tradycja”. Cała trasa od „wielkiej czwórki” hoteli (Martinez, Mariott, Grand, Carlton), aż po Pałac Festiwalowy, to jedna wielka promenada, obstawiona przez fanów. Niektóre gwiazdy lubią raz, czy dwa przespacerować się odbierając hołdy i rozdając autografy, ale większość wskakuje pod hotelem do limuzyny i wysiada dopiero na czerwonym dywanie rozłożonym na schodach betonowego Pałacu Festiwalowego, by przy dźwiękach „Karnawału Zwierząt” Camille’a Saint-Säensa – oficjalnego hymnu festiwalu – pod obstrzałem akredytowanych fotoreporterów, wspiąć się do drzwi Audytorium Braci Lumiere. Pomiędzy projekcjami, najłatwiej spotkać gwiazdy w restauracjach hotelowych na plaży. Tam spotykają się z dziennikarzami, kontrahentami i przyjaciółmi. Oczywiście nie tak łatwo tam wejść „z ulicy”, ale oglądać z bulwaru można do woli. Imprezy w klubach są zazwyczaj zamknięte, co może jednak oznaczać, że znajdzie się tam kilka tysięcy osób z zaproszeniami. A gwiazdy „uświetniają” je na kilka minut, a potem znikają na prywatnych jachtach, gdzie codziennie imprezuje się w dużo szczuplejszym gronie.
MAGDA: Założę się, że jako akredytowany przy festiwalu dziennikarz tak naprawdę nie znasz tego miasta. A z wyjazdów na festiwale w Cannes pamiętasz pewnie tylko bar hotelowy i press room.
SERGIUSZ: W Cannes na festiwalu filmowym byłem trzykrotnie. Dwa razy na MIDEM i wiele razy wpadałem tam na jeden-dwa dni, turystycznie i służbowo, grając koncerty z orkiestrą warszawskiej Akademii Muzycznej i jako członek Polskiej Orkiestry Radiowej. Owszem, znam bary hotelowe i festiwalowy press room, w którym spędziłem wiele godzin, pisząc relacje do gazet i magazynów. Ale często zdarzało się, że zamiast chodzić na pokazy filmowe, urywałem się i włóczyłem po mieście. Lubię Cannes i myślę, że jak pojedziemy tam razem, to będę w stanie pokazać ci miejsca, do których tłumy z Croisette nie docierają. Widok z cytadeli na port jest zjawiskowy, a plaża – jedyna w tej części Lazurowego Wybrzeża z piaskiem, a nie kamienista – na pewno ci się spodoba.
