Jaffa to jedno z najstarszych miast, według tradycji biblijnych stąd na spotkanie ze swoją rybą wypływał Jonasz i tu uzdrawiał św. Piotr.
Jaffa to jedno z najstarszych miast, według tradycji biblijnych stąd na spotkanie ze swoją rybą wypływał Jonasz i tu uzdrawiał św. Piotr. Tel Aviv/materiały promocyjne

Ziemia Święta ma jedno miasto, gdzie można odetchnąć swobodniej. Uduchowiona atmosfera jest w Jerozolimie, historyczne zakątki w Akko – ostatniej twierdzy krzyżowców. A Tel-Aviv postawił na luz: dobrą kuchnię i lekkie obyczaje. Tu bije serce nowoczesnego Izraela.

REKLAMA
Piątek, 18.00
Jaffa, znaczy piękna

Tel Aviv, beztroskie miasto, którego nazwa oznacza „wiosenne wzgórze” i pochodzi od tytułu książki Teodora Hercla, założono w 1909 roku, ale pierwsi mieszkańcy osiedlili się na tych terenach już trzy tysiące lat temu, w Jaffie. To właśnie stąd, nie posłuchawszy wezwania Pana, miał wyruszyć w morze nieszczęśnik Jonasz. Jaffa (jafa po hebrajsku oznacza: piękna, a jofi – świetnie) to najstarsza dzielnica dzisiejszej metropolii, klimatyczne stare miasto (naprawdę stare, bo liczy bez mała 3500 lat), z ciasnymi, wijącymi się plątaniną zaułków uliczkami pnącymi się w górę i niespodziawanie opadającymi w dół, z palmowymi ogrodami, malowniczymi mostkami, maleńkimi kafejkami, z których na ulicę rozlewa się zapach mocnej turkish coffee i aromatycznej bedouin tea.
logo
Restauracja w starej Jaffie z tarasem z widokiem na morze. Micuła&Pinkwart/www.fromwarsawwithlove.pl

To dzielnica artystów i centrum turystyczne, gdzie nie tylko można zjeść najlepszy w mieście hummus i falafel czy w portowej restauracji skosztować świeżutkich owoców morza, sącząc do tego dobre izraelskie wino z rodzinnej winniczki, jakich jest wiele w odległości kilkudziesięciu kilometrów od miasta. Na tutejszym klimatycznym pchlim targu kupimy wschodnie naczynia, ceramikę, biżuterię i antyki. Szczyt wzgórza Starej Jaffy ukoronowany jest egzotycznym ogrodem ze śródziemnomorską roślinnością, Gan HaPisga. Jego zacienionymi alejkami dojdziemy do franciszkańskiego kościoła Św. Piotra, gdzie co niedzielę odprawiane są msze po polsku.
logo
Brama Wiary na szczycie wzgórza w Jaffie w poetyce lat 70-tych przestawia sceny biblijne – sen Jakuba, ofiarę Abrahama czy pochód z trąbami, które zniszczyły mury Jerycha. Micuła&Pinkwart/www.fromwarsawwithlove.pl

20.00
Tradycja zobowiązuje

Podczas spaceru zgłodnieliśmy, więc postanowiliśmy przegryźć coś na szybko, żeby nie tracić czasu. I to był dobry pomysł, bo dzięki temu trafiliśmy do Abulafii (ulica Yeffeth 1, pod wieżą zegarową) – piekarni, uznawanej za najlepszą w mieście. Znajduje się przy głównej ulicy w Jaffie, ale wystarczy zapytać pierwszego przechodnia, każdy wie, gdzie to jest. Piekarnia działa w tym miejscu nieprzerwanie od 1879 roku. Przez 24 godziny na dobę za długą ladą uwijają się smagli piekarze podając świeże chlebki, bułki cebulowe, bajgle i doskonałe pity z hyzopem (zatar).
logo
Tradycyjne pity z dodatkami – cebulą, papryką czy jajkiem. Naszym zdaniem najsmaczniejsze są te z hyzopem. Micuła&Pinkwart/www.fromwarsawwithlove.pl

Sobota, 6.00
Poranne orzeźwienie

To fantastyczne, że nawet, kiedy u nas zaczyna być naprawdę chłodno, w Tel Avivie można jeszcze zaczerpnąć łyk pełnego lata. Podekscytowani wysoką temperaturą wstajemy o świecie i nasz pierwszy wschód słońca w Tel Avivie oglądamy leżąc na plecach unoszeni przez ciepłe fale Morza Śródziemnego i obserwując nisko przelatujące nad naszymi głowami, schodzące do lądowania samoloty, które nad plażą miejską mają korytarz powietrzny na lotnisko Ben Guriona. Już w pierwszych promieniach słońca miejska plaża i ciągnąca się wzdłuż niej promenada zaczynają ożywać. Pojawiają się pierwsi miłośnicy joggingu, spacerowicze z aportującymi biszkoptowymi golden retrieverami, plażowicze rozkładający koce i kosze piknikowe na pasie drobnych kamyczków obmywanym morskimi falami.
logo
Na plażę w Tel Avivie wybiegli chłopcy z miejscowego chederu. Micuła&Pinkwart/www.fromwarsawwithlove.pl

