Dziennikarka Jelena Masyuk wystosowała list otwarty do szefa Federalnej Służby Sądownictwa, A. O. Parfenczikowa, w którym opisuje sceny z Chamowniczeskiego Sądu Rejonowego w Moskwie, gdzie odbywa się proces aktywistek Pussy Riot. Z treści listu wynika, że dochodzi tam do bicia i poniżania dziennikarzy.
REKLAMA
Uderzenia w brzuch i spychanie ze schodów to tylko niektóre z przytoczonych zachowań. Tych czynów mają dopuszczać się uzbrojeni po zęby umundurowani mężczyźni z czarno-żółtymi naszywkami „Specnaz”. Oprócz aktów przemocy dochodzi do terroru psychicznego. „Ochroniarze”, w liczbie znacznie przekraczającej porzeby sytuacji, przetrzymują dziennikarzy na schodach, nie wpuszczając ich na salę rozpraw, z której również bez powodu ich wyprowadzają.
Obok sygnalizowania łamania praw człowieka, a także utrudniania wykonywania zawodu dziennikarza, J. Masyuk stawia Parfenczikowowi pytanie o podstawę prawną przebywania niepowołanych do tego ustawowo umundurowanych mężczyzn, którzy dodatkowo odmawiają wylegitymowania się.
Wygląda na to, że oprócz farsy na sali rozpraw, tragifarsa odbywa się również w jej pobliżu, w murach tego samego sądu. Trudno inaczej określić wymuszanie subordynacji groźbami poszczucia rottweilerem, który cały czas czuwa nad sprawnym i bezpiecznym przebiegiem postępowania.
Pod listem Masyuk wciąż pojawiają się nowe podpisy dziennikarzy rozmaitych rosyjskich mediów.
