REKLAMA
Piękny i biedny kraj.
Na zachodzie i wschodzie - plaże
dwóch oceanów. W środkowej części - góry,
lasy, równiny wapienne
i chłopskie chaty. Na południu - dżungle
z ruinami wielkich piramid.
Na północy - kowboje i plantacje,
przechodzące mimowolnie w USA,
co pozwala też przejść do handlu.
Wywozi się marihuanę,
metale kolorowe, średniej klasy kawę,
cygara marki "Korona"
i drobiazgi lokalnych rzemieślników.
(Do tego jeszcze obłoki). Przywożą za to
całą resztę i, jak zawsze, broń,
zaopatrzywszy się w którą zawsze jakoś łatwiej
wziąć się za rządzenie państwem.
Historia kraju jest smutna, ale
nie można powiedzieć, że unikalna. Za
główne zło uważa się wtargnięcie Hiszpanów
i barbarzyńskie zniszczenie dawnej
cywilizacji Aztektów. To właśnie sedno
lokalnego kompleksu Złotej Ordy,
z tą jednak różnicą, że Hiszpanie, swoją drogą,
naprawdę wzbogacili się na złocie.
Dziś jest tu republika. Trójkolorowa flaga
powiewa nad pałacem prezydenckim.
Konstytucja jest świetna.
Jej tekst, zdradzający karuzelę
dyktatorów, znajduje się w Bibliotece
Narodowej pod zielonym, kuloodpornym
szkłem - takim samym zresztą
jak w rolls-royce'ie prezydenta.
To z kolei pozwala spojrzeć przez nie
w przyszłość, w której liczba mieszkańców,
bez wątpienia, wzrośnie. Peon,
jak przedtem, powymachuje motyką
pod palącym słońcem. Ktoś w okularach
będzie w kawiarni ze smutkiem kartkował Marksa.
Jaszczurka na jakimś głazie, zadarłszy
głowę w niebo, będzie natomiast obserwować
lot aparatu kosmicznego.
1975