Narciarskie szaleństwa w Wierchomli.
Narciarskie szaleństwa w Wierchomli. M.Micuła i S.Pinkwart/fromwarsawwithlove.pl

Właśnie rozpoczął się oficjalnie sezon narciarski w Małopolsce. To znaczy, że czas na narciarskie weekendy! Bo przecież zima nie musi być ciemnym i zimnym sezonem, który trzeba jakoś przeżyć i szybko zapomnieć.

REKLAMA
piątek, godz. 16.00
Pstrąg w Rytrze
piątek, godz. 18.00
Wierchomla – hotel ski&spa resort
sobota, godz. 10.00
Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu
sobota, godz. 13.00
Wierchomla-Muszyna Dwie Doliny – Wierchomla
sobota, godz. 18.00
Kolacja w restauracji Cichy Kącik w Krynicy
niedziela, godz. 10.00
Wierchomla-Muszyna Dwie Doliny – Szczawnik
niedziela, godz. 15.00
Kawa w Piwnicznej
piątek, godz. 16.00
Pstrąg w Rytrze

Po kilku godzinach w samochodzie nareszcie podziwiamy za oknem zalesione szczyty Beskidu Sądeckiego. Od razu mamy nastrój na góralską muzykę i regionalne jadło. Dlatego uznajemy, że obiad w "Karczmie nad potokiem" to dobry wstęp do tego, co nas czeka w ten weekend. Rzeczywiście, w dole, pomiędzy drzewami szumi potok, który szybko jednak zagłusza góralska muzyka dochodząca z wnętrza. Karczma jest urządzona w regionalnym stylu, z elementami nawiązującymi do kultury Beskidu Sądeckiego.
logo
Pstrąg po beskidzku w ryterskiej karczmie. Grzegorz Micuła

Można tu nawet zamówić pieczonego barana i skosztować słynnej łąckiej śliwowicy, ale my poprzestajemy na pstrągu. Karczma należy do hotelu "Perła Południa". Na przyszłość wydaje się być dobrym miejscem na wypoczynek, bo niedaleko jest stok narciarski, a latem działa park linowy. My jednak mamy inne plany więc ruszamy w dalszą drogę.
piątek, godz. 18.00
Wierchomla – hotel ski&spa resort

Skręcamy w lewo z drogi Piwniczna-Krynica, która wyraźnie dopiero zaczyna się rozkręcać, wijąc się coraz mocniej i wyżej wzdłuż doliny Popradu. Po drugiej stronie rzeki jest już Słowacja. Wierchomla to wieś rozciągnięta wzdłuż wąskiej drogi w długiej dolinie. W mijanych po drodze domkach reklamy pokojów gościnnych i świeżych pstrągów. Jedziemy dalej, bo chcemy być jak najbliżej wyciągu należącego do stacji narciarskiej Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla. Po kilku minutach zatrzymujemy się pod hotelem Wierchomla Ski&Spa resort. O to nam chodziło. Przed nami weekend w alpejskim stylu – przed południem narty, a potem regeneracja w saunie. No i jeden z największych i najnowocześniejszych ośrodków narciarskich w Polsce jest oddalony zaledwie o 10 minut spaceru stąd.
logo
Hotel Wierchomla Ski&SPA resort łączy nowoczesność z góralskimi motywami. Nas szczególnie urzekły książki w każdym pokoju (wszędzie inne, więc można wymieniać się z sąsiadem) oraz biblioteczka na korytarzu. M.Micuła i S.Pinkwart/fromwarsawwithlove.pl

Nasz pokój jest minimalistyczny, urządzony w neutralnych kolorach, ale hotel w Wierchomli jest nastawiony na przyjeżdżające tu na narty rodziny z dziećmi, więc szybko urządzamy go „po swojemu”. Jest dużo miejsca na sprzęt, więc szybko je zagospodarowujemy. Zamawiamy do pokoju łóżeczko dla dziecka, podgrzewacz i termosy z wrzątkiem. W eleganckiej restauracji też czeka na nas fotelik dla dziecka. Nasz syn jeszcze nie chodzi, ale hotel jest przygotowany na wizytę dzieci w każdym wieku i ma w razie potrzeby matę antypoślizgową, zaślepki do kontaktów, ochraniacze na meble lub plastikowe sztućce. A także pokój zabaw dla dzieci, stoły do ping-ponga, bilard. Cóż, to po prostu miejsce, w którym to przyjeżdżający na konferencje biznesmeni będą musieli przyzwyczaić się do biegających wokół szkrabów.
Magdzie podoba się SPA poetycko oparte na czterech żywiołach i strefa saun (basen w Wierchomli nie jest zbyt imponujący). To temat nie dla nas, ale jesteśmy miło zaskoczeni kolejnym ukłonem w stronę najmłodszych. SPA przygotowało ofertę dla „małych księżniczek” – kolorowe i pachnące zabiegi pielęgnacyjne na bazie owoców i czekolady.
sobota, godz. 10.00
Miasteczko Galicyjskie

Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu (tuż obok Sądeckiego Parku Etnograficznego) to rekonstrukcja galicyjskiej małomiasteczkowej zabudowy z przełomu XIX i XX wieku. W centralnym punkcie stoi ratusz (mieszczą się w nim sale konferencyjne i pokoje gościnne), wzorowany na niezrealizowanym projekcie ratusza, który miał stanąć w Starym Sączu. W drewnianej gospodzie, rekonstrukcji żydowskiej karczmy z Orawki przy starym trakcie do Wiednia, można zjeść oparte na tradycyjnych przepisach potrawy narodów zamieszkujących dawną monarchię austro-węgierską – czeskie, węgierskie, romskie, lachowskie, łemkowskie oraz żydowskie). W pozostałych budynkach Miasteczka Galicyjskiego są sklepy z pamiątkami i tradycyjne warsztaty – pracownia garncarza, warsztat snycerza, cukiernia Lwowska i sklep kolonialny.
logo
Wyciągiem krzesełkowym wjeżdżamy na górę aż 12 minut. M.Micuła i S.Pinkwart/fromwarsawwithlove.pl

Sobota godz. 13.00
Wierchomla I – stok niebiesko-czerwony

Nareszcie narty! Busik z hotelu dowozi nas w kilka minut pod stok stacji Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla. To właściwie odległość spaceru i Sergiusz trochę się krzywi, że podjeżdżamy pod samą dolną stację wyciągu krzesełkowego. Marudzi, że w latach osiemdziesiątych miał zwyczaj podchodzenia dwie godziny w butach narciarskich na Kasprowy Wierch w Tatrach, a tu trzysta metrów jedziemy samochodem... Ale chyba w sumie jest zadowolony, bo więcej czasu można dzięki temu spędzić na stoku. Kupujemy karnety dzienne (do 22 grudnia 55 zł, potem 75 zł) i wskakujemy na narty. Jeszcze tylko wyciąg krzesełkowy i...
Ale to nie takie proste. Czteroosobowymi krzesełkami jedziemy w górę, jedziemy, jedziemy... Zaczynamy marznąć. Magda wrzuciła tylko lekką kurtkę na koszulkę termiczną, a wiatr ostro zawiewa. Warto byłoby się jakoś lepiej ubrać, bo do pokanania jest aż 1600 metrów przy różnicy poziomów – 300 metrów. To ponoć najdłużyszy wyciąg w Polsce, a jedzie się nim dwanaście minut. Jest czas, by solidnie zmarznąć.
logo
Ostry zjazd do Wierchomli. Można poczuć prędkość. M.Micuła i S.Pinkwart/fromwarsawwithlove.pl

Nareszcie koniec. Wysiadamy i od razu żałujemy, że nasze gogle zostały w hotelu. Na szczycie ostro zacina śnieg. Szybko ruszamy w dół. Najpierw odpychając się kijkami, bo stok zaczyna się płasko – jak to w Beskidach. Potem nurkuje w dół. Wjeżdżamy w leśną przecinkę. Śnieg przestaje sypać i warunki znacznie się poprawiają. Szusujemy niezbyt trudnym, dobrze wyratrakowanym zboczem. Nie ma tu żadnych trudnych przewężeń (tzw. szyjek), czy lodowych rynien, albo muld. Skrajem przecinki szusują snowboardziści.
Połowa stoku. Zatrzymujemy się w restauracji w drewnianym, regionalnym szałasie.
logo
Szałas w połowie stoku Wierchomla I. M.Micuła i S.Pinkwart/fromwarsawwithlove.pl

Restauracja w alpejskim stylu. Moglibyśmy coś tu zjeść, ale mamy w planie późny obiad, więc zadowalamy się herbatą z sokiem malinowym. Jest po trzy złote – o połowę taniej niż na dole. To kompletnie irracjonalne zachwianie zasad ekonomii nas bawi. Przecież trudniej tu dostarczyć składniki do potraw i napojów, niż 150 metrów niżej. A jednak to tam jest drożej... No nic, nie należy się przejmować drobiazgami. Po herbacie jedziemy dalej. Wychodzi nawet słońce. Długie stoki są jednak fajne. Kilka razy w ciągu zjazdu zmienia się pogoda. Na nizinach tak nie ma...
Godz. 18.00
Krynica, restauracja Cichy Kącik

