Łzom Putina nie wierzy tylko Moskwa. Gdyby wybory odbywały się wyłącznie w niej, Putin uzyskałby 48% głosów i musiałby w drugiej turze zmierzyć się z Michaiłem Prochorowem, którego poparłoby 20% obywateli.

REKLAMA
Znacznie niżej uplasowaliby się Giennadij Ziuganow i Władimir Żyrinowski. Tradycyjnie nie wspomnę o liderze Sprawiedliwej Rosji, Siergieju Mironowie.
Putin nie płakał ze wzruszenia. Sam mówił o tym otwarcie. Łzy były reakcją na porywisty wiatr, który hulał wczoraj nad Moskwą. Dzisiaj kancelaria premiera wydała oświadczenie, w którym podkreśliła to jeszcze raz.
Putin nie ma powodów do płaczu. Może się raczej śmiać. Tak naprawdę sylwetki jego kontrkandydatów, z wyjątkiem Prochorowa, wywołują wyłącznie śmiech.
Władimir Żyrinowski jest prymitywem, który wielokrotnie udowodnił, że powinien na zawsze zniknąć ze sceny politycznej. Ostatnio, podczas debaty z Prochorowem, nazwał Ałłę Pugaczową i wszystkich innych rosyjskich artystów prostytutkami, które za pieniądze położą się pod każdą władzą.
Lider LDPR uważa też, że wrogami Rosji są USA i Europa, a kluczowego sojusznika upatruje w Iranie. Jeżeli doszedłby do władzy, to - jak deklaruje - od razu zamknąłby wszystkich oligarchów. Poza tym, wystarczy obejrzeć jakiekolwiek jego publiczne wystąpienie, żeby nie mieć wątpliwości, że jest to człowiek zupełnie niezrównoważony psychicznie.
Giennadij Ziuganow tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy, że Rosja wyszła już jakiś czas temu z głębokiego stalinizmu, a portrety Iosifa Wissarionowicza należy raczej chować do piwnicy, niż paradować z nimi po ulicach. Nota bene, tezy o fałszerstwach wyborczych głoszone przez człowieka o takiej mentalności również wywołują głównie śmiech.
Przy takich kontrkandydatach, Putin może sobie pozwolić na wiele. Na niebranie udziału w debatach, na nieprowadzenie kampanii wyborczej, na śmiech i na płacz. Rosjanie nie widzą wyboru. Do Prochorowa jeszcze nie dojrzeli, a innych nie ma. Z konieczności uwierzyli łzom Putina.