Od kilkunastu godzin oczy całego cywilizowanego świata zwrócone są na wątpliwie cywilizowaną Rosję. Zachód grzmi i potępia, Kreml huczy o prowokacji, a Putin będzie badał sprawę. Moskwianie płaczą i składają kwiaty. Tylko czy Moskwa uwierzy łzom.
REKLAMA
Zamordowany Borys Niemcow był politykiem z bardzo rzadkiego w Rosji gatunku. Wykształcony, otwarty i inteligentny. Jego wizerunek różnił się od typowego modelu polityka z "lewiatanowskiej" prowincji - zapijaczonego, skorumpowanego służbisty, bez wiedzy i kompetencji, za to bezwzględnego i lojalnego, zwłaszcza wobec siebie. W Niemcowie, tak jak w Kasparowie czy Chodorkowskim, widać było klasę, której brakowało politykom głównego nurtu, zarówno ze strony rządowej, jak i opozycyjnej. Na tle Mironowów, Ziuganowów czy Żyrinowskich wypadał jak inteligent na tle pajacowatych celebrytów snujących się bez celu po scenie politycznej. Właśnie tę klasę zapamiętałem najbardziej, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Niemcowa na wiecu wyborczym Sojuszu Sił Prawicowych w 2003 r.
Według wersji, którą lansuje ekipa rządząca, zabójstwo Niemcowa to antyputinowska prowokacja. Tyle tylko, że po historiach Anny Politkowskiej, Aleksandra Litwinienki, Siergieja Magnickiego, czy Borysa Bieriezowskiego, w niektóre tezy i zbiegi okoliczności po prostu trudno uwierzyć. A osobisty nadzór Putina nad śledztwem, abstrahując już od tego, że wykracza poza ustawowe kompetencje prezydenta, to w światowym odbiorze szyderstwo, a nie podkreślenie powagi sytuacji.
Kreml wybroni oczywiście wersję o prowokacji przed twardym, proputinowskim elektoratem. Argumenty wydają się oczywiste - Niemcow nie był aktualnie realnym zagrożeniem politycznym dla Putina, lecz raczej niewygodnym krytykiem i jednym z wielu elementów mozaikowej opozycji. Poza tym, Europa i USA mają określony pogląd na Ukrainę i bez Niemcowa. Po trzecie, zamordowany polityk obwiniał Putina już za Dubrowkę i Biesłan, więc można twierdzić, że nie ma powodu uznawać, że opinia o Donbasie stała się bodźcem do zabójstwa. Po czwarte wreszcie, Kreml będzie mógł powiedzieć, że to, że podejrzenia spadną na Putina było tak oczywiste, że dokonanie zabójstwa z jego inicjatywy byłoby politycznym seppuku.
Niezależnie od tego, żadne argumenty nie są w stanie zmienić faktu, że w Rosji regularnie mordowani są otwarci krytycy Kremla. Sprawy są zwykle niewyjaśnione, a sprawcy zwykle nieznani. Czasem wystawia się "cyngli" i zrzuca na nich winę. Kreml zawsze to potępia, a Putin ucieka w zgrane narracje. Prowokacja w celu destabilizacji sytuacji politycznej w kraju to wersja obraźliwa nawet dla odbiorcy o intelekcie średnich lotów.
Politycznie najciekawsze wydaje się, czy po zabójstwie Niemcowa opozycja zaatakuje, czy przycichnie. Stawka za opór może być bardzo wysoka. Michaił Prochorow napisał dziś na blogu radia Echo Moskwy, radia, w którym Niemcow udzielił ostatniego przed śmiercią wywiadu, że Borys zginął jak mężczyzna, od strzału w plecy, bo spojrzeć mu w twarz zabójca nie miał odwagi.
