Wioślarstwo w Oksfordzie to fenomen, który trudno zrozumieć jeśli się go nie doświadczy. Codzienne treningi, częste wstawanie przed świtem, poranione ręce i obolałe nogi - to wszystko nie odstrasza ponad tysiąca studentów, którzy co roku oddają się tej pasji. W tym roku postanowiłem tego spróbować i dałem się tą pasją zarazić.
REKLAMA
Każdy film, którego akcja dzieje się w Oksfordzie musi mieć wioślarzy przynajmniej w tle (czepialskim przypominam, że akcja Harry'ego Pottera nie ma miejsca w Oksfordzie, tylko w Hogwarcie*). I rzeczywiście, rzeka oraz dziesiątki wariatów pływających po niej już od 6 rano, to bardzo charakterystyczny obrazek.
Samo wioślarstwo nie jest najbardziej popularnym sportem na świecie. Jego status jest być może trochę wyższy w krajach, które są w nim dobre, ale pewnie niewiele (czy wiecie, że reprezentacja Polski ma całkiem pokaźną kolekcję medali?).
Na Oksfordzie (a także w tym Innym Miejscu**) jest jednak inaczej. Wiosłowaniem trudni się tu setki ludzi - w najbardziej prestiżowym turnieju w ciągu roku, "Summer Eights", liczba uczestników grubo przekracza 1000.
Trenujemy i ścigamy się na odcinku Tamizy, który przebiega kilkaset metrów od centrum Oksfordu. Odcinek ten ma swoją własną nazwę 'Isis' i tak zwykle do niego się odnosimy (zamiast mówić o wiosłowaniu na Tamizie).
Praktycznie wszyscy pływają w tzw. "ósemkach ze sternikiem" (ośmiu wioślarzy a z tyłu za nimi - za to przodem do kierunku jazdy - zwykle niska i lekka dziewczyna, której rola to krzyczeć i sterować). Oczywiście nie wszyscy trenują równie ciężko - spektrum zaangażowania jest dość duże.
Na czele jest na pewno reprezentacja Uniwersytetu, czyli "Oxford University Boat Club" (OUBC), gdzie uprawia się wioślarstwo na poziomie olimpijskim i często zawodnikami są byli lub przyszli olimpijczycy. Oczywiście są oni jednocześnie studentami Uniwersytetu i muszą godzić przygotowania do Wyścigu ze swoimi studiami. Wyścig jest oczywiście dla nich tylko jeden i jest to ponad wiekowa tradycja rywalizacji z reprezentacją Innego Miejsca**. W tym roku, po zaciekłym pojedynku w bardzo ładnym stylu wygrali nasi.
Zaraz po reprezentacji Uniwersytetu na najwyższym poziomie stoją "pierwsze ósemki" kilku college'y tradycyjnie silnych w wioślarstwie. Wizualnie zawodnicy z tych osad nie różnią się od OUBC: 190cm wzrostu, bardzo dobrze zbudowani. Trenują też bardzo ciężko, 9-10 razy w tygodniu, często na rzece już od 6 rano - przed świtem, niezależnie od temperatury. Do tego dochodzi siłownia i "erging" czyli mordercze sesje na ergometrze wioślarskim, czasami nawet 24-30km (wyobraźcie sobie wykonywać ten sam ruch przez 2h).
Niżej w hierarchii są "drugie ósemki", a po nich "trzecie" i w niektórych college'ach również "czwarte". Im wyższy numer tym mniej treningów i słabsi zawodnicy. Naturalnie, niektóre college mają tak dobre "dwójki", że są one w rankingach wyżej od "jedynek". "Jedynki" i "dwójki" mają swoje marynarki klubowe (blazers), zwykle białe.
Zasadniczo są dwa rodzaje wyścigów wioślarskich w Oksfordzie: w jednym dwie łodzie ścigają się ze startu wspólnego, w drugim (swoista "czasówka") łodzie startują w odstępach czasowych lub w pewnej odległości jedna za drugą. Szczególnie ciekawy jest ten drugi rodzaj w wydaniu "Summer Eights", nazywany "bumps". Sztuka polega na dogonieniu łodzi przed nami i nie pozwoleniu nikomu na doścignięcie nas. Dopuszczalne są kolizje ("bumps"), co czasami kończy się uszkodzeniami bardzo kosztownego sprzętu.
Krótko o miejscach, w których to wszystko się rozgrywa: pływamy na Tamizie, a szczególnie na jej odcinku płynącym przez sam Oksford, który nazywamy Isis. Wzdłuż Isis wybudowane zostały "boat houses" college'y, z których najbardziej imponujący należy do mojego, University College. W tych "domach dla łodzi" znajdują się magazyny z łodziami, ergometry, sale do imprez a czasami nawet pokoje mieszkalne. Nic dziwnego, że łodzie mają swoje domy, skoro jedna potrafi kosztować dobrze ponad 100 tys. zł.
Mimo, że stawiam dopiero pierwsze kroki w wioślarstwie, to prawdopodobnie uda mi się zakwalifikować do drugiej osady mojego college'u na wspomniane już wielkie regaty "Summer Eights" z czasem poniżej 7 minut na 2000m na ergometrze wioślarskim (nie byłbym ostatni na mistrzostwach Polski). Oznacza to niemal codzienne treningi na Tamizie uzupełniane dodatkowo sesjami na ergometrach i na siłowni przez najbliższe 5 tygodni.
To co tutaj robimy to niewątpliwie sport wyczynowy, choć amatorski. Jednakże satysfakcja zarówno z samego wiosłowania w dobrej łodzi, jak i reprezentowania własnego college'u przed ok. 15-20 tysiącami widzów wynagradza poranione dłonie i obolałe nogi. Do tego dochodzi oczywiście przywilej noszenia marynarki (blazer) z herbem college'u.
Zainteresowanych zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebooku, gdzie publikuję na bieżąco krótkie relacje z życia i sportowych zmagań nad Isis.
* Hogwart = Oksford minus wioślarze
** Uniwersytet Którego Nazwy Nie Można Wymawiać (www.cam.ac.uk)
** Uniwersytet Którego Nazwy Nie Można Wymawiać (www.cam.ac.uk)
