Po czterech latach prezydentury Dmitrija Miedwiediewa Władimir Putin wprowadza się na Kreml. Wszystko znów jest w jego rękach. Rosja, Rosjanie, Konstytucja, nadzieje i strach. Car powrócił.

REKLAMA
Słynne słowa Leszka Millera nie sprawdzają się w przypadku wszystkich mężczyzn. Władimira Putina poznaje się już po tym, jak zaczyna. A zaczyna – jak zawsze – z pompą. Była parada pułku prezydenckiego, huknęły salwy artyleryjskie, wybrzmiały miniatury fortepianowe Modesta Musorgskiego, zadźwięczał hymn Federacji Rosyjskiej. Podniosłej atmosferze sprzyjał wystrój imponującej, ociekającej złotem Sali Andriejewskiej - sali tronowej jeszcze z czasów caratu.
Ceremonia inauguracyjna nie była dla Władimira Władimirowicza niczym nowym. Dwukrotnie przechodził ją osobiście, a przed czterema laty przekazując władzę namaszczonemu przez siebie Miedwiediewowi. W tym roku do Pałacu Kremlowskiego zaproszono około 3 tys. osób. Wśród nich znaleźli się m.in. członkowie rządu, deputowani, sędziowie Sądu Konstytucyjnego z prezesem Walerijem Zorkinem na czele, a także dyplomaci, duchowni i ludzie kultury. W swoim stylu, czyli nie wiadomo po co i skąd, zjawił się także Silvio Berlusconi.
Najpierw Dmitrij Miedwiediew zwrócił się do Putina per „Towarzyszu-Prezydencie”, a potem padły słowa określone w art. 82 pkt 1 Konstytucji Federacji Rosyjskiej: "Przysięgam, że realizując kompetencje Prezydenta Federacji Rosyjskiej, będę szanował i chronił prawa i wolności człowieka i obywatela, przestrzegał i bronił Konstytucji Federacji Rosyjskiej, bronił suwerenności i niepodległości, bezpieczeństwa i integralności państwa, wiernie służył narodowi."
Putin nie potrzebował Konstytucji. Wygłosił je z pamięci, ale wątpliwości co do ich przestrzegania przyniósł już dzisiejszy poranek. W centrum Moskwy aresztowano przeszło 100 osób protestujących przeciwko uroczystości zaprzysiężenia. Cóż, Kreml nie potrzebował dziś nieproszonych gości. Putin może być prezydentem wszystkich Rosjan, ale od jutra. Dziś strzelają szampany i błyskają flesze.
Vedomosti.ru zwróciły uwagę na ubraną na biało zapłakaną starszą kobietę. „Chwała Bogu, że wrócił” - miała powiedzieć, przecierając łzy, po czym udała się do wyjścia.