Szukacie najlepszej regionalnej karczmy? Jedźcie do Krynicy – słyszymy od bywalców na stoku narciarskim. Dość niefrasobliwie postanawiamy pojechać do beskidzkiego kurortu. Tymczasem droga okazuje się nie taka prosta. Przypomina przepaścistą, asfaltową wstęgę łączącą Niceę z Monako. Tylko zamiast Morza Śródziemnego, po prawej stronie mamy brunatne, mętne wody Popradu. Ponad pół godziny zajmuje dotarcie do uzdrowiska. Jeszcze tylko przejazd przez miasto i parkujemy przed karczmą Cichy Kącik. Wnętrze gustownie stylizowane na wiejską chatę. Na półkach stoją domowe przetwory. W kominku wesoło trzaska ogień. Magda bierze za 24 zł Placek po Zbójnicku... przepraszam – „Słomiany Placek Gaździny z gulaszem i kleksem śmietany” Ale tak naprawdę do poczciwy placek po zbójnicku/góralsku/węgiersku/kaszubsku/mazursku, czy co tam wymyślimy na określenie placka ziemniaczanego z gulaszem. Sergiusz ryzykuje pierogi z jagnięciną. Porcja 10-cio pierogowa za 21 zł. Do tego sok gruszkowy z Łącka (10 zł) i (dla Magdy, bo Sergiusz kierował) grzane wino z goździkami.
logo
Podsmażane pierogi z jagnięciną w karczmie "Cichy Kącik" M.Micuła i S.Pinkwart/fromwarsawwithlove.pl

Całkiem dobre jedzenie, świeże i aromatyczne. Warte swojej ceny i poświęcenia ponad godziny na dojazd w dwie strony. W końcu to najlepsza karczma w Polsce jeśli wierzyć wynikom akcji "Poland 100 Best Restaurant 2011".
Niedziela godz. 10.00
Wierchomla–Szczawnik

Żal wracać. Zwłaszcza, że pogoda się poprawiła i przestał padać obfity śnieg, a zza chmur wyszło słońce. Dwunastominutowym wyciągiem krzesełkowym wyjeżdżamy na górę, a potem odpychając się kijkami, krokiem łyżwowym przejeżdżamy na drugą stronę stoku, do Szczawnika. Tu też jest wyciąg krzesełkowy, jedynie nieco krótszy od tego w Wierchomli. Ruszamy więc orczy
logo
Stacja narciarska Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla M.Micuła i S.Pinkwart/fromwarsawwithlove.pl
kiem jeszcze wyżej.
Stok łagodny, nadający się świetnie dla początkujących. Naśnieżony armatkami miło, twardo skrzypi pod nartami. Można zjeżdżać i ćwiczyć różne ewolucje. Idealne miejsce na pierwsze zjazdy w sezonie i przypomnienie sobie wszystkich zasad obowiązujących na stoku. Na ćwiczenie skrętów, przekładanki, jazdy na jednej narcie, tyłem, „na krechę” i ostrym śmigiem. A potem powrót na górę krzesełkiem i omawianie błędów. Dwie Doliny są świetne, zwłaszcza, jeśli ktoś może przyjechać samochodem i odebrać was z Muszyny. My musimy wracać przez góry, ale to naprawdę świetna zabawa i fajna przygoda.
Godz. 15.00
Piwniczna. Kawiarnia „Florencja”.

Kolejne beskidzkie uzdrowisko, tym razem na trasie do Nowego Sącza. Zatrzymujemy się w sumie dość przypadkowo – chcemy skosztować tutejszej wody – „Piwniczanki”.
Stajemy na rynku i natychmiast, jak z pod ziemi, wyskakuje Pan Parkingowy ubrany w urzędową kufajkę. Ile kosztuje postój? Złotówkę? No to proszę bardzo...
Uwagę Magdy przykuwa sklep z regionalnymi ubiorami. Znika na chwilę i po trzech minutach pojawia się uśmiechnięta i szczęśliwa z szyją owiniętą białą, góralską chustą (25 złotych). W kawiarni „Florencja” jest pustawo. Czasem ktoś wpada na lody (cieszą się zasłużoną sławą w całym powiecie). Kelnerka Joanna, pozwala nam skosztować kilku smaków. Naprawdę są świetne! Szczególnie orzechowe...
logo
Kawiarnia Florencja jak sama nazwa wskazuje znajduje się przy rynku w Piwnicznej. Latem wszyscy przychodzą tu na własnej roboty lody, teraz hitem jest ciasto "delicja". M.Micuła i S.Pinkwart/fromwarsawwithlove.pl

Kupujemy gazowaną „Piwniczankę”. Ma smak rewelacyjny. Lekko żelazisty, ostro nasycony dwutlenkiem węgla, przypomina nieco szampana. Wznosimy toast za kolejny udany weekend i wracamy do samochodu. Pan Parkingowy macha nam na pożegnanie. Zarobił dziś złotówkę. Przed świętami zjedzie wielu gości, ale na „żniwa” trzeba będzie poczekać do lata.