Ulica oddzielająca promenadę nadmorską od miasta zaczyna pobrzękiwać rytmicznymi dźwiękami klaksonów mieszkańców Tel Avivu spieszących do pracy. W białych ścianach wyrastających wzdłuż plaży hoteli odbija się mocne, południowe słońce. Z meczetu rozbrzmiewa donośny głos wzywającego na modlitwę muezzina, a na pobliskim targowisku krzątają się handlarze, usypując równiutkie kopczyki dużych, czarnych i zielonych oliwek, pachnącego hyzopu i układający w stosy szybko dojrzewające w słońcu słodkie szarony.
9.00
Kawa na modnym deptaku

Kilka przecznic dalej, w modnych kafejkach przy King George i HaNevi’im z wystawionymi na słoneczną ulicę stolikami, młodzi ludzie popijają poranną latte nad ekranem laptopa lub płachtą najnowszego wydania dziennika Ha-arec. Spieszą na uczelnię, albo do nowoczesnych biur. Bo Tel Aviv to miasto młodych. A ich energię i chęć do zabawy czuje się na każdym kroku. W modnych butikach z wyszukanymi ciuchami, pomysłowo urządzonych kafejkach, świetnych restauracjach i setkach dyskotek – co wieczór i do białego rana wypełnionych pulsującym energią, nasyconym słońcem egzotycznym tłumem.
logo
Klimatyczna uliczka w Tel Avivie Micuła&Pinkwart/www.fromwarsawwithlove.pl

O tym mieście mówi się, że ono nigdy się nie zatrzymuje. I coś w tym jest. Położona na śródziemnomorskim wybrzeżu metropolia, to zmysłowe miasto niekończących się imprez. Nawet nocami po nadmorskiej promenadzie spacerują turyści i zakochane pary, a ciągnącą się wzdłuż wybrzeża ulicą Herberta Samuela jeżdżą samochody zaznaczając swą obecność głośnym brzmieniem klaksonów. O każdej porze w restauracjach trudno o wolny stolik, a klimatyczne kafejki od wczesnego ranka do późnej nocy rozbrzmiewają gwarem i śmiechem. Wszystko to wzdłuż 14-kilometrowego pasa wybrzeża Morza Śródziemnego.
12.00
Lunch od pustynnych krów

Założony na pustyni w latach 50-tych ubiegłego wieku kibuc Yotvata miał zapewniać zaopatrzenie dla rozwijającego się Ejlatu. Hodowanie krów mlecznych w trudnych, pustynnych warunkach wszyscy uznawali za absurd, jednak udało się. Dziś Izraelczycy cenią sobie posiłki w restauracjach, których menu jest oparte na produktach z Yotvata. W Yotvata Ba'ir (ul. Herbert Samuel 80) warto spróbować właśnie produktów mlecznych od tych pustynnych krów –  np. świetnych shake'ów. To dobre miejsce na śniadanie lub wczesny lunch z widokiem na bezkresny błękit, lokal znajduje się bowiem przy promenadzie nadmorskiej.
14.00
Egzotyczny modernizm

Tel Aviv jest bardzo młodym miastem. Nie ewoluował powoli, lecz narodził się w pierwszej dekadzie XX wieku, kiedy grupa żydowskich imigrantów przybyłych do Palestyny, postanowiła osiedlić się na nieurodzajnych, piaszczystych wydmach na północ od historycznej Jaffy. Na zaledwie pięciu wykupionych hektarach wytyczono ulice, poprowadzono wodociągi, postawiono domostwa. Osada, rozplanowana urbanistycznie jako miasto ogrodów, czego ślady widać do dziś, rozrastała się bardzo szybko, nasycana emigrantami licznie przybywającymi z Europy. Z inicjatywy kształconych w Niemczech żydowskich architektów, w latach 30-tych zaczęło powstawać tu Białe Miasto – największe na świecie modernistyczne osiedle budynków Bauhaus, idealnie dostosowanych do śródziemnomorskich warunków, a na początku tego tysiąclecia wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
logo
Największe na świecie modernistyczne osiedle. Micuła&Pinkwart/www.fromwarsawwithlove.pl

W 1948 roku właśnie w Tel Avivie Ben Gurion proklamował niepodległość Izraela. Rok później ustanowiono tu tymczasową stolicę. I nawet gdy Izrael ogłosił jako stolicę kraju Jerozolimę, tam też obraduje Knesset i znajdują się instytucje rządowe, Tel Aviv nie przestał być uznawany za stolicę kraju przez ONZ i tu większość krajów ma swoje ambasady. Faktycznie jest to centrum kulturalne, biznesowe i rozrywkowe Izraela. O ile można powiedzieć, że Jerozolima jest duszą, Tel Aviv to grzeszne ciało. Nie bez powodu Izraelczycy mówią mrugając porozumiewawczo: „Take Jerusalem to pray, and Tel Aviv to play”.
16.00
Wycieczka do Hajfy

