Tytuł rozprawy Mikołaja z Kuzy wydaje się świetną metaforą pisania o Rosji. Ostatnie miesiące pokazały, jak mało wiedzą o niej ci, którzy przecież tak świetnie ją znają. Każdy tydzień kazał nam rewidować utarte prawdy i ekwilibrystycznie tłumaczyć, dlaczego mieliśmy prawo się mylić. Przez lata pisaliśmy o braku rosyjskiej opozycji, a teraz widzimy demonstrantów, którzy nie zmieściliby się na wszystkich placach Warszawy.

REKLAMA
Wróżyliśmy polityczną emancypację Dmitrija Miedwiediewa, a dziś wydaje się, że fotel premiera oznacza dla niego raczej polityczne zapomnienie. Żyliśmy tragiczną śmiercią Anny Politkowskiej i skazaniem Michaiła Chodorkowskiego, a pomijaliśmy tych, którzy wciąż walczą. Pisaliśmy dużo i nawet dosyć mądrze, ale rosyjska rzeczywistość była zbyt nieprzewidywalna i umykała naszym zawodnym prognozom.
Rosję czeka gorący okres. Wybory prezydenckie 4 marca. Bez względu na ich przebieg i dokładny wynik, już dziś można śmiało powiedzieć, że ludzie masowo wyjdą na ulice. Jak się wtedy zachowa Władimir Putin? Czy dostrzeże niebezpieczeństwo tłumu i wejdzie z nim w dialog? Czy schowa głowę w piasek? Czy manifestacyjny zapał będzie się nasilał, czy może brak odzewu ze strony władzy zniechęci protestujących i zostaniemy przy status quo? Nie próbujmy się czarować. Nie sposób uczciwie odpowiedzieć dziś na te pytania. Jedyne, co możemy, to obserwować i komentować.
Mój blog nie będzie tylko polityczny. Nie chcę go ograniczać do bieżących wydarzeń. W najbliższych dniach wszystko w Rosji będzie się jednak kręcić wokół wyborów prezydenckich. Tak naprawdę w przyszłości marzyłbym pisać o polityce jak najmniej. Chyba dlatego, że kocham Rosję, a polityka jest zazwyczaj brudna. Chciałbym, żeby tego bloga zdominowały recenzje wybitnych filmów i głośne książki. Niestety wiem, że prędko tak się nie stanie. Pochłoną nas powyborcze przepychanki, protesty i rozgrywki personalne. Będę się starał łagodzić je, pokazując tę lepszą stroną Rosji.
Witam i zapraszam do dyskusji.