W głośnym, bo opublikowanym m.in. w International Herald Tribune, Guardianie i Le Monde tekście, Michaił Chodorkowski wzywa do nieskładania broni. Jak słusznie zauważa, rok 2012 będzie „obfity” w wybory prezydenckie. We Francji i w Stanach Zjednoczonych możemy oczekiwać prawdziwej konkurencji. A co z Rosją?
REKLAMA
Sondaże są jednoznaczne, komentarze raczej też. Żadne poważne znaki na niebie i ziemi nie wskazują, że cokolwiek może stanąć Władimirowi Putinowi na drodze do zwycięstwa w niedzielnych wyborach prezydenckich.
Nie interesuje mnie, czy Putin zdobędzie 52, 57, czy 66% głosów. Nie interesuje mnie, ilu demonstrantów wyjdzie na ulice z żądaniem powtórzenia wyborów i wysłania wszystkich członków Centralnej Komisji Wyborczej do piekła albo na Księżyc. Nie interesują mnie powyborcze komentarze Ziuganowa i Żyrynowskiego, których haseł przez lata można było nauczyć się na pamięć. Nie interesują mnie dalsze spekulacje o marionetkowej roli Prochorowa. Wydaje się ona oczywista, bo gdyby było inaczej, to - biorąc pod uwagę aktualny stan rzeczy - trudno by było interpretować jego start w wyborach jako coś innego, niż wygłup.
Nie sądzę też, żeby coś nowego powiedział wkrótce Władimir Putin. Jego ostatnie wystąpienia są klinicznym przykładem pustosłowia i żonglowania frazesami o potrzebie stabilności i demokratyzacji. Regularne słuchanie tych wyświechtanych sformułowań zaczyna się robić niestrawne.
Liczba odbywających się w Rosji protestów może niedługo zacząć działać na niekorzyść opozycji. Kilka miesięcy temu były czymś nowym, dawały powiew nadziei na wiatr przemian. Przeciwnicy Kremla muszą jednak zrozumieć, że nadmierna częstotliwość manifestacji może doprowadzić do ich spowszednienia. Już dziś akcje w Rosji przestały być przeważnie newsem. Stały się normą i – jako taka – są coraz częściej pomijane w światowych serwisach.
Interesuje mnie cierpliwość i spokój opozycji. Chciałbym, żeby manifestacje były silne, a nie częste. Chciałbym, żeby w kolejnych wyborach pojawili się nowi kandydaci. Chciałbym, żeby po liberalizacji przepisów dotyczących rejestracji nowych partii, nie pojawiło się tych partii zbyt wiele, bo to osłabi, a nie wzmocni opozycję.
Jestem umiarkowanym optymistą. Boję się nie siły Putina, lecz słabości jego przeciwników. Pozostaje mi powtórzyć za Chodorkowskim, że na szczęście liczba wykształconych przedstawicieli klasy średniej nieustannie rośnie. Za 10 lat to właśnie ta grupa ma szanse stanowić większość. Może ona zagłosuje jak trzeba.