Nowoczesny pociąg mknie po torach. W przedziale nie zdążamy nawet dokładnie przejrzeć prasy, w której z trudem, ale i coraz wiekszą wprawą rozszyfrowujemy hebrajskie litery (jest to o tyle trudne, że w gazetach nie ma wokalizacji, czyli układu kropek oznaczających samogłoski pod ciągiem spółgłosek, co powoduje, że czytanie przypomina uzupełnianie haseł w krzyżówce). Podróż do Hajfy zajmuje nam niecałą godzinę. W Izraelu na szczęście wszędzie jest blisko, zatem można sobie pozwolić na popołudnie w pobliskim mieście.
logo
Hajfa – widok na zatokę. Micuła&Pinkwart/www.fromwarsawwithlove.pl
logo
Ogrody Bahajów kaskadowo opadają w lazurowe wody Morza Śródziemnego. Micuła&Pinkwart/www.fromwarsawwithlove.pl

To śródziemnomorskie miasto jest uważane za najpiękniejsze w Ziemi Świętej. Coś w tym jest, zwłaszcza, kiedy patrzy się na nie z perspektywy zbocza Góry Karmel, po którym w stronę błękitnej toni Zatoki Hajfy spływają kaskadami idealnie symetryczne Ogrody Bahajów ze złotą kopułą mauzoleum bahajskiego proroka, Baba, w centralnym punkcie.
Niedziela, 10.00
Najlepsza Szakszuka

– Na śniadanie koniecznie wybierzcie się do doktora szakszuki – powiedział nam poznany poprzedniego wieczora Yehuda – tam zjecie najlepsze śniadania w mieście. I faktycznie, kiedy w słoneczny poranek wybraliśmy się w okolice pchlego targu w Jaffie, znaleźliśmy uroczą knajpkę. Restauracja Dr. Shakshuka (ulica Beth Eshel 3) szczyci się tym, że podaje się tam najlepsze śniadania w Tel Avivie. Ten genialnie prosty jajeczno-warzywny przysmak śniadaniowy Izraelczyków daje energię na cały dzień. Bardzo nam smakowało, zwłaszcza, że właściciel restauracji jest niezwykle otwarty i towarzyski, więc czas przy śniadaniu upływa ciekawie i wesoło.
logo
Cała sztuka polega na tym, by jajka wbić do gorącej, warzywnej mieszanki na patelni. Micuła&Pinkwart/www.fromwarsawwithlove.pl

14.00
Z wizytą u Bonda

W mieście są liczne polskie ślady – w końcu ojcami założycielami nowoczesnego Izraela są emigranci z Polski – ale chyba najciekawszy z nich, to muzeum Józefa Baua, które prowadzą jego dwie córki. Na Berdichevsky St. 9 stoi mały domek, w którym mieści się ciekawa ekspozycja rysownika, karykaturzysty, filmowca-amatora, który przed wojną był związany z Przekrojem, w czasie wojny trafił do obozu koncentracyjnego w Płaszowie, gdzie w przebraniu kobiecym wziął ślub z ukochaną Rebeką (ten epizod pokazuje film Stevena Spielberga „Lista Schindlera”).
logo
Na zakurzonej szafie znajdujemy stare skrzypce i odkrywamy, że obok swoich licznych talentów Josif Bau, był, podobnie jak Sergiusz, muzykiem. W tle fotografia Josifa z żoną z czasów ślubu z "Listy Schindlera". Micułą&Pinkwart/www.fromwarsawwithlove.pl

Po wojnie wyemigrował do Izraela, gdzie zajmował się fałszowaniem paszportów na zlecenie izraelskiego wywiadu – Mossadu. Podobno robił to w sposób mistrzowski – żaden z kilku tysięcy podrobionych dokumentów nigdy nie był zakwestionowany.
Pracownia artysty-fałszerza, pełna pamiątek i wynalazków jest otwarta dla zwiedzających po wcześniejszym umówieniu się telefonicznym z Hadasą albo Clilą Bau +972544212730 lub +972544301499.
logo
Córki wynalazcy i fałszerza – równie serdeczne co postrzelone. Micuła&Pinkwart/www.fromwarsawwithlove.pl

Wychodzimy na gwarną ulicę, pachnącą hyzopem. To w małym warsztacie nieopodal muzeum znajduje się manufaktura aromatycznych przekąsek z prażonego hummusu (smakuje trochę jak spalony popcorn). Obok na straganie sprzedawca za pomocą ręcznej metalowej prasy wyciska do kubków cierpko-słodki sok z granatów. Można byłoby pomyśleć, że jesteśmy w maleńkim, bliskowschodnim miasteczku. Tymczasem dwa kroki stąd zaczyna się las wieżowców otaczających centrum biznesowo-hotelowe. Tam tętni życie współczesnego Izraela.
logo
Tel Aviv to miasto o nowoczesnym obliczu. Tel Aviv/materiały promocyjne