Dojrzałość Rosji i totalna kompromitacja administracji Obamy – to bilans ostatnich zawirowań wokół Syrii. Po scysjach z ONZ, UE i Watykanem, Stanom Zjednoczonym przychodzi teraz skonfrontować się z własną głupotą.
REKLAMA
Mądra polityka Kremla pozwala powoli, przynajmniej w zewnętrznym odbiorze, nadwątlić zimnowojenne konotacje o wspieraniu terroryzmu i sytuowaniu się po stronie reżimów podejrzanego autoramentu.
Kreml nie tylko jednoznacznie pokazuje, że „gra w tej samej drużynie”, co Stany Zjednoczone, ale dodatkowo przemyca pacyfistyczne tendencje. W świetle pomysłu Moskwy, (choć Ławrow podkreśla, że Rosja jest jedynie jego współautorem), Obama wypada na arenie międzynarodowej niepoważnie.
Najpierw mówi, że USA nie są policjantem świata, chwilę później pokazuje, że jednak są, a potem okazuje się, że być może zagrożenie można zażegnać w stosunkowo łatwy sposób.
Rosyjska dyplomacja może jeszcze niejednokrotnie wykorzystać syryjskie zamieszanie w przyszłości. Jeśli do inwazji nie dojdzie, to automatycznie zaczną się nasuwać pytania, czy nie można było roztropniej postąpić w Iraku i Afganistanie i czy północnokoreańska polityka „ostrza noża” jest racjonalna.
Problem Syrii wywołuje też wątpliwości co do zasadności Doktryny Busha jako takiej. Od początku komentowało się ją jako mającą uczynić USA „lepszym państwem”, które samo sobie daje prawo do kształtowania ładu (lub nieładu) na świecie.
Ta idiotyczna linia polityki zagranicznej od lat pozwala bombardować miasta pełne cywilów w imię ochrony amerykańskich obywateli, patriotycznych łez w propagandowych filmach, sloganowej demokracji i wypływającego z ust pajacowatych celebrytów (w tym tych z Kongersu) ‘God Bless America’.
Rosja wykorzystała te absurdy na poziomie na poziomie dyplomatycznym, ale abstrahując od intencji, może najwyższy czas je zmienić